czwartek, 25 września 2014

Rozdział XIV - „Co jest z Tobą nie tak?”

Dziękuję Wam niezmiernie za wszystkie (nieco wymuszone) komentarze pod ostatnią notką. Moja wena, która od miesiąca leżała w kałuży krwi i błagała o dobicie, zupełnie odżyła! Mam dla Was dzisiaj coś lekkiego i przyjemnego, mam nadzieję, że pod tą notką też będzie tyle opinii :)
______________________________________________________

Lęku nie należy się wstydzić. Jest równie naturalny i konieczny jak zabawa albo ból.

      Hermiona siedziała w Wielkiej Sali w porze śniadania, ale nic nie jadła, nie spojrzała nawet w stronę zastawionego stołu. Zerkała za to co chwilę na blondyna, który w najlepsze zajadał się jajecznicą. Koło niego siedziała Katy i szeptała mu coś do ucha, chłopak tylko uśmiechał się do niej co jakiś czas. W reszcie skończył jeść, wstał i ruszył w stronę wyjścia. Dziewczyna podążyła za nim i uwiesiła się na jego ramieniu. Hermiona poczuła ukłucie złości, zła do granic możliwości nałożyła sobie na talerz omlet z warzywami i z zaciętą miną zaczęła go kroić zdecydowanie zbyt mocno, niż było to potrzebne. Kiedy nóż zgrzytnął o zastawę, Gryfonka odłożyła go w hukiem na bok i ze zbędą siłą nabiła odkrojony kawałek na widelec. Ron od jakiegoś czasu przyglądał się jej badawczo.
- A tobie co? - zapytał w końcu.
- Nic – odparła wściekłym tonem i zaczęła szybko przeżuwać jedzenie.
- Hermiono... Twój wzrok piorunuje każdą rzecz, która stanie mu na drodze.
- Mam gorszy dzień – mruknęła i szybko wstała.
Ruszyła w stronę wyjścia, po drodze zgromiła tylko wzrokiem pierwszoklasistkę, która prawie ją potrąciła. W nieco mniej podłym nastroju ruszyła w stronę sali, w której odbywały się lekcje transmutacji. Całą niedziele przesiedziała w bibliotece przy odrabianiu prac domowych. To na trochę pozwoliło jej zapomnieć o upokorzeniu jakie zaserwował jej Malfoy. Niestety nie na długo, dzisiaj czekał ich wspólny szlaban i na tę myśl Gryfonka czuła, jak skręcają jej się wnętrzności. Najchętniej nie widziałaby go już nigdy w życiu. Niestety, marzenia się nie spełniają...

      Poddenerwowany stał przed gabinetem Snape'a i czekał na Gryfonkę. Stresował się całą sytuacją, nie wiedział, jak powinien się względem niej zachowywać i czy utrzyma swoje emocje na wodzy. Wreszcie wyszła zza zakrętu. Włosy związała wysoko wstążką. Miała na sobie białą koszulę, krótką, szkolną spódniczkę i czarne zakolanówki. Przełknął głośno ślinę na ten widok. Nie obdarzyła go nawet spojrzeniem, stanęła obok niego z obojętną miną. Stali tak chwilę w ciszy, aż w końcu drzwi otworzyły się z hukiem. Snape zmierzył ich czujnym spojrzeniem.
- Za mną – warknął krótko i ruszył korytarzem.
Bez słowa podążyli za nim. Mistrz Eliksirów zatrzymał się przed jedną z sal i wszedł do środka.
- Wśród pierwszoklasistów jest chłopak prawie tak niezdarny, jak Longbottom. Podczas dzisiejszej lekcji straciłem kilka próbek eliksirów, macie to uzupełnić. Nie obchodzi mnie, kiedy skończycie. Jak dla mnie, możecie siedzieć tu nawet do rana. Na biurku macie listę i składniki. Oddajcie różdżki.
- Dlaczego my mamy to robić, a nie on? - mruknął zirytowany Malfoy.
- Wolałbym nie zostawiać go tutaj samego, dla niego mam coś gorszego. No już, panie Malfoy, różdżka – warknął.

      Kiedy w końcu zostali sami, Hermiona podeszła do biurka. Nerwowo przygładziła spódniczkę. Nie czuła się zbyt komfortowo w tym stroju, według niej spódniczka była zbyt krótka, a zakolanówki zbyt sugestywne. Szczególnie, że była sama z Draconem... Ginny kazała jej się tak ubrać, żeby Malfoy zobaczył, co stracił. Kazała to mało powiedziane, stała przed Hermioną, aż ta nie poszła do łazienki i nie przebrała. Draco rozsiadł się i położył nogi na biurku. Przeciągnął się i ziewnął.
- Może zacząłbyś coś robić? - warknęła Hermiona, która właśnie szykowała wszystko do pierwszego eliksiru.
- Może tak, może nie – mruknął.
Dziewczyna zarumieniła się lekko, kiedy kątem oka uchwyciła, że Draco przechylił głowę i bezczelnie wypatrywał czegokolwiek, co odsłoniłby materiał jej spódniczki.
- Mógłbyś się czymś zająć? - warknęła.
- Właśnie się zajmuję – powiedział pod nosem i nadal uważnie się jej przyglądał.
- Świnia – spojrzała na niego spode łba.
- Granger, jestem facetem, to czysty instynkt i pierwotne pragnienia. Ewolucyjna chęć przedłużania gatunku i inne takie, powinnaś to rozumieć.
- Och, już nie jestem brudną szlamą, której nigdy byś nie przeleciał? Bo przecież jest tyle lepszych dziewczyn? - zacytowała jego słowa jadowitym tonem.
- Jak tak patrzę z tej perspektywy – przechylił głowę jeszcze trochę. - To mój instynkt najwidoczniej nie rozróżnia statusu krwi.
Prychnęła wściekła.
- Masz natychmiast wstać i zacząć coś robić, bo mam tego dosyć – krzyknęła.
Westchnął, przewrócił oczami i zdjął nogi z biurka. Bardzo powoli wstał i podszedł do niej.
- No? Co mam robić?
- Masz, rozgnieć skarabeusze – mruknęła podsuwając do niego słoik.
Robił to ostentacyjnie, bez chęci i co chwilę przeklinając głośno. Mamrotał pod nosem coś o rządzącej się szlamie i w tym momencie Hermiona poczuła, że przegiął. Zranił ją tym wyzwiskiem bardziej, niż kiedy usłyszała je z jego ust po raz pierwszy. Wściekła rzuciła w niego wnętrznościami ropuchy, którą właśnie patroszyła.
- Zamknij się w końcu – warknęła.
Blondyn odskoczył, kiedy jego szaty dotknął obiekt, którym rzuciła dziewczyna. Wzdrygnął się z obrzydzenia i nie uszło to uwadze dziewczyny.
- Czyżby wielki arystokrata, pan Malfoy, nigdy nie dotykał ropuszych flaków swoimi delikatnymi dłońmi? - zadrwiła.
- Uwierz mi, Granger, dotykałem gorszych rzeczy, na przykład ciebie – uśmiechnął się złośliwie.
Tego było zbyt wiele. Gryfonka rzuciła się na niego z pięściami, ale skutecznie ją unieruchomił.
- Spokojnie, kocico, spokojnie – mruknął.
Kiedy tylko się oswobodziła, w akcie wyładowania całej swojej złości rzuciła w niego garścią oczu żuka i spojrzała wyzywająco. Chłopak nie zamierzał być delikatnym. Bez słowa chlusnął na nią zieloną, lepką cieczą.
- Nie, Malfoy, nie zrobiłeś tego... - jej twarz zastygła w wyrazie szoku i powoli zmieniała się w wściekłą.
- Tak, Granger, zrobiłem.
Otarła z twarzy śluz gumochłona i wymierzyła mu policzek. Tym razem nie zdążył zareagować.
- Jak śmiałaś podnieść na mnie rękę? - wycedził.
Hermiona sama tego nie wiedziała. Ten gest nawet dla niej był zaskoczeniem. Ten gest zawierał całą jej wściekłość, żal i zawód. Cofnęła szybko rękę w obawie przed jego dalszą reakcją. Przez chwilę zobaczyła na jego twarzy wściekłość, ale za chwilę znów przybrał maskę obojętności.
- Nikt cię nie nauczył, że nie powinno się bić lepszych? - zapytał cicho.
- Co jest z tobą nie tak? - krzyknęła. - Mam cię dosyć! Jesteś żałosny. Udajesz kogoś, kim nie jesteś, uważasz się za kogoś lepszego, a nocami zapijasz smutki. Szkoda mi ciebie...
- To nie jest twoja sprawa! To nie jest tak łatwe, jak ci się wydaje. Zrozum, nie chciałem cie zranić, ale nie miałem wyjścia – wydawał się sam zaskoczony swoimi słowami.
Hermiona przez chwilę nie wiedziała, co mu odpowiedzieć. Nie była pewna czy dobrze usłyszała. Nie chciał jej zranić? Nie miał wyjścia? Ta sytuacja zaczynała się robić jeszcze dziwniejsza niż dotychczas.
- Więc co niby chciałeś zrobić? - warknęła.
- Odciąć cię ode mnie – powiedział niechętnie. - Pracujmy już.
Draco energicznie zabrał się do pracy, wszystko, byleby już nie rozmawiać. Współpracując skończyli stosunkowo szybko, bo około drugiej w nocy. Unikali przez ten czas rozmowy i swojego wzroku jak tylko mogli. Kiedy tylko odebrali swoje różdżki rozeszli się w swoje strony. Hermionę nadal męczyły słowa chłopaka. Coś ukrywał, a teraz wracał do siebie i pewnie znowu będzie zapijał smutki, już wiedziała, co robić.

      Stanęła przed drzwiami i odetchnęła kilka razy głęboko. Podniosła rękę, żeby zapukać, ale natychmiast ją opuściła. Stała tak przez chwilę jak idiotka. Cieszyła się, że nikt jej wtedy nie mógł zobaczyć. Na szczęście Harry bez zbędnych pytań pożyczył jej pelerynę. Znów odetchnęła i zanim zdążyła zrezygnować, zapukała energicznie. Drzwi po chwili otworzyły się i zobaczyła zaskoczoną twarz blondyna.
- Granger, powiedz, że to ty, bo to lekko przerażające... - patrzył prosto na nią, ale nie mógł jej zobaczyć.
- Spokojnie – mruknęła niewyraźnie.
Z mieszaniną ulgi i irytacji na twarzy wpuścił ją do środka.
- Co tu robisz? - zapytał ostro, kiedy pozbyła się peleryny.
Spojrzała na otwartą butelkę Ognistej Whiskey stojącą na stoliku.
- Przyszłam dotrzymać ci towarzystwa – uśmiechnęła się delikatnie.
- Słucham? - zapytał z niedowierzaniem w głosie.
- Nie będziesz siedział tu sam i pił – mruknęła.
- To chyba nie twoja sprawa, Granger!
Zignorowała go. Rzuciła się na jego łóżko, rozłożyła wygodnie i założyła ręce na piersi.
- Czy ty czegoś nie zrozumiałaś? To moje prywatne dormitorium i nie życzę sobie ciebie tutaj!
- Nic mnie to nie obchodzi – wzruszyła ramionami.
- Jak sobie chcesz! - krzyknął i wziął butelkę whisky.
Zanin zdążył się napić, dziewczyna w zatrważająco szybkim tempie rzuciła się w jego stronę, wyrwała mu alkohol i wrzuciła jego życiodajny napój do kominka. Ogień buchnął niebezpiecznie. Hermiona spojrzała mu wyzywająco w oczy i ze stoickim spokojem znów położyła się na łóżku.
- Jesteś nienormalna! Chcę być sam! - krzyczał, ale ona jakby zdawała się tego nie dostrzegać.
- Ja stąd nie odejdę, Draco, pogódź się z tym – powiedziała łagodnie.
- Ale ja cię tu nie chcę! Nie chcę z nikim rozmawiać!
- Więc będę milczeć.
Westchnął i wściekły usiadł w fotelu przed kominkiem. Widziała w jego twarz jakiś niebezpieczny wyraz, ale nie chciała się teraz wycofać. Uratował ją, miała wobec niego dług. Nie pozwoli, aby wszystkie noce spędzał zapijając w samotności smutki. Nawet jeśli jej tu nie chce, to ona i tak tu zostanie. Nie wyjdzie. Może Draco tego nie widzi, ale rodzaj pomocy z jej strony.
- Strasznie ciemno tutaj – mruknęła po chwili ciszy.
Faktycznie, pomieszczenie było utrzymane w kolorystyce ciemnej zieleni, czerni i z domieszką srebra. Duże łóżko z baldachimem, skórzana kanapa i fotel. Nawet ogień w tym pomieszczeniu nie wydawał się przyjemny.
- Miałaś się nie odzywać – warknął.
- Dobrze, przepraszam.
Nie wytrzymała długo. Wstała i zaczęła przechodzić się po pomieszczeniu. Obejrzała pięknie zdobioną szafę, przeczytała wszystkie tytuły książek znajdujących się na półce w pokoju Draco i w końcu trafiła na zdjęcie w rogu regału.
- To twoja mama? - zapytała cicho. - Jest piękna.
- Tak, to moja matka. Albo będziesz, Granger, leżeć grzecznie na swoim miejscu, albo wyrzucę cię siłą.
Bez słowa spełniła jego polecenie. Zapadł cisza, której Hermiona nie chciała w żaden sposób przerywać. Po prostu leżała i czekała na rozwój sytuacji. Kiedy po dłuższym czasie nic się nie wydarzyło, nie wytrzymała.
- To nie moja sprawa czemu taki jesteś, ale wiesz, że alkohol szkodzi? - zapytała i czekała na reakcję.
Była natychmiastowa, chłopak zerwał się z fotela, podszedł do dziewczyny i rzucił się na łóżko obok niej. Wyglądał, jakby miał ochotę ją uderzyć.
- Co jest z tobą nie tak?! - krzyknął – Nie umiesz usiedzieć w ciszy?! Irytujesz mnie, więc lepiej się w końcu zamknij!
Jego wrzaski nie robiły na niej najmniejszego wrażenia. Patrzyła mu prosto w oczy i czekała, aż skończy. Kiedy zamilkł nie ruszył się z miejsca, tylko nadal się w nią wpatrywał.
- Przepraszam – powiedział w końcu zupełnie innym, łamiącym się głosem.
Ukrył twarz w dłoniach i siedzieli jakiś czas w tej idealnej ciszy. W końcu spojrzał na nią. Zauważyła w jego oczach łzy, ale nie chciała w żaden sposób dać po sobie tego poznać. Szczerze mówiąc, to nie miała pojęcia co robić. Spodziewała się po nim wszystkiego, ale nie tego. Bez słowa wstała z zamiarem ruszenia do łazienki. Chciała na chwilę wyjść z tego pomieszczenia i pomyśleć, co robić dalej. Nie zdążyła zrobić nawet dwóch kroków, kiedy usłyszała za sobą głos Draco.
- Nie zostawiaj mnie, proszę – wyszeptał.
Uśmiechnęła się do niego kojąco i wróciła na swoje miejsce.
- Przecież już powiedziałam, że nigdzie się stąd nie wybieram. Chciałam iść tylko do łazienki.
W tym momencie Draco zrobił coś, czego zdecydowanie się nie spodziewała. Wtulił się w nią jak mały, bezbronny chłopiec. Nie mogła wykonać żadnego ruchu, czuła się w tej sytuacji bardzo nieswojo. Trwali tak jakiś czas, w ciszy.
- Dziękuję – szepnął w końcu. - Za to, że przyszłaś, znosiłaś moje kryzki i ze mną zostałaś. Nie zasługuję na to.
- Powiesz mi, co takiego się dzieje? - odważyła się zapytać.
- Nie mogę, proszę nie każ mi tego robić – odpowiedział i wtulił się w nią jeszcze bardziej.
Chociaż starał się to ukryć, to drżenie jego ciała zdradzało płacz. Nagle znieruchomiał.
- Powinnaś stąd wyjść. Nie możemy utrzymywać kontaktu i tej relacji. Ja nie jestem tym, za kogo mnie masz. Proszę, po prostu stąd odejdź.
- Draco, nie jesteś bestią za którą się uważasz – powiedziała łagodnie.
- Nic o mnie nie wiesz, po prostu stąd wyjdź.
- Ostatnio próbowałeś mnie przekonać, że nie jesteś egoistycznym potworem i to prawda. Wróciłeś po mnie, uratowałeś mi życie. Nie tak zachowałoby się monstrum, Zrozum to w końcu, nie uważam cię za bestię, nie jesteś nią.
Nie odpowiedział, patrzył tylko tępo w ścianę.
- Inni ludzie... - zaczęła.
- Tylko twoja opinia się dla mnie liczy – przerwał jej.
Poczuła na sercu dziwne ciepło, którego niczym nie mogła wytłumaczyć. Nigdy nie sądziła, że Malfoy może stać się dla niej kimś tak ważnym.
- Zostań na noc – szepnął.
- Draco, ja nie... - przestraszyła się tego, co powiedział i próbowała delikatnie z tego wybrnąć.
- Nie, nie. Ja będę spał na kanapie. Rzucisz na łóżko zaklęcia, które nie pozwolę mi się do ciebie zbliżyć i oddam ci swoją różdżkę. Tylko zostań.
Kiwnęła głową. Nie miała ochoty odchodzić. Dostała od niego koszulkę i dresowe spodnie, w które przebrała się w łazience. Dół od piżamy cały czas jej spadał, ale uporała się z tym jednym, prostym zaklęciem. Wyszła i rozejrzała się nieśmiało, chłopak leżał już na skórzanej kanapie, a na szafce przy jej łóżku leżała jego różdżka. Położyła się w miękkiej pościeli i zamknęła oczy. Znała zapach, który czuła na poduszkach, to zdecydowanie były perfumy Draco.
- A zaklęcia? - usłyszała cichy głos.
- Nie potrzebuję ich – szepnęła.
- Dobranoc.
- Dobranoc – uśmiechnęła się do siebie. 

16 komentarzy:

  1. Hej!
    A więc tak... Udało mi się nadrobić wszystkie rozdziały i szczerze mówiąc jestem pod wrażeniem. Świetnie napisane, wszystko ma ręce i nogi, postaci ładnie przedstawione. Dodatkowo opisy... MMMM... Mam nadzieję, że szybko pojawi się nn, ponieważ ciekawie się zakończyło. Lubię takie dobranoc na zakończenie <3
    Pozdrawiam serdecznie i zapraszam do siebie. Liczę na szczerą opinię xx
    Nogitsune z http://darkness-of-the-soul.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam nową czytelniczkę :3
      Bardzo mi miło, że Ci się podoba, z pewnością u Ciebie zawitam, jak znajdę czas! :)

      Usuń
  2. No, no... Atmosfera się robi coraz... lepsza? Jej, ale cudownie napisane! Dodawaj szybciej rozdziały, ale wiedz, że rozumiem, że jest szkoła i z tym trudno. A do tego natchnienie jest w sam raz :D
    PS. Ucięłaś Draconowi trochę głowę w nagłówku ;)

    the-black-legions-in-america.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, fakt, hahhaha, chociaż szablon i tak raczej niedługi zmienię :) Następny rozdział za mniej niż tydzień (mam nadzieję), pozdrawiam! :)

      Usuń
  3. Kocham twojego bloga i błagam o więcej.
    TM

    OdpowiedzUsuń
  4. To jest cudowny rozdział i Draco się nareszcie otworzył przed Hermioną <3 masz wielki talent tworzysz świetną historię <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Uroczy rozdział, szczególnie końcówka :3
    Ta chwila słabości Draco była taka... inna, niż wszystko, co do tej pory czytałam. A to dobrze, mimo, że wolę męskiego, stanowczego Malfoya :D
    Hermiona fajnie się zachowała, dotrzymując mu towarzystwa. Mam nadzieję, że nikt niepożądany nie dowie się o ich relacji ;-;
    Jestem trochę zawiedziona, że Draco śpi na kanapie, no ale cóż, jeszcze trochę pewnie będę musiała poczekać na takie fajne sceny XD
    Pozdrawiam i życzę weny,
    Mrs Black ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też wolę takiego męskiego, ale taki bardziej pasował mi teraz do fabuły :)

      Usuń
  6. To było NIESAMOWITE. Zachowanie Dracona było naprawdę naturalne. Nie zrobiłaś z niego jakiegoś wymoczka. W końcu się otwiera. Jestem tylko ciekawa jak Hermiona zareaguje na wieść, że jest śmierciożercą. A tak swoją drogą co się stało z wątkiem Blaise Ginny?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło znów Cię tutaj powitać :3
      Wątek Ginny i Blaise chwilowo umarł śmiercią naturalną, ale szykuję dla niego powrót :)

      Usuń
  7. O boże! Tyle mam do powiedzenia! Zaparło mi dech w piersiach! Naprawdę to było genialne, szczególnie ostatnia scena. Potrafisz tak pięknie pisać, masz fantastyczną fabułę i potrafisz wszystko tak dobrze ubrać w słowa. Efekt jest taki naturalny, że nawet łzy pasują do Dracona! Strasznie Ci tego zazdroszczę, co byś nie zrobiła to pasuje! Jestem zauroczona tym dramione, w pewnym momencie tak bardzo wczulam się w tekst, że zapragnęłam być Hermioną. Rozbudzasz wyobraźnię, to jest dopiero sztuka!
    I ten cytat 'nie zostawiaj mnie, proszę' powalił mnie na kolana. Uczuciowy i taki bezbronny Draco? Jestem na tak!
    Vanillia :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, dziękuję :3 Miałam właśnie trochę obaw przed opiniami o takim trochę bardziej uczuciowym Draco, ale najwidoczniej niepotrzebnie! :)

      Usuń