sobota, 13 września 2014

Rozdział XII - Przekraczając granice.

Na wstępie kilka spraw! Po pierwsze przepraszam wszystkich za zaległości w czytaniu Waszych blogów, szczególnie Vanillie, nie mam po prostu czasu, ale nadrobię jak najszybciej! Po drugie, to ostatni rozdział, który napisałam 'na zapas', nie mam pojęcia, kiedy zabiorę się za następny, ale postaram się znaleźć trochę czasu. Ta notka jest o wiele dłuższa niż zwykle i mam nadzieję, że się nie zanudzicie. Na koniec dwa pytania:
1. Chcielibyście przeczytać miniaturkę w moim wydaniu?
2. Lubicie takie długie rozdziały?
~ Mary.

_______________________________________________________

Moje myśli opiekują się Tobą.
Niezależnie czy bez Twojej, czy za Twoją zgodą.

      Otworzył oczy i przewrócił się na drugi bok. Znów widział ją we śnie, słyszał jej krzyk. Próbował zatamować krew, która szybko sączyła się na śnieg, ale im bardziej się starał, tym szybciej leciała. Mógł tylko patrzeć jak z dziewczyny uchodzi życie. Powoli zaczęło do niego docierać, że to był tylko koszmar, kolejny. Leżał jeszcze przez chwilę z szeroko otwartymi oczami i wspominał sen. Każda próba zaśnięcia kończyła się podobnie. Granger jeden dzień przeleżała w szwedzkim zamku, a nazajutrz przewieźli ją tutaj. Już drugą dobę leżała w hogwardzkim skrzydle szpitalnym. Musiał w końcu zrobić coś ze sobą... Wstał zirytowany z łóżka i ruszył do łazienki. Ojciec rok temu załatwił mu osobiste dormitorium. Dumbledore się stawiał, mówił, że wszyscy powinni być równo traktowani, ale ze Snapem nie było tego problemu, na szczęście to on był opiekunem jego Domu. Spojrzał w lustro, przeczesał palcami włosy i obmył twarz zimną wodą. W uszach nadal dźwięczał mu jej krzyk.
- Co się z tobą dzieje, Draco? - zapytał swoje odbicie.
Przebrał się w szatę i ruszył na śniadanie. Kiedy tylko wyszedł ze swojego pokoju, Katy rzuciła mu się na szyję.
- Kiedy wróciłeś? - zapytała rozpromieniona i pocałowała go w usta.
- Wczoraj rano – jego głos był wyprany z jakiegokolwiek entuzjazmu.
- Dlaczego ja nic o tym nie wiem? - usłyszał w jej tonie oskarżycielską nutę i wcale mu się nie spodobała.
- Nie wychodziłem z dormitorium – warknął.
Uśmiechnął się jednak, objął dziewczynę prawie odruchowo i ruszył z nią do Wielkiej Sali. Zajęli miejsce przy stole Slytherinu i chłopak natychmiast rozejrzał się po pomieszczeni. Przy stole Gryfonów siedzieli Potter, Wieprzlej i mała Weasley. Granger nie było, najwidoczniej nie wypuścili jej jeszcze ze skrzydła szpitalnego. To już trzeci dzień... Nie widział jej od jego odwiedzin w Szwecji, nie miał pojęcia o stanie jej zdrowia i udawał, że go to nie interesuje. Pomyślał o odwiedzeniu jej, ale natychmiast zrezygnował. Robisz się miękki, Malfoy, martwisz się o szlamę – zganił się w myślach. Zaczął bardzo powoli rzuć jajecznicę, nie czując nawet jej smaku. Nie spieszyło mu się szczególnie, a pierwsze tego dnia były dwie lekcje ze Snape'm. Niechętnie ruszył w stronę lochów i usiadł w ławce z Zabinim. Starał się skupić całą swoją uwagę na eliksirze, który miał przyrządzić, ale nie umiał. Cały czas gdzieś w jego myślach pojawiał się obraz bladej, umierającej Granger z jego snu.
- Co jest? - zapytał Zabini zaciekawionym tonem.
- Mam jakiś słaby dzień – mruknął tylko w odpowiedzi.
- Odwiedź ją.
- O czym ty mówisz? - zapytał szybko zdenerwowanym tonem.
- Zachowujesz się dziwnie. Wczoraj zaszyłeś się w pokoju i nie chciałeś z nikim rozmawiać, nawet ze mną... Nawrzeszczałeś na mnie tylko, kiedy zapytałem, co stało się tej szlamie. Dzisiaj jesteś zupełnie bez życia i nie wiesz co się wokół ciebie dzieje. Jeżeli nie chodzi o Granger, to ja już nie wiem. Martwisz się o nią?
- Martwię się o siebie, nastąpiły małe... komplikacje.
- Jakie? - zapytał wyraźnie zaciekawiony Blaise, niestety zbyt głośno i Snape spojrzał na nich groźnie.
- Zabiłem Greybacka – szepnął tak, że tylko Zabini mógł to usłyszeć.
- Żartujesz...
- Wyśnię ci później.
Blaise, tak jak Draco, należał do Śmierciożerców, ale tylko w pewnym stopniu. Jego matka i ojczym byli w szeregach, więc Zabini bywał czasem na spotkaniach, ale nie brał udziału w misjach i nie miał Mrocznego Znaku. Nigdy też nie zabił... Był po prostu dzieckiem zwolenników Czarnego Pana, czekał, aż uda mu się czymś wybić, za to Draco... Ojciec chciał, żeby zaszedł wysoko i szkolił go jak psa. Blaise miał zdecydowanie więcej szczęścia.
Malfoy musiał przyznać przyjacielowi jednak trochę racji, był rozkojarzony, nie wiedział co się z nim dzieje. Starał się po prostu przetrwać jakoś te lekcje i zadecydował już, że zaraz po kolacji pójdzie odwiedzić Granger. Zadzwonił w końcu wyczekiwany dzwonek i Draco szybko ruszył w stronę wyjścia.
- Nie tak szybko, panie Malfoy – usłyszał za sobą głos Snape'a.
Niechętnie cofnął się i stanął przy jego biurku.
- O co chodzi? Spieszę się... - powiedział znudzonym głosem.
Nauczyciel zignorował ten brak jakiegokolwiek szacunku za strony swojego chrześniaka i spojrzał tylko na niego świdrującym spojrzeniem.
- Staw się u mnie dzisiaj po kolacji. Mam dla ciebie zadanie. Będziemy musieli udać się w pewne miejsce – uśmiechnął się zjadliwie.
Draco w odpowiedzi kiwnął tylko głową, nie chciał pokazać jak wielki wpływ wywarły na niego te słowa. Bez pożegnania, na sztywnych nogach ruszył w stronę wyjścia. Ledwo wrócił do Hogwartu, a już Voldemort go wzywa, nie było wątpliwości, że chodzi o zabójstwo wilkołaka. Bardzo powoli przygotowywał się psychicznie na karę, jaka go czeka. Wiedział, że go nie zamordują, spodziewał się raczej tortur. Nie był pewien czy chce iść na resztę lekcji i decyzję podjął w ekspresowym tempie. Zamiast wyjść ze szkoły na zajęcia Zielarstwa, ruszył do góry, w stronę skrzydła szpitalnego. Pomyślał, że powinien coś jej przynieść, ale zrezygnował, chciał znaleźć się tam jak najszybciej.

       Przyszedł do sali, kiedy spała. Miała spokojną twarz i uśmiechała się lekko przez sen, długie, kasztanowe loki zwisały lekko za krawędź łóżka. Przysunął sobie krzesło, usiadł na nim i po prostu chwilę się w nią wpatrywał. Musiał gdzieś zebrać myśli i właśnie to miejsce wydało mu się odpowiednie. Idealna cisza to właśnie to, czego teraz potrzebował. Chciał ją przecież tylko uratować... Nie myślał o konsekwencjach. Nie wiedział dlaczego tak martwił się o jej życie, przecież był zwykłym potworem, nie mógł patrzeć w lustro bez obrzydzenia swoją osobą. Ojciec całe życie próbował unicestwić w nim jakiekolwiek uczucia, stworzyć robota... Udało mu się, jego jedyny syn został mordercą. Zabił człowieka bez mrugnięcia okiem, nie liczyło się teraz jakiego, ważne, że z własnej woli pozbawił życia istotę ludzką. To było prawie jak odruch, tylko takie rozwiązanie tej sytuacji widział. Mimo wszystko zrobił to, żeby ją uratować. Wiedział, że jeden dobry uczynek nie robi z niego dobrego człowieka ani nie zmazuje też poprzednich win. Widzisz, ojcze? Widzisz, kim się stałem? Widzisz, co stworzyłeś? Czy teraz mnie dostrzegasz? Czy jestem teraz wystarczająco dobry, żeby zasłużyć na miano Twojego syna? Spójrz, kim musiałem się stać, żeby zobaczyć dumę w Twoich oczach... Widzisz? Przeklinał w myślach swojego ojca, Czarnego Pana i siebie samego. Nigdy nie przypuszczał, że mógłby znienawidzić swoją osobę tak bardzo. Znów spojrzał na Gryfonkę. Gdyby wiedziała... Odrzucił od siebie natychmiast tę myśl, już nigdy nie chciałaby przebywać w jego pobliżu, brzydziłaby się nim.

      Śnił jej się znowu, nie mogła pozbyć się go ze swoich myśli, nawet gdy spała. Otworzyła oczy bardzo powoli i zobaczyła blondyna siedzącego przy jej łóżku. Nie była pewna, czy to prawdziwy Malfoy, czy po prostu nie rozbudziła się jeszcze do końca. Patrzył przez okno znajdujące się nad jej łóżkiem.
- Draco? - zapytała cicho i niepewnie, chciała się tylko upewnić, że jest realny.
Chłopak natychmiast na nią spojrzał i przybrał swój tradycyjny, arogancki wyraz twarzy.
- We własnej osobie – uśmiechnął się szeroko.
Musiała przyznać sama przed sobą, że cieszy się, że go tu widzi. Wczoraj cały dzień siedzieli z nią Harry, Ron, Ginny, Luna i Neville. Odwiedziły ją też kilku uczniów Gryffindoru, z którymi tylko się kolegowała, ale jej cały czas kogoś brakowało... Miała nadzieję, że jednak przyjdzie i nie zawiodła się. Była zła na siebie za te myśli i próbowała się ich pozbyć. To przecież Malfoy... - zganiła się w myślach za radość, którą poczuła na jego widok. No właśnie, to ten sam Ślizgon, którego tak nienawidziła, a jednak uratował ją i narażał się dla niej.
- Jak się czujesz? - zapytał cicho.
- Już dobrze, podobno będę mogła wyjść jutro rano.
- A już zaczynałem tęsknić... - mruknął ironicznie i zaśmiał się sztucznie.
Zapadła cisza, a Hermiona uznała to za najlepszy moment. Chciała zadać nurtujące ją pytanie.
- Dlaczego po mnie wróciłeś? - w końcu zdobyła się na odwagę – Mogłeś przecież uciec, ale narażałeś dla mnie życie – spojrzała na swoje dłonie i odetchnęła głęboko.
Zerknęła na jego twarz, znów wpatrywał się w widok za oknem i wydawał się intensywnie nad czymś zastanawiać. Nie odzywał się dłuższą chwilę i Gryfonka straciła już nadzieję na odpowiedź.
- Widzisz, Granger... - zaczął bardzo powoli, widać była, że starannie dobiera słowa.
Nagle jego twarz znów przybrała arogancki wyraz.
- Naprawdę sądzisz, że jestem potworem, który zostawiłby cię na pożarcie? - uniósł jedną brew i uśmiechnął się – Jestem Malfoy'em, to zobowiązuje – przewrócił teatralnie oczami.
- No tak, to wyjaśnia, czemu wróciłeś, ale nie uwierzę, że stanąłeś między mną, a wilkołakiem, bo tak nakazywał ci honor... Nie okłamuj mnie, znam cię na tyle dobrze, żeby wiedzieć jakie zdanie masz o mnie. Teraz wytłumacz mi, dlaczego poświeciłeś się dla szlamy, nie oszukujmy się, jesteś egoistycznym idiotą – starała się mówić spokojnie, ale czuła narastającą irytację i ostatnie zdanie prawie wykrzyczała. Nie powinna go obrażać, ale nienawidziła czegoś nie wiedzieć... Do tego zdenerwowało ją to zachowanie, widziała, że nie jest z nią szczery, a kłamstwem się brzydziła.
Zauważyła, że Malfoy skrywa swoje uczucia pod maską ironii i arogancki. Jego prawdziwe emocje były widoczne tylko przez chwilę, kiedy jeszcze nie zdążył ich zatuszować. Teraz zobaczyła w jego oczach wściekłość, tylko przez sekundę, zanim nie uśmiechnął się z wyższością. Westchnęła, nie powinna tak na niego naskakiwać, to nie była do końca jej sprawa. Powinna się cieszyć, że żyje, zamiast na niego naciskać.
- Nie ładnie być taką wścibską, tacy ludzie nie kończą dobrze i nie żyją długo. Pomyśl, Granger, że mogłem zrobić coś raz bezinteresownie – mruknął, po czym wstał i wyszedł.
Była na siebie zła, nie chciała się w nim kłócić, tak naprawdę pragnęła, żeby ich relacje zostały takie, jak na wyjeździe. Powinna mu po prostu znowu podziękować, również za to, że ją odwiedził. Jutro, kiedy tylko wyjdzie ze szpitala, pójdzie do niego, powie mu wszystko, co tak naprawdę myśli i przeprosi za dzisiejsze zachowanie.

      Skrajnie zirytowany wyszedł z sali, uratował ją, a ona nazwała go egoistą... Chciała znać prawdę, ale to wcale nie było takie łatwe. Miał jej powiedzieć, że chciał ją tam zostawić, ale w przypływie heroizmu i poczucia winy zabił wilkołaka? Och nie, tego z pewnością nie chciałaby usłyszeć. Lekcje trwały nadal, ale on przemknął się do pokoju wspólnego Ślizgonów i zamknął w swoim dormitorium. Chwila spokoju, w końcu. Jeszcze trochę i będzie musiał iść da Snape'a, miał nadzieję, że czas się zatrzyma, zrobiłby wszystko, żeby po kolacji móc po prostu wrócić do siebie... Zamknął oczy i próbował się zrelaksować. Obudził się, kiedy było już ciemno i miał wrażenie, że spał kilka miesięcy, bolała go głowa. Niechętnie usiadł na łóżku i sprawdził godzinę, miał szczęście, zaraz była kolacja. Wyszedł ze swojego pokoju i napotkał pytające spojrzenie Zabiniego. Usiadł obok niego, ale nie miał spokoju. Katy wskoczyła mu na kolana.
- Źle się czujesz? - zapytała zatroskana.
Draco miał ochotę powiedzieć, że ma wrażenie, że ktoś go przeżuł i wypluł, ale pokręcił tylko przecząco głową. Mało delikatnie zrzucił z siebie dziewczynę i bez słowa, zdenerwowany na cały świat, ruszył do Wielkiej Sali.

      Hermiona od jakiegoś czasu rozmawiała z Ginny, która siedziała przy jej łóżku. Bardzo chciała już wrócić do swojego dormitorium, ale mogła to zrobić dopiero następnego dnia.
- Powiesz mi, dlaczego Harry mnie nie zauważa? Co jest ze mną nie tak? - poskarżyła się ruda istota.
- Och, jesteś siostrą jego przyjaciela, nie może na zbyt wiele sobie pozwolić, wiesz, jaki Ron... - odpowiedziała i uśmiechnęła się, aby dodać otuchy przyjaciółce - Emmm... Ginny... Masz jakiś kontakt z Zabinim? - zapytała delikatnie.
- Można tak powiedzieć, a dlaczego pytasz? - zmarszczyła lekko nos.
- Czy mogłabyś zdobyć od niego pewną informację?
- Nie powinno być problemu, ale jaką...
Hermiona nie zdążyła odpowiedzieć, bo w tym momencie do sali wpadł Ron.
- Jak się czujesz? - zapytał, całując pannę Granger w policzek.
Usiadł na jej łóżku i złapał ją za rękę. Nie wyrwała jej, nie chciała zrobić mu przykrości. Miała tylko nadzieję, że chłopak ma świadomość, że zawsze będzie dla niej tylko przyjacielem...

      Draco Malfoy szedł korytarzami swojego domu i rozglądał się, jakby był tu po raz pierwszy. Widział drzwi od jadalni, ale wcale nie miał wrażenia, że się do nich przybliżał, wręcz przeciwnie. Z każdym krokiem serce biło mu coraz mocniej. Wyciągnął rękę i nacisnął na klamkę, ale miał wrażenie, że zrobił to ktoś inny. Pomieszczenie było bardzo ciemne, zapadła już noc, a tutaj paliło się tylko kilka świec. W środku byli już wszyscy, oprócz Czarnego Pana. Ślizgon pospiesznie zajął swoje miejsce między matką a ojcem. Minuty dłużyły mu się niemiłosiernie. Nerwowo rozglądał się po zgromadzonych i wygładzał ubranie. Napotkał spojrzenie matki i ta uśmiechnęła się do niego, poczuł się odrobinę lepiej. W końcu drzwi otworzyły się, wszystkie rozmowy natychmiast ucichły i wmaszerowała wysoka postać, wszyscy wstali. Zaraz za Lordem Voldemortem wpełzła Nagini.
- Witajcie – powiedział zimnym głosem, który przypominał syk węża.
Usiadł i wszyscy zrobili to samo. Zapadła pełna napięcia cisza i Malfoyowi wydawało się, że słyszy, jak bije jego serce. Zacisnął pięści, aby ukryć drżenie rąk. Przecież mnie nie zabiją... - powtarzał w myślach.
- Draco, podejdź do mnie – jego głos przeszył powietrze.
Chłopak nie wykonał żadnego ruchu, jakby te słowa do niego nie dotarły. Mijały sekundy i matka ścisnęła mu w końcu dłoń w uspokajającym geście. Dopiero to wyrwało go z odrętwienia, wstał bardzo powoli i ruszył w stronę Czarnego Pana. Nogi odmawiały mu posłuszeństwa, ale musiał być odważny, zrobił dokładnie to, co powinien, uratował komuś życie. Stanął przed nim wyprostowany i starał się nie okazywać strachu.
- Słyszałem co zrobiłeś – powiedział bardzo cicho Voldemort.
Nie wiedział, co odpowiedzieć, więc zdecydował się na ciszę.
- Twój ojciec powiedział, że zabiłeś w swojej obronie Greybacka.
- Mój Panie, nie wiedziałem, że to on, przysięgam – cudem powstrzymał swój głos od drżenia.
- Skąd miałeś wiedzieć? Takich jak on powinno się tępić, mógł się spodziewać, że tak zareagujesz, Draco - zasyczał.
- Jaka spotka mnie kara? - wolał być bezpośredni i mieć to już za sobą.
- Kara? - zaśmiał się, ale nie brzmiała w nim nawet krztyna wesołości – Mam karać czarodzieja czystej krwi za zabójstwo wilkołaka? - ostatnie słowo wypowiedział z odrazą.
Draco poczuł ulgę, ale i ogromne zaskoczenie. Skoro nie czekają go tortury, to po co miał tutaj przyjść? Wolał stać w ciszy o czekać na rozwój wypadków.
- Uważam, że jesteś już gotowy. Już czas, Draco.
Chłopak nic z tego nie rozumiał, zdenerwowany rozejrzał się po pokoju i na trafił na wzrok swojego ojca. Widział w nim dumę, za to jego matka wpatrywała się uparcie w swoje dłonie.
- Przepraszam, Panie, ale nie rozumiem. Na co już czas? - starał się, aby jego głos był pełny skruchy i szacunku.
- Jak to na co? - znów ten zimny śmiech – Czas, byś stał się jednym z nas.
Draco poczuł, że cała krew odpłynęła mu z twarzy, wpatrywał się w Czarnego Pana z niedowierzaniem.

      Wypił szklaneczkę Ognistej Whiskey, potem kolejną i jeszcze jedną. Czuł, że alkohol powoli zaczyna szumieć mu w głowie. Spojrzał z obrzydzeniem na swoje przedramię i wypalony Mroczny Znak. Teraz będę musiał chodzić w koszulach z długimi rękawami nawet w lecie - starał się zironizować całą sytuację, aby trochę lepiej ją przyjąć. Znów sięgnął po alkohol. Powoli zaczynał mieć dość swojego życia, szczególnie teraz. Znów spojrzał na znak i już nawet nie nalewał whiskey do szklaneczki, tylko pił z gwinta. Westchnął głęboko i położył się na łóżku, dochodziła północ. Zamknął oczy i czuł jak świat wiruje. Po chwili rozległo się ciche pukanie do drzwi. Przeklął głośno, schował symbol jego przynależności do armii Czarnego Pana pod rękawem koszuli i wstał. Kto, do cholery, chce coś ode mnie o tej porze? - zrezygnowany otworzył drzwi i... Nie było przed nimi nikogo. Stał tak chwilę i gapił się w przestrzeń. Koniec, nie piję już więcej... - pomyślał przestraszony tym, co zrobił z nim alkohol, przecież wyraźnie słyszał pukanie.
- To ja, Hermiona, mogę wejść? - usłyszał cichy głos niewidzialnej postaci.
Dopiero teraz zrozumiał. Peleryna-niewidka... Odetchnął głęboko z ulgą i odsunął się od drzwi, żeby dziewczyna mogła przejść. Zdjęła materiał dopiero, kiedy zamknął drzwi. Spojrzał na nią uważnie przez pryzmat alkoholu. Miała na sobie bardzo krótkie spodenki od piżamy i bluzkę na ramiączkach, uśmiechnął się na ten widok. Najwidoczniej zauważyła jego wzrok, bo jakby skuliła się w sobie.
- Co tu robisz, Granger? Nie miałaś wyjść dopiero jutro? - wydusił z siebie w końcu.
- Miałam, ale... Jestem tu trochę nielegalnie – mruknęła niewyraźnie.
No tak... To po części wyjaśniało jej śmiały strój, uciekła w nocy ze skrzydła szpitalnego.
- A już myślałem, że ubrałaś się tak specjalnie dla mnie – zaśmiał się.
Dziewczyna w odpowiedzi zarumieniła się i spuściła wzrok.
- Zaraz, zaraz, skąd wiedziałaś, gdzie mnie szukać?
Wyraźnie zmieszała się po tym pytaniu. Zarumieniła się jeszcze bardziej i utkwiła wzrok w podłodze.
- Poprosiła Ginny i ona zapytała Zabiniego i...
Zaśmiał się. Wystarczy, że Blaise zobaczy ładną dziewczynę i już nie można czuć się bezpiecznym. Bardzo powoli dochodziły do niego pewne informacje i dopiero po chwili uzmysłowił sobie, że nadal nie zna powodu tej wizyty.
- Po co przyszłaś? - zapytał oschle.
- Ja chciałam... Jeszcze raz podziękować, za ratunek i za odwiedziny. I chciałam przeprosić za dzisiaj... - powiedziała na jednym wydechu.
Patrzyła na niego z lekkim niepokojem, najwidoczniej dotarło do niej, jak bardzo jest wstawiony. Nie miał ochoty na ckliwe wyznania, nie po dzisiejszym dniu. Wypił jeszcze trochę whiskey.
- Jesteś już chyba wystarczająco pijany – powiedziała, podeszła do niego pewnym krokiem, zabrała mu butelkę i postawiła w najdalszym koncie pokoju.
- Granger, to chyba nie twój interes, ile wypiłem. Nie sądzisz? - wycedził.
Westchnęła tylko zirytowana.
- Alkohol szkodzi – warknęła.
- Już nie jestem egoistycznym kretynem? - zmienił temat, podniósł brew i zrobił krok w jej stronę.
- Nie jesteś tak bardzo egoistyczny, jak myślałam – mruknęła, nie mogąc najwidoczniej przyznać mu racji.
- Za to ty jesteś strasznie przemądrzała i irytująca! Nie wiem, jak Bliznowaty i Wieprzlej z tobą wytrzymują! - krzyknął, alkohol uderzył mu do głowy i przestał nad sobą panować, miał teraz na kim wyładować całą zebraną w nim wściekłość.
Zobaczył na jej twarzy oburzenie, zaskoczył ją tym wybuchem złości. Spojrzała mu prostu w oczy.
- To trzeba mnie było zostawić w tym lesie, miałbyś spokój!
To jedyna dobra rzecz, jaką w życiu zrobiłem. Zrobiłbym to znowu, gdyby była taka potrzeba – pomyślał z wściekłością. Zrobił w jej stronę kolejne dwa kroki. Zaczął się do niej szybko zbliżać, mimo tego, że w jej oczach zobaczył coś na kształt strachu, nie cofnęła się ani o krok. Szybkim ruchem złapał ją za nadgarstki, okręcił i przycisnął twarzą do ściany. Jęknęła cicho w bólu i próbowała się wyrwać.
- Nigdy więcej tak nie mów, rozumiesz? - wysyczał jej do ucha.
- Puszczaj! - krzyknęła.
Odwrócił ją do siebie przodem i stanął kilka centymetrów od niej.
- Jesteś zwykłą idiotką, Granger! - krzyknął jej w twarz
Nagle poczuł w sobie odwagę i determinację. Widział już dokładnie czego pragnie, nie chciał więcej zwlekać. Wcześniej nie umiał tego nazwać, ale teraz wiedział, czego tak naprawdę potrzebował. Popchnął ją na ścianę i przycisnął mocno swoim ciałem. Próbowała się wyrywać.
- Puść mnie, Mal... - nie dokończyła, bo zamknął jej usta pocałunkiem.
Przycisnął swoje usta do jej ciepłych warg, a rękę zacisnął na jej odsłoniętym udzie. Znów pachniała lawendą. Czuł przyjemne kręcenie w głowie od alkoholu i ciepło jej skóry, tak bardzo jej pragnął, dotyku i ust. Drugą dłoń położył na jej talii. Przestała się szamotać, a kiedy minął pierwszy szok, poczuł, że nieśmiało oddaje pocałunek. Wplotła palce w jego włosy. Czuł jej ciepło, miękkie usta, miał wrażenie, że mógłby tak stać w nieskończoność. Wszystkie problemy były gdzieś daleko i liczyła się tylko ona.
Odsunął się lekko i obejrzał ją dokładnie. Wydała mu się taka krucha i bezbronna. Spojrzał w jej brązowe oczy, ale odwróciła wzrok.
- Powinnam iść - szepnęła i ruszyła szybko w stronę drzwi, ale złapał ją za ramię i przyciągnął do siebie.
- Muszę Ci coś powiedzieć, ja... - zaciął się – Ja nie wybaczyłbym sobie, gdybyś wtedy umarła. Chciałem cię po prostu uratować, bo już nigdy nie mógłby spojrzeć w lustro. Wolałem zginąć sam, jeżeli była jakakolwiek szansa na to, żebyś przeżyła, niż oglądać twoje rozszarpane ciało. Chciałaś znać prawdę, więc proszę! Wydajesz się taka krucha, a ja po prostu chciałem cię bronić, bo poczułem się za ciebie odpowiedzialny. To wszystko, znasz już prawdę, nie jestem jednak potworem, za jakiego mnie masz, znów mógłbym to zrobić, gdyby zaszła taka potrzeba – wybełkotał.
Ostatnimi czasy bardzo zaczął doceniać w ludziach dobro i chciał go bronić. Ile było warte jego życie? Prawie nic. Istniały osoby, które bardziej zasługiwały na to, niż on. Na przykład Granger.
- Jesteś pijany – szepnęła, ale w jej oczach zobaczył coś na kształt ufności.
- To prawda – zachichotał.
Wyrwała się i wyszła. Stał jeszcze chwilę w osłupieniu, kiedy tak naprawdę dotarło do niego co właśnie zrobił i powiedział. Zrezygnowany ruszył w kąt pokoju po alkohol, ale po drodze zobaczył srebrzysty materiał. Przeklął na głos, szybko dopił do końca whiskey znajdującą się jeszcze w butelce, złapał pelerynę-niewidkę i ruszył szybko za Granger. Prze chwilę zastanawiał się, która z dwóch klamek jest prawdziwa, ale na szczęście udało mu się za pierwszym podejściem. Zachwiał się, kiedy wybiegł ze swojego dormitorium i musiał złapać się fotela, żeby nie upaść. Wybełkotał przekleństwo i ruszył dalej. Po jakimś czasie rzuciły mu się w oczy jej gęste loki.
- Ej, Granger! - krzyknął nie zważając na to, że jest już po północy i nie powinien wyściubiać nosa poza pokój wspólny.
Dziewczyna odwróciła się natychmiast zaskoczona i przestraszona nagłym dźwiękiem. Nie wyglądała na zachwyconą jego towarzystwem.
- Zapomniałaś czegoś – podszedł do niej i podał jej materiał.
- Och, dziękuję – nawet na niego nie spojrzała.
Ruszyła szybko w stronę swojego dormitorium, ale on podążył za nią, nie wiedział nawet dlaczego. Czuł, że ktoś powinien odprowadzić go z powrotem do lochów, bo sam może mieć z tym problemy, mimo tego szedł za dziewczyną. Po alkoholu obudził się w nim bohater i uważał, że w nocy powinien odprowadzić damę w bezpieczne miejsce. Hermiona odwróciła się, żeby coś mu powiedzieć, ale w tym momencie skręcili za róg i z impetem na kogoś wpadła. Zachwiała się i Draco ruszył jej na ratunek. Kiedy zrobił mały krok, natychmiast zrezygnował z następnego, bo zakręciło u się w głowie i musiał oprzeć się o ścianę, żeby nie upaść.
- Przepra... - zaczęła zaskoczona Gryfona, ale urwała zlękniona, kiedy zobaczyła, że stoi przed nią Snape.
Patrzył na nich morderczym wzrokiem, ale po chwili uśmiechnął się złośliwie.
- Czy naprawdę muszę tłumaczyć prefektom naczelnym, że nie macie prawa o tej porze włóczyć się po zamku? - warknął.
Hermiona skruszona pokręciła głową, ale Draco tylko zsunął się po ścianie, ukrył twarz w dłoniach i jęknął cicho. Czuł, że robi mu się niedobrze, chciał być już w swoim dormitorium.
- Slytherin traci 10 punktów, a Gryffindor 20, za nieuwagę panny Granger – uśmiechnął się do niej mściwie – Niestety muszę wyjechać, ale widzę was u mnie na szlabanie za trzy dni. Dokładnie o dwudziestej! Zrozumiano?
Hermiona pokiwała tylko w odpowiedzi głową, ale Draco nadal siedział i klął pod nosem, jakby nie wiedział, co się wokół niego dzieje.
- Panno Granger, proszę udać się do swojego dormitorium, natychmiast.
Kiedy kroki dziewczyny oddaliły się, Snape podszedł do Malfoya i brutalnie podniósł go za ramię. Chłopak jęknął, ale próbował współpracować.
- Jesteś zupełnie pijany – warknął.
- Zostaw mnie! - krzyknął chłopak i mocno szarpnął ramię.
- Nie krzycz, jeśli nikt cię nie usłyszy, to unikniesz odpowiedzialności.
Draco czuł, że gdyby nie pomoc nauczyciela, to nie zrobiłby już ani kroku dalej. Świat wirował, a on miał po prostu ochotę się położyć i umrzeć. Zaśmiał się, sam nawet nie wiedział dokładnie dlaczego.
- Ile wypiłeś? - zapytał Severus z rezygnacją.
- Myślisz, że liczyłem? - warknął chłopak.
Zdenerwowany Snape popchnął chłopaka na ścianę, a ten osunął się po niej bezwładnie.
- Zwariowałeś? - wybełkotał zdenerwowany.
- Uważaj na słowa, Draco! Jesteś nieodpowiedzialnym gówniarzem, jesteś już mężczyzną, nie chłopcem! - niebezpiecznie podniósł głos – Czas wydorośleć, jesteś odpowiedzialny za całą twoją rodzinę, rozumiesz?
- Tak, właśnie chodzi o to, że rozumiem! Nadal jestem, jak ty to określiłeś, chłopcem! Myślisz, że tego chciałem? Że chciałem być tym, czym się stałem? - krzyknął i odsłonił rękaw pokazując Severusowi Mroczny Znak.
Mężczyzna zrezygnował z prowadzenia dalej tej konwersacji, Malfoy zaczynał zbytnio podnosić głos, a nie chciał, żeby dowiedział się o tym wszystkim cały zamek. Znów pomógł pozbierać się z ziemi swojemu uczniowi i zaprowadził go do jego dormitorium. Draco poczuł się najszczęśliwszą osobą na świecie, kiedy w końcu leżał we własnym łóżku. Chciał wstać, żeby otworzyć jeszcze jedną butelkę Ognistej Whiskey, ale nie miał siły. Momentalnie zasnął.

      Hermiona leżała w swoim łóżku w skrzydle szpitalnym i nie mogła zasnąć. Na dworze powoli robiło się coraz jaśniej. Miała wrażenie, że nadal czuje ten pocałunek smakujący alkoholem i nie do końca wiedziała co o tym myśleć... Z jednej strony Malfoy był pijany, a w końcu to tylko chłopak, przyszła do niego skąpo ubrana, a on był zupełnie wstawiony. Nie wiedziała do czego Draco może być zdolny, ale sądząc po jego brutalności, to mogła mieć szczęście, że ograniczył się tylko do pocałunku. Spojrzała na swoje nadgarstki w świetle różdżki. W miejscach, gdzie Malfoy zacisnął na nich swoje dłonie, zaczęły pojawiać się małe siniaki. Wzdrygnęła się na tę myśl, bała się wtedy, nawet bardzo. Przerażała ją brutalność, z którą się spotkała, nie przywykła do niej. Choć czuła się z tym źle, to musiała sama przed sobą przyznać, że czuła dreszcze i przyjemne ciepło w sercu, kiedy chłopak ją pocałował. Chciała jak najszybciej pozbyć się tego uczucia. To było zupełnie coś innego, niż z Krumem. Uświadomiła sobie, że uśmiecha się sama do siebie i natychmiast zganiła się w myślach. Idiotko, on by cię nie tknął, gdyby nie był pijany... - pomyślała i zrobiło jej się trochę przykro. No tak, jestem przecież szlamą. Chciała po prostu już zasnąć i nie myśleć. Wszystko okaże się przecież rano, zobaczy jaki będzie miał do niej teraz stosunek, ale raczej nietrudno było się domyślić. Westchnęła głośno. Przestań o nim myśleć, to było dla niego nic. Ty jesteś dla niego nikim, jak każda inna naiwna idiotka – myślała. Bardzo żałowała, że mimo wszystko dla niej znaczyło to wiele, zbyt wiele. Leżała tak jeszcze dłuższy czas wpatrując się w sufit, aż w końcu przyszedł upragniony sen.

10 komentarzy:

  1. Genialny ♥
    Taki Malfoy, mrr ♥
    Hermiona się bała, ja tam chciałabym być na jej miejscu XD
    No i w ogóle, nie wiem co napisać, rozdział świetny jak zawsze, nie mogę się doczekać następnego :3
    Co do pytań na początku:
    1. Oczywiście ♥
    2. Właściwie długość mi nie przeszkadza, ważne, żeby był dobrze napisany ;)
    Pozdrawiam i zyczę weny :3
    Mrs Black
    PS Tak w ogóle, bardzo ładny szablon :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciekawy opis rozterek sumienia...

    OdpowiedzUsuń
  3. Po pierwsze nie przepraszaj! Czekam w napięciu zawsze na następny rozdział, ale ja również nie mam czasu, dlatego doskonale Cię rozumiem, obyś znalazła jednak chwilkę na następny rozdział i nie pytaj czy podobają nam się takie długie rozdziały, bo to oczywiste, że tak, dla mnie mógłby być dłuższy i dłuższy <3 ale przechodząc do sedna, muszę Ci szczerze pogratulować, bo nastąpiły u Ciebie takie zmiany, naprawdę widać je gołym okiem, mnie opowiadanie urzekło juz od początku, ale teraz to bajka po prostu... Czyta się tak przynajmnie, wszystko wymyślone genialnie, pomysły masz oryginalne i potrafisz tak pięknie ubrać je w słowa, opisy w tym rozdziale normalnie pierwsza klasa! Bardzo widać postępy! Rozdział ogólnie taki słodko-gorzki, cudownie ukazane rozterki, problemy i uczucia Dracona, a pocałunek? A scena ze Snapem? A Voldemort? No arcydzieło, boże przepraszam, że mam takie płytkie wypowiedzi, ale jednocześnie brak mi słów i chcę wiele powiedzieć! Nawet nie mam się do czego przyczepić żeby nie było tak idealnie! Zakochałam się w tym opowiadaniu i będę je chyba czytała dziesiątki razy! <3
    Weny to Ci na pewno nie brakuje, bo widać efekty, a więc życzę Ci czasu i siły przede wszystkim!
    Twoja Vanillia :*

    OdpowiedzUsuń
  4. Aaaaaa.... W końcu! Nie mogłam się już doczekać, kiedy wstawisz ten rozdział :D Ile rzeczy się tu zadziało, a pocałunek.... Żadne słowa nie opiszą tych emocji jakie mi towarzyszyły, kiedy to czytałam :) Mam nadzieję, że szybko dodasz NN :P

    Widziałaś to? hogwart.edu.pl

    OdpowiedzUsuń
  5. Boskie! Tylko tyle powiem! Malfoy bardzo podoba mi się w tej wersji, jest taki prawdziwy! Ah jestem ciekawa szlabanu u Snape! ;D Masz nową czytelniczkę! xD
    Pozdrawiam i życzę weny

    OdpowiedzUsuń
  6. Wciągające ;D
    Możesz zerknąć na mojego bloga i napisać w komentarzu co sądzisz? Dopiero zaczynam :)
    dramione-milosc-nigdy-nie-umiera.blogspot.com

    Verka ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. piekne take dzikie i namietne czekamy na rozdział, miniaturke cokolwiek piszesz swietnie

    OdpowiedzUsuń
  8. Już dawno nie czytałam tekstu z takim wielkim napięciem. Jestem oczarowana tym pocałunkiem. Jak dobrze, że tak szybko dodajesz rozdziały. :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Mam taki mętlik w głowie, że właściwie nie wiem, co napisać. Od dłuższej chwili wpatruję się w monitor trzymając ręce na klawiaturze i nic nie pisząc.Cholera! Taka jestem zagięta Twoimi rozdziałami, że naprawdę nie umiem się wypowiedzieć - i mam tu oczywiście na myśli, że jest aż tak świetnie ;) Nie mogę uwierzyć w to, że Draco podniósł rękę na Hermionę. Dla mnie to niewybaczalne, ale biorąc pod uwagę problemy, jakie ma ze sobą Ślizgon, mam nadzieję że brązowooka mu wybaczy. W każdym razie nie mogę doczekać się nowego rozdziału.

    Poza tym miniaturki też bardzo mi odpowiadają, bo dają dużo do myślenia i domyślenia ;) Gratuluję wygranej! ;)

    Pozdrawiam,
    Dimi
    halfofdim.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń