czwartek, 28 sierpnia 2014

Rozdział IX - Bal.

Ten rozdział miał się ukazać dużo później, ale korzystam z tego, że nadal są wakacje i mogę pisać ile chcę! :) W następnej notce zapowiadam więcej akcji, bo czeka nas zadanie finałowe!
~Mary.
__________________________________________________

Nigdy nie jesteśmy przygotowani na ważne chwile.
 

      Hermiona pozwoliła sobie tego dnia na sen aż do dziesiątej, położyła się spać bardzo późno, a bal miał rozpocząć się dopiero o dwudziestej. Wyjątkowo niechętnie zwlokła się z łóżka, a Ginny biegała już podekscytowana po pokoju, nie zrażała ją nawet wizja tego, że jej partnerem będzie Blaise Zabini. Panna Granger nie przepadała za takimi wydarzeniami, najchętniej zostałaby w pokoju z książką.
- Nie chciałam cię budzić, przyniosłam ci tosty, niestety już wystygły – powiedziała jej ruda przyjaciółka.
Hermiona uśmiechnęła się słabo i zjadła z grzeczności zimne śniadanie. Natychmiast udała się do biblioteki, żeby zagłuszyć zdenerwowanie. Wyjęła jakiś opasły tom i próbowała zająć się czytaniem, ale nie mogła się skupić. Spojrzała przez okno i zobaczyła pagórek na który w nocy wspinali się z Malfoy'em, odwróciła szybko wzrok. Nie cieszyła ją zbytnio wizja bycia jego partnerką na balu.

      Gryfonka wróciła do pokoju o siedemnastej i weszła pod prysznic. Po dwudziestu minutach wyszła z łazienki w szlafroku i ręczniku na głowie, wchodząc do pokoju prawie wpadła na Ginny. Ruda dziewczyna patrzyła z niedowierzaniem na jej sukienkę, która leżała już na łóżku przygotowana do ubrania.
- Idziesz na bal z Draconem Malfoy'em w
tym? - zapytała z niedowierzaniem wskazując na materiał.
- Tak, jest bardzo ładna, zresztą i tak nie mam nic innego.
Sukienka była fioletowa, prosta i skromna. Obcisła góra bez dekoltu i rozszerzany dół sięgający prawie do kolan.
- Na szczęście jestem dobrą przyjaciółką i to przewidziałam. Mam coś dla Ciebie.
- Ginny, ale skąd... - spojrzała na nią zaskoczona.
- Och, Hermiono, obiecaj mi, że nie będziesz na mnie zła...
- Mów, nie będę się denerwować, masz moje słowo! - dziewczyna zaczynała się irytować, ale starała się, żeby jej głos brzmiał łagodnie.
- Malfoy przyszedł do mnie kilka dni temu i zapytał, w czym idziesz na bal, odpowiedziałam, że nie wiem, ale z pewnością w czymś skromnym. Dał mi trochę galeonów i kazał kupić ci coś ładnego, żebyś nie zepsuła mu reputacji. Wczoraj, kiedy byłaś w bibliotece, wykradłam ci pelerynę i poszłam do magicznego miasteczka, tutaj, niedaleko. Wystarczyło też na buty – uśmiechnęła się przepraszająco.
- Słucham?! - krzyknęła – Zepsuję mu reputację?! Ginny, jak mogłaś brać w tym udział i zostać jego wspólniczką?! - jęknęła.
Zepsuć reputację... Była wściekła, co Malfoy sobie myślał? Hermiona doszła do wniosku, że Draco jest zwykłym dupkiem i bufonem. Jak mogła w nocy być tak naiwna? To wciąż ta sama osoba. Nie miała pretensji do Ginny, ona jak zwykle chciała jak najlepiej...
- Nie gniewaj się! Wybrałam coś naprawdę pięknego, Malfoy padnie jak cię w tym zobaczy, obiecuję. A teraz usiądź grzecznie i daj się pomalować. Tylko nie podglądaj, aż nie skończę!
Hermiona nie była do tego przekonana, nadal w środku cała wrzała, ale spełniła polecenie przyjaciółki. Ruda dziewczyna wyciągnęła z kosmetyczki rzeczy o których użyciu brązowooka nie miała najmniejszego pojęcia. Siedziała jednak cicho i cierpliwie czekała na koniec.
- Och, wyglądasz pięknie – Ginny wstrzymała oddech – Czas na włosy, wygląda na to, że już wyschły.

- Gotowa! - krzyknęła z uśmiechem - Idę się przygotować, to potrwa tylko chwilę, pamiętaj, nie podglądaj!
Hermiona nie miała zamiaru, trochę bała się zobaczyć jak wygląda. Miała już serdecznie dość, najchętniej poszłaby na bal w swojej sukience i bez makijażu. Po dłuższej chwili Ginny wyszła z łazienki z mocno podkreślonymi oczami, rozpuszczonymi włosami i szerokim uśmiechem. Miała na sobie rozkloszowaną, czarną sukienkę z krótkimi, koronkowymi rękawami.
- Dobra, teraz ubierz swoją! - ruda dziewczyna ze swojego kufra wyciągnęła długą suknie.
- O nie, nie założę tego! Zapomnij!
- Założysz, no przestań, przecież chcesz go oczarować!
- Nie chcę! Z resztą... W życiu nie założę
czegoś takiego!
Hermiona w końcu jednak dała się ubrać w przygotowaną dla niej sukienkę, a Ginny odsłoniła duże lustro. Gryfonka potrzebowała chwili, żeby się rozpoznać.
- Czy nie wyglądam wyzywająco? Nie, nie pójdę w tym! Przestań!
- Wyglądasz pięknie!
- Nie dam rady, po prostu w tym nie wyjdę!
Hermiona jeszcze bardziej przeraziła się, kiedy Ginny pokazała jej buty.
- Malfoy dał ci coś jeszcze – uśmiechnęła się nieśmiało i wyjęła ze swojego kufra czerwone, ozdobne pudełeczko – kazał założyć ci to chociażby siłą.
- Nic od niego nie chcę!
Ruda dziewczyna wyciągnęła złoty łańcuszek z zawieszką w kształcie gwiazdki i zawiesiła go pannie Granger na szyi.
- Naprawdę pięknie wyglądasz – Weasley uśmiechnęła się do jej odbicia w lustrze.

      Draco Malfoy czekał zniecierpliwiony na swoją partnerkę przy wejściu na salę.
Oby było warto tyle tutaj stać... – pomyślał z przekąsem. Wystarczył mu fakt, że jego partnerka jest szlamą, nie zniósłby gdyby wyglądała jak... Nie mógł nawet znaleźć odpowiedniego słowa. Nerwowo rozglądał się wokoło siebie, ale szybko wrócił do uporczywego wpatrywania się w miejsce, skąd powinna nadejść Granger. Nagle jego oczom ukazała się dziewczyna, której nie rozpoznał w pierwszym momencie, schodziła powoli ze schodów. Jako pierwsze zobaczył czarne, wysokie szpilki, później długą, czerwoną suknię bez ramiączek, pierwsza warstwa była zaraz przed kolano i obcisła, w biodrach zaczynała się druga, troszkę szersza i prawie do ziemi, z delikatnego, prześwitującego materiału. Długie kasztanowe loki zmieniły się w delikatne fale opadające na piersi. Uśmiechały się do niego pomalowane na czerwono usta. Przez chwilę nie mógł złapać tchu, ale potem poczuł dumę. Weasley miała jednak dobry gust. Dziewczyna rzuciła mu spojrzenie spod zasłony rzęs.
- Czy wyglądam źle? - zapytała niepewnie widząc brak reakcji chłopaka.
- Och nie, Granger, wyglądasz zaskakująco dobrze.
Uśmiechnęła się, ale zaraz jej twarz przybrała poważny wyraz.
- Dziękuję za sukienkę, kiedy znajdziemy się w Hogwarcie oddam ci za nią co do sykla – powiedziała lodowatym głosem.
- Wiem, że jesteś nieprzyzwyczajona do czegoś takiego, Wieprzleja po prostu
nie stać na takie prezenty. Byłbym urażony, gdybyś chciała mi cokolwiek oddać, mam swój honor – też przybrał zimny, bezbarwny ton.
-Honor... - prychnęła. - Daruj sobie, Malfoy. I nie nazywaj tak Rona! - lekko podniosła głos.
Draco uznał, że już wystarczy, to nie był najlepszy moment na kłótnie.
- Pora wchodzić – wyciągnął ramię w jej stronę, a ona z ociąganiem odpowiedziała na ten gest. Weszli powoli do sali, a Malfoy z ulgą stwierdził, że Granger nie najgorzej radzi sobie na szpilkach. Jako para, która potencjalnie może wejść do finału, razem z jeszcze siedmioma innymi, zaczynali bal pierwszym tańcem.

      Hermiona poczuła się nieswojo, kiedy blondyn położył rękę na jej talii. Muzyka była dość wolna, więc niechętnie trzymała Malfoya za dłoń i dała się prowadzić. Nadal była na niego wściekła, a do tego czuła się zażenowana całą sytuacją. Jeszce nigdy w życiu nie wyglądała tak... Dorośle. Krępowało ją to i najchętniej uciekłaby stamtąd w popłochu. Pomstowała na Ginny i na siebie, że dała się jej wcisnąć w tę głupią sukienkę. Ślizgon najwidoczniej zauważył jej skrępowanie.
- Ta sukienka wygląda na tobie pięknie, ale myślę, że jeszcze lepiej wyglądałaby na podłodze obok mojego łóżka, razem z twoją bielizną – wymruczał.
Hermiona zaśmiała się. Bardzo dobrze umiała rozróżnić prawdę od żartu. Draco był na tyle związany ze swoją ideologią czystej krwi, że nawet gdyby mu się podobała, (co wydawało się tak samo prawdopodobne, jak to, że Ślizgon nie spędził nigdy nocy z żadną dziewczyną) to z pewnością i tak wolałby zostać potraktowany Cruciatusem niż dotknąć ją w
taki sposób.
- Chyba, że nie masz na sobie bielizny, co, Granger? - szepnął prostu do jej ucha.
- Jesteś obleśny, Malfoy – warknęła i lekko się odsunęła.
Chłopak otworzył lekko usta i końcem języka przejechał niespiesznie po wargach. Teraz to on się zaśmiał.
- Rozluźnij się – szepnął znowu, ale na jej szczęście piosenka właśnie dobiegła końca.
Hermiona postanowiła jak najszybciej znaleźć Ginny, wypatrzyła rudą dziewczynę w koncie sali, śmiała się z czegoś, co Zabini szeptał jej do ucha. Gryfonka uśmiechnęła się do siebie, wygląda na to, że w końcu się pogodzili. Usiadła sama przy stole i nalała sobie soku z dyni.

     Draco rozejrzał się za jakąś ładną, samotną dziewczyną, którą mógłby się
zaopiekować. Korciło go, żeby zostać z Granger, ale to była inwestycja bez przyszłości. Mimo tego, że tak naprawdę po raz pierwszy w życiu zauważył w niej dziewczynę, niestety wątpił, żeby udało mu się zaciągnąć ją do łóżka, więc odpuścił. Draco, ona jest szlamą, gdybyś spędził z nią noc, nie domyłbyś się przez miesiąc – zganił się w myślach i zaczął rozglądać się za jakąś samotną dziewczyną. Zobaczył kilka takich, ale wystarczyło jedno spojrzenie, żeby zrozumiał, dlaczego żaden chłopak nie poprosił ich do tańca. Gryfonka też siedziała sama przy stole, z rezygnacją ruszył w jej stronę.
- Nie tańczysz? Chodź ze mną na parkiet - stanął za nią i szepnął do jej ucha.
Dziewczyna drgnęła przestraszona i odwróciła głowę w jego stronę.
- Nie masz brania, Malfoy, że zniżasz się do proszenia szlamy do tańca? - zapytała z przekąsem.
Uśmiechną się czarująco, najlepiej jak potrafił.
- Myślałem, że zrobię ci tę łaskę, ale skoro wolisz siedzieć tutaj sama...
Prychnęła.
- Daruj sobie – w jej głosie pobrzmiewała irytacja.
Draco miał jedną zasadę, nigdy nie płaszczył się przed dziewczyną, miał swój honor. Inną sprawą było to, że nie był przyzwyczajony do odmowy i zawsze dostawał to, co chciał. Złapał dziewczynę za ramię i z pełną delikatnością i stanowczością poprowadził na parkiet. Na szczęście nie wyrywała się i nie stawiała oporu. Piosenka szybko zmieniła się na wolna i dziewczyna niechętnie się w niego wtuliła. Nawet w szpilach była niższa i jej włosy przyjemnie łaskotały go w twarz. Pachniała delikatnie, lawendą. Po kilku szybszych tańcach blondyn zaczął się robić zmęczony.
- Robi się tu nudno – szepnął – nie chciałabyś może zmienić miejsca?
- Na jakie? - zapytała patrząc na niego podejrzliwie.
- Cichsze.
- Tu jest dobrze – mruknęła a w jej oczach zagościł lęk i nieufność.
- Nie musisz się mnie bać. Jestem bardzo łagodny – ostatnie zdanie szepnął jej prosto do ucha.
Wiedział, że nie powinien robić takich znaczących gestów, ale nie mógł się powstrzymać, zbyt bardzo go to bawiło.
- No chodź, na błonia – mruknął i uśmiechnął się czarująco.
Przytaknęła głową, najwidoczniej podwórko przed zamkiem wydało jej się dość bezpiecznym miejscem. Wyszli z sali, dziewczyna już ledwo stawiała kroki, wysokie buty dały jej się we znaki. Ruszyła w stronę wyjścia, ale Draco szybkim ruchem przyciągnął do siebie, wziął ją na ręce i zwrócił się w stronę schodów.
- Puszczaj – krzyknęła i próbowała się wyrwać.
- Nie rób cyrków – przewrócił oczami, z trudem wyciągnął różdżkę i pomachał nią przed Hermioną – będziesz grzeczna? - zapytał.
Dziewczyna z wyrazem przerażenia i gniewu na twarzy przytaknęła. Zabrał ja do swojego pokoju, rzucił na łóżko, zamknął drzwi za pomocą zaklęcia i zaczarował pomieszczenie tak, aby nie przepuszczało żadnych dźwięków... Podszedł do Gryfonki, nadal leżała na jego łóżku niezdolna do żadnego ruchu i wyciągnął rękę w jej stronę, a ona zwinęła się przy ścianie przerażona i oburzona jego zuchwałością.
- Nie dotykaj mnie – krzyknęła.
Nie miała przy sobie różdżki i Malfoy dobrze o tym wiedział. Ściągnął z siebie marynarkę i zaczął rozwiązywać krawat. Usiadł na łóżku obok niej i zaczął zbliżać do niej swoją twarz. Dziewczyna zaczęła się odsuwać, ale napotkała ścianę. Przesunął się jeszcze trochę i teraz ich usta dzieliło tylko kilka centymetrów. Ściągnął krawat i zaczął rozpinać koszulę.
- Nie zbliżaj się do mnie – warknęła wściekła, ale jej oczy zdradzały strach.
Mały ruch i teraz dzieliły ich milimetry, czuł na twarzy ciepły, przyspieszony oddech Gryfonki.
- Mówiłaś coś? - wyszeptał.
Dziewczyna nie odpowiedziała, przełknęła tylko głośno ślinę. Draco odsunął się od niej i wybuchnął śmiechem.
- Nie bądź głupia, przecież nie zrobiłbym ci krzywdy, trochę zaufania, Granger – wyszczerzył zęby.
Usiadł na łóżku Zabiniego. Widział, że ją wystraszył, szczególnie tym zaklęciem wyciszającym. Znów się zaśmiał, nie wiedział co go do tego podkusiło, ale wyraz jej twarzy był bezcenny. Nadal patrzyła na niego z niedowierzaniem w oczach.
- Cały wieczór szeptałeś mi jakieś sprośne rzeczy, a potem zaciągnąłeś siłą do swojego pokoju i zabezpieczyłeś go zaklęciami. Jak miałam zareagować? Zwłaszcza, że zacząłeś się rozbierać... - zaczerwieniła się ze wstydu nad własną reakcją.
- Rozbierać to ja się mogę dopiero zacząć, ciebie zresztą też – zamilkł, bo uznał, że co za dużo, to nie zdrowo.
Osiągnął już swój cel, wystraszył Gryfonkę, nie musiał już niepotrzebnie nadal jej stresować.
- Zaciągnąłem cię tu w pewny celu... - zaczął – Zupełnie innym niż pierwotnie myślałaś – uśmiechnął się złośliwie.
Nie wiedział jak zacząć tę rozmowę.
- Napijesz się? - zapytał i sam nalał sobie do szklaneczki Ognistej Whisky, którą przemycili tutaj razem z Zabinim.
Pokręciła przecząco głową.
- Ostatnio powiedziałaś mi, że wiesz o co chodziło mi wtedy w bibliotece, jaki miałem problem... Powiedz mi, do jakich wniosków doszłaś, Granger – wypił łyk alkoholu.
- Po tym co powiedziałeś bardzo nietrudno było się domyślić, że twoim rodzice cię nie doceniają, nie akceptują tego jaki jesteś i kim chcesz być.
Odetchnął z ulgą, ona przecież nie mogła wiedzieć, że Draco służy Czarnemu Panu, ale ten irracjonalny strach prześladował go od tamtej rozmowy. Bał się, że powiedział za dużo i naprowadził ją tym na trop, a nie mógł zaprzeczyć, że Hermiona była bardzo inteligentna, a nie chciał narażać się na demaskację.
- Nie przepadasz chyba za takimi imprezami, co, Granger? - przerwał ciszę.
- Zgadłeś.
- Chciałbym się już położyć spać, jestem zmęczony – mruknął – Chyba, że wolisz spędzić noc tutaj, ze mną, wtedy jakoś poradzę sobie bez snu – uśmiechnął się szelmowsko.
- Obejdzie się – prychnęła – jeszcze raz dziękuję za sukienkę... I naszyjnik, naprawdę nie chcesz za nie galeonów?
- To był prezent, Granger, prezent – prychnął.
Wyszła pospiesznie z pokoju i poszła do siebie. Ginny jeszcze nie było, Hermiona skorzystała z chwili dla siebie, zmyła makijaż, wzięła prysznic, przebrała się i poszła spać. Ruda dziewczyna obudziła ją, kiedy tylko przyszła.
- Nie zostałaś na ogłoszeniu wyników. Dostaliście się z Malfoy'em do finału, gratuluję! - uśmiechnęła się promiennie – Zabini wcale nie jest taki zły, bardzo zabawny – dodała jeszcze i zniknęła w łazience.

piątek, 22 sierpnia 2014

Rozdział VIII - Noc.

Dzisiaj trochę krócej, ale mam nadzieję, że się spodoba! Komentujcie :)
Za szablon serdecznie dziękuję M.M.Malfoy, jest cudowny!
~Mary.
__________________________________________________________

Bo jeśli u mnie zasypiasz, to tylko w kącie mojej głowy.

      Była właśnie noc poprzedzająca bal i Hermiona Granger spała w swoim łóżku spokojnym snem. Po raz pierwszy od dawna. Z tego stanu została wyrwana brutalnym potrząśnięciem za ramię.
- Granger, wstawaj, wychodzimy – usłyszała nad sobą znajomy głos i otworzyła niechętnie oczy.
W panującym mroku zdołała tylko zauważyć pochylającą się, męska sylwetkę. Kiedy jej wzrok przywykł do ciemności zaczęła rozpoznawać blond czuprynę i błyszczące oczy chłopaka.
- Malfoy? - zapytała na wpół nadal śpiąc – Co ty tutaj robisz?
- Głucha jesteś? Wychodzimy! - znowu nią potrząsnął i uśmiechnął się szeroko.
- Gdzie? - zapytała już prawie w pełni świadoma.
- Chcę ci coś pokazać, nie daj się prosić!
Dziewczyna wstała niechętnie z ciepłego łóżka. Nie rozumiała o co może chodzić Ślizgonowi i dlaczego budzi ją w środku nocy, ale rozwiązania były tylko dwa. Robił sobie z niej żarty albo stało się coś poważnego.
- Wytłumaczysz, o co ci chodzi? - zapytała patrząc na niego podejrzliwie.
- Nie możesz po prostu mi zaufać?
Dziewczyna prychnęła i pokręciła przecząco głowa.
- Ujmę to tak – zaczął starannie dobierając słowa – Nie mogłem spać, bardzo mi się nudziło, a Zabini nie podchodzi entuzjastycznie do budzenia go w nocy, wiem, już się o tym przekonałem. Nie wiem gdzie mieszkają wszystkie sympatyczne dziewczyny, które tutaj poznałem, a naprawdę bardzo chciałem pokazać komuś pewne miejsce. Weasley, Patil i Abbot nawet nie wchodzą w grę, zostałaś tylko ty. Korzystam z rozejmu póki mogę – uśmiechnął się łobuzersko.
- Daj mi chwilę, niech się przebiorę – westchnęła z rezygnacją, ale nie pozbyła się podejrzliwości.
Blondyn usiadł na małym biurku pod oknem i wpatrywał się w Hermionę wyczekująco.
- Czy mógłbyś zaczekać przed drzwiami? - zapytała zirytowana.
Malfoy przewrócił teatralnie oczami i niechętnie wyszedł na korytarz, a Gryfonka zastanawiała się, co ona najlepszego wyprawia... Rozsądek podpowiadał jej, że nie powinna ufać chłopakowi i po prostu go zignorować, ale ciekawość wzięła górę. Draco nie mógł przecież zrobić jej nic złego. Z ociąganiem podeszła do szafy i wyjęła z niej swój najcieplejszy sweter, ale po chwili namysłu zamieniła go na spódniczkę, którą kazała jej spakować Ginny Weasley. Przebrała się szybko, założyła grube, czarne rajstopy, ale podejrzewała, że i tak zmarznie. Po cichu weszła do łazienki, rozczesała burzę loków, wykonała podstawową toaletę i wyszła z pokoju.
- Już myślałem, że zrezygnowałaś, zawsze tyle czasu wam, dziewczynom, to zajmuje? – Draco znów przewrócił oczami - Nie zapomniałaś czegoś? Wracaj się po pelerynę-niewidkę, bez dyskusji!
- O czym mówisz, nadal wierzysz w jej istnienie? - parsknęła zdenerwowana. Wiedziała, że ta próba była żałosna, ale nie miała nic do stracenia.
- Granger, oboje wiemy, że ją trzymasz w tym pokoju, nie irytuj mnie i nie udawaj idiotki. - zmrużył oczy - Weź ją, a obiecuję, że na twoich oczach zniszczę ten nieszczęsny list, słowo Ślizgona – uśmiechnął się czarująco.
- Jakby ono coś znaczyło... - prychnęła.
Hermiona nadal nie był przekonana czy to dobry pomysł, ale skoro Malfoy i tak wiedział o istnieniu tego magicznego przedmiotu... Poddała się i zrezygnowała z dalszego udawania kretynki. Bez słowa wróciła do pomieszczenia, zabrała z niego pewną rzecz i wyszła.
- Chyba upadłam na głowę – wyszeptała sama do siebie.
Ślizgon z fascynacja przyglądał się pelerynie, po czym zarzucił ją na Gryfonkę. Wciągnął ze świstem powietrze, kiedy dziewczyna znikła.
- To naprawdę działa – szepnął zafascynowany i okrył nią ich oboje. - Skąd to masz?
- To nie moje.
- Wiem, Pottera. Ale...
- Jeśli komuś o tym powiesz... - wycelowała różdżkę w jego pierś.
- Spokojnie, nie bój się, Granger. Umiem być dyskretny.
Ruszyli schodami w dół, doszli na parter i skierowali się w stronę drzwi wyjściowych.
- Gdzie idziemy? - zapytała cicho Hermiona.
- Dowiesz się na miejscu, potraktuj to jako niespodziankę.
- Nie lubię niespodzianek – mruknęła niewyraźnie urażonym tonem.
Nie odzywała się już, kiedy wyszli przed zamek i podążyli przez błonia. Kiedy Draco doszedł do wniosku, że są już wystarczająco daleko, zdjął z nich materiał. Panna Granger nie wiedziała dokąd zmierzają, ani dlaczego w ogóle zgodziła się wyjść z nim z pokoju. Może dlatego, że była ciekawa co było aż tak ważnego, że Malfoy chciał pokazać jej to w środku nocy? Innej myśli nawet nie chciała do siebie dopuszczać, ale gdzieś w głębi jej umysłu kołatała się jeszcze jeden powód. Jej stosunek do Ślizgona uległ zmianie. Jak mogła go nienawidzić, skoro widziała go tak bezbronnego i rozdartego? Darzyć pogardą kogoś, kto w chwili niebezpieczeństwa odruchowo osłonił ją swoim ciałem? Była pewna, że tygrys nie zrobiłby im krzywdy, ale w momencie zagrożenia trudno jest o racjonalne myślenie. Chociaż Hermiona za nic w świecie nie chciała przyznać tego przed samą sobą, to z każdą chwilą, którą spędzała przy Malfoy'u, jej nienawiść ustępowała. Ona sama przecież będzie musiała w końcu dopuścić do siebie myśl, że Ślizgon tak naprawdę już przestał jej przeszkadzać.

      Wspinali się pod dość wysoką górę, Draco Malfoy szedł trochę z tyłu i miał teraz idealne warunki, żeby przyjrzeć się dziewczynie. Jej spódniczka nie należała do najkrótszych, ale w rytm kroków Hermiony podnosiła się nieznacznie i opadała. Na nogach miała ciemne, grube rajstopy. Czarny wyszczupla – pomyślał Ślizgon z przekąsem. Nie odzywał się jednak, szedł i w ciszy patrzył na figurę Gryfonki. Zawiał wiatr, spódniczka uniosła się lekko do góry i Draco uśmiechnął się do siebie. Gdyby Granger była chociażby mieszańcem, to może nawet zaprosiłby ją do siebie na noc. Co prawda widział lepsze, ale Gryfonka miała zgrabne nogi, okrągłe pośladki, nie była za gruba... Niestety była też mugolaczką... Och, Malfoy, naprawdę długo musiałeś nie przelecieć dziewczyny, skoro zacząłeś rozglądać się za szlamami... - zganił się w myślach. Co prawda, to prawda. Chociaż chłopak spotkał w tej szkole wiele ładnych dziewczyn, to jeszcze żadnej nie miał okazji poznać bliżej. Trzeba to zmienić – uśmiechnął się do sobie i jeszcze raz spojrzał tęsknie na podskakujący materiał...

- Zamknij oczy, Granger – usłyszała cichy głos za swoimi plecami.
- Dlaczego? - mimo wszystko była podejrzliwa.
- Chcę, żeby to była niespodzianka. Po prostu zamknij oczy i mi zaufaj – powiedział łagodnym tonem.
Prychnęła z niedowierzaniem. Zaufaj... Mimo wszystko zrobiła to, o co ją poprosił. Wzdrygnęła się lekko, kiedy palce chłopaka zacisnęły się na jej ramieniu, aby bezpiecznie zaprowadzić ją do celu. Idąc w zupełnej ciemności stawiała kroki na oślep i w pewnym momencie potknęła się o wystający korzeń, ale podtrzymały ją silne ręce. Ucieszyła się z panującej wokół ciemności, blondyn nie mógł zobaczyć rumieńca, który wykwitł na jej policzkach.
- Możesz otworzyć oczy – usłyszała szept zaraz koło swojego ucha i przeszedł ją dreszcz od ciepłego oddechu chłopaka.
Dziewczyna natychmiast spełniła jego polecenie i zaparło jej dech w piersiach. Czytała w jakiejś książce, że zamek, w którym aktualnie mieszkali, został zbudowany na jednej z najwyższych gór w okolicy, ale nie spodziewała się czegoś takiego... Stała prawie na krawędzi i miała wrażenie, że pod nią rozpościera się cały świat. Zorza polarna była widoczna z zamku, ale nie mogła się równać z tą, którą obserwowała tutaj. Zielone światła tańczyły na niebie i oświetlały cały krajobraz. Hermiona mogła oglądać tę grę cieni rozgrywającą się na ośnieżonych szczytach mniejszych gór. Dziewczyna stała oniemiała, spojrzała w osłupieniu na uśmiechniętego Malfoya, na jego twarz padała blada, zielonkawa poświata. Wyglądał na wyraźnie uszczęśliwionego jej reakcją.
- Ale... Ale... Malfoy... Tu jest pięknie – wydusiła w końcu – Spójrz, jest nawet ławka...
- Transmutowałem w nią jakieś drzewo – mruknął i usiadł.
Zawahała się, w jej głowie kłębiło się mnóstwo myśli. Nie miała pojęcie dlaczego chłopak ją tutaj przyprowadził, co ma teraz zrobić i najważniejsze, dlaczego nie może przestać się uśmiechać? W końcu podeszła nieśmiało do ławki i usiadła koło chłopaka.
- Co ubierasz na bal? - zapytał przerywając ciszę.
- Sukienkę – odpowiedziała, ale dopiero po chwili dotarło do niej że ta odpowiedź była po prostu głupia.
- To chyba oczywiste, – prychnął – ale jaką dokładnie?
- Skromną, fioletową, bardzo ładną.
- Proszę, Granger, wyglądaj raz jak człowiek, zrób to dla mnie, skoro muszę iść z tobą na ten cholerny bal – jęknął.
Poczuła ukłucie irytacji. Zdenerwowały ją słowa chłopaka i w tym momencie pożałowała, że nie zabrała ze sobą czegoś innego. Miała ochotę pokazać Ślizgonowi, że może wyglądać jak człowiek, chciała, żeby nie mógł oderwać od niej wzroku. To byłaby dobra zemsta, ale ani nie miała odpowiedniej sukienki, ani tym bardziej nie wiedziała jak być seksowną.

      Malfoy zauważył, że dziewczyna lekko posmutniała i przeklął się w duchu. Obiecał sobie, że odpuści jej złośliwości, przynajmniej, aż nie wrócą do Hogwartu, ale nie potrafił się powstrzymać. Mimo wszystko zabranie jej tutaj wcale nie było złym pomysłem, przyprowadzenie Zabiniego w takie miejsce byłoby co najmniej dziwne, a nie miał pojęcie, gdzie o tej porze mógłby znaleźć którąś z dziewczyn poznanych w tej szkole. Hermiona zapatrzyła się w linie horyzontu i chłopak natychmiast to wykorzystał. Wstał, odszedł od niej na kilka metrów, w mgnieniu oka ulepił śnieżkę i rzucił nią w pannę Granger. Gryfonka podskoczyła zaskoczona tym atakiem, ale zaraz uśmiechnęła się i nie pozostała mu dłużna. Chybiła od głowy Ślizgona o kilka centymetrów. Odetchnął z ulgą, schylił się po kolejną śnieżkę, a kiedy wstawał, dostał kulką prosto w twarz. Przez biały puch w oczach stracił na chwilę widoczność i usłyszał dźwięczny śmiech dziewczyny. Wzdrygnął się z zimna, a kiedy tylko znów widział ostro, zaczął prowadzić z nią śnieżną wojnę. Kiedy oboje byli już zgrzani i zasapani, ruszył w stronę Hermiony, próbowała uciekać, ale po chwili gonitwy złapał ją mocno i przerzucił sobie przez ramię.
- Puszczaj! - krzyknęła śmiejąc się.
Chłopak bez wahania spełnił jej żądanie i wrzucił w zaspę. Gryfonka leżała na śniegu i chichotała, szybko obciągnęła spódniczkę, która wskutek upadku podwinęła się do góry. Draco usiadł na niej okrakiem i przytrzymał jej ręce za głową. Była bardzo szczupła, złapał jej dwa nadgarstki w jedną dłoń.
- I co teraz, Granger? - zapytał z łobuzerskim uśmiechem i podniósł do góry jedną brew.
W oczach dziewczyny zagościła niepewność. Malfoy wolną dłonią nabrał garść śniegu i natarł nim twarz Gryfonki, śmiejąc się przy tym triumfalnie. Hermiona piszczała i próbowała się wyrwać, ale chłopak był zbyt silny. Kiedy uznał, że już wystarczy, wziął jeszcze trochę puchu i wrzucił go dziewczynie za kołnierz. Zszedł z niej wyraźnie uradowany. Dziewczyna nie mogła przestać się śmiać, zimno od śniegu pod jej ubraniem wręcz łaskotało. Westchnęli, oboje były przyjemnie zgrzani i zmęczeni bitwą na śnieżki.
- Powinniśmy już iść, robi się późno, a dzisiaj jest bal – oświadczył Ślizgon.
Hermiona przytaknęła głową i jeszcze raz tęsknie spojrzała na zieloną grę świateł, która sięgała aż po horyzont.

      Wracając do zamku nie odezwali się do siebie nawet słowem, do swoich pokoi też rozeszli się w ciszy. Hermiona otworzyła drzwi i chciała przemknąć się do swojego łóżka tak, żeby nie zbudzić Ginny. Kiedy tylko przekroczyła próg, lampka na biurku zapaliła się, a ruda istota siedząca na parapecie wpatrywała się w nią z naburmuszoną miną.
- Gdzie... A raczej z kim byłaś? - zapytała oskarżycielsko.
- Skąd pewność, że nie byłam sama?
- Prawie siłą wpakowałam ci tę spódniczkę na specjalne okazje. No, to kim jest ten szczęściarz? - ton jej głosu nadal był obrażony.
- Byłam z Malfoy'em, ale to nie była randka, chciał po prostu pokazać mi pewne miejsce – poczuła, że się rumieni.
- Wiesz jak się martwiłam? - Ginny niebezpiecznie podniosła głos – Budzę się w środku nocy, a ciebie nie ma, peleryny zresztą też!
- Przepraszam, nie chciałam cię budzić – mruknęła niewyraźnie.
- Och, już dobrze – rozweseliła się trochę – powiedz mi lepiej jak było.
Hermiona nie miała teraz na to ochoty, chciała po prostu przebrać się w coś ciepłego i położyć się do łóżka.
- Rano, teraz chodźmy spać, bo czeka nas bal – odpowiedziała ziewając.

niedziela, 17 sierpnia 2014

Rozdział VII - Pierwsze zadanie.

Wróciłam! Mam dla Was dzisiaj rozdział dłuższy niż zwykle, ale mam nadzieję, że się nie zanudzicie!
Pozdrawiam.
~Mary.
_________________________________________________________________

Nie musimy przecież być z kimś razem, żeby czuć się z nim związanym bardziej niż z kimkolwiek na świcie.

      Hermiona Granger jak zwykle siedziała w bibliotece do późna. Szukała czegoś, co mogłoby jej pomóc w wykonaniu zadań praktycznych, w Ginny nie miała wsparcia, bo rudowłosa dziewczyna bardzo ubolewała, że jej partnerem został Zabini i ciągle na to narzekała. Gryfonka już niezliczoną ilość razy słyszała, że jej przyjaciółka skończy w Azkabanie za użycie zaklęć niewybaczalnych, jeśli tylko będzie musiała przebywać z czarnoskórym chłopakiem zbyt wiele czasu. Brązowowłosa wcale nie trafiła lepiej... Będzie musiała użerać się teraz z Malfoy'em, a co gorsza iść z nim na bal. Wzdrygała się na samą tę myśl. Biblioteka już prawie zupełnie opustoszała, mimo panującej ciszy pogrążona w swoich myślach dziewczyna nie usłyszała kiedy ktoś zaszedł ją od tyłu.
- Witaj, Granger – usłyszała znajomy głos i aż podskoczyła na krześle.
Blondyn usiadł naprzeciw niej.
- Czego chcesz? Przyszedłeś znowu mnie szantażować? - warknęła.
- Nie, przyszedłem porozmawiać. Mogłabyś na jakiś czas odłożyć uprzedzenia do mnie? Jutro znów będziesz mogła mnie nienawidzić, obiecuję.
- To jakiś podstęp? - spytała niepewnie.
- A wygląda, jakby był? - warknął, ale zaraz jego rysy trochę złagodniały.
Dziewczyna po raz pierwszy, odkąd się do niej dosiał, spojrzała na niego. Mimo tego, że chłopak mówił do niej, to wzrok miał nieobecny, utkwiony nieruchomo w jakimś punkcie za nią. Zauważyła, że w ciągu kilku godzin, odkąd ostatnio go widziała, twarz Draco uległa znacznej zmianie. Z przystojnego blondyna o szelmowskim uśmiechu i łobuzerskim spojrzeniu została jedynie jego marna namiastka. Wydawał się bardzo zmęczony, a na jego twarzy malowała się melancholia, którą nieudolnie próbował ukryć. Oczy utraciły blask, a usta rozciągały się co najwyżej w grymasie. Emanował od niego specyficzny rodzaj smutku. Nie przygnębienie spowodowane na przykład brakiem pogody czy słabą oceną, ale emocje, które tłumione w człowieku powoli go wyniszczają, krok po kroku. Zajmują umysł, serce i duszę, wprowadzają w otępienie. Powinna teraz wstać i wyjść z satysfakcją, że w końcu spotkała go kara z wszystko to jej zrobił, wyzwiska i poniżanie. Siedziała jednak nadal i przeklinała się w duchu za swoje dobre serce. Nie była w stanie zostawić nikogo w takim stanie, nawet Malfoya. Mogła tylko siedzieć i czekać, aż powie jej, czego od niej chce. Nie wiedziała co sprawiło, że blondyn zareagował z takimi emocjami, ale nie miała zamiaru pytać. Westchnęła z rezygnacją.
- O czym chcesz rozmawiać? - odezwała się w końcu, starała się, żeby jej głos brzmiał łagodnie.
- Masz rodzeństwo, Granger? - zapytał po chwili ciszy.
- Nie.
- Czyli wiesz jak to jest... Być oczkiem w głowie swoich rodziców...
- Nie rozumiem do czego zmierzasz. Mógłbyś mówić jaśniej? - zastanawiała się w co on gra.
- Bezwarunkowa akceptacja ze strony rodziny, jak to jest, kiedy możesz być sobą?
Hermiona nic z tego nie rozumiała, chłopak mówił zupełnie od rzeczy. Jaki to wszystko miało związek z czymkolwiek? Nastała cisza, Gryfonka nie miała pojęcia co miałaby mu odpowiedzieć.
- Jak to jest kiedy sam możesz o sobie decydować? Kiedy ktoś liczy się z twoim zdaniem? - ciągnął, a w jego głosie pobrzmiewała gorycz.
Jego ton przybierał niebezpieczną nutę wściekłości, teraz patrzył jej prosto w oczy, widziała w nich coś nieludzkiego i przestraszyła się. Nie zamierzała ryzykować. Z Malfoy'em bezdyskusyjnie działo się coś złego i teraz bardzo żałowała, że po prostu nie zostawiła do na samym początku.
- Ta rozmowa do niczego nie prowadzi – wstała gwałtownie, ale chłopak był szybszy, mocno złapał ją za nadgarstek. Poczuła ból. Syknęła.
- Puszczaj, Malfoy – warknęła wściekła.
- Przepraszam, siadaj – to nie była prośba tylko rozkaz.
Kiedy wróciła na miejsce jego rysy znów złagodniały.
- Mam do ciebie pytanie. Obiecaj, że odpowiesz mi na nie szczerze.
- Postaram się, ale nie zgodzę się na nic w ciemno – starannie ważyła słowa.
- Dobry wybór, – wyszczerzył zęby, ale był to tylko cień jego uśmiechu – powiedz mi, Granger, czy miałaś kiedyś tajemnice o której nikomu nie mogłaś powiedzieć?
Hermiona natychmiast pomyślała o Zmieniaczu Czasu, który w trzeciej klasie dostała od profesor McGonagall, ale doszła do wniosku, że to było nic w porównaniu z tym, co trapi blondyna.
- Tak, a skąd to pytanie?
- Jak się z tym czułaś?
Nie odpowiedziała, pomyślała tylko, że wtedy nie było z nią najlepiej, miała wyrzuty sumienia, że nie jest szczera w stosunku do swoich przyjaciół.
- Wiesz co? Mam małą propozycję, skoro zostaliśmy partnerami to może zawiążmy sojusz do końca konkursu? Później znowu będziesz zwykłą szlamą, a ja dupkiem, chamem, prostakiem i inne takie epitety, które wymyślasz pod moim adresem. Wchodzisz w to? - zmienił temat, kiedy Hermiona odpowiedziała mu ciszą na to, co powiedział wcześniej.
- A mam wybór? - zapytała i uśmiechnęła się w duchu.
Może jednak nie będzie aż tak źle...

      Gryfonka wracała do swojego pokoju. Przez ostatnią godzinę siedziała z Malfoy'em w bibliotece. Nie odzywali się do siebie, ale mimo to chłopak nie chciał aby odchodziła. Została, sama nawet nie rozumiała czemu. Nie potrafiła odmówić pomocy komuś w takim stanie, nawet jemu. Mimo tego, że jego ton był spokojny, a on sprawiał wrażenie opanowanego, to była pewna, że jeden pochopny ruch z jej strony i chłopak mógłby pokazać to, co skrywał głęboko w swoim wnętrzu. Był jak tykająca bomba. Idąc ciemnym korytarzem z niechęcią stwierdziła, że jej nienawiść zaczęła powoli ustępować miejsca obojętności. Kiedy weszła do pokoju, Ginny już spała odwrócona twarzą do ściany. Hermiona na palcach wzięła swoją piżamę i poszła do łazienki. Zdecydowała, że prysznic weźmie nazajutrz, żeby nie robić niepotrzebnego hałasu. Przebrała się, wykonała podstawową toaletę, rozczesała włosy i poszła spać. Leżała nie mogąc zapaść w sen, w myślach cały czas widziała przygnębionego blondyna, mimo tego, że była bardzo ciekawa co go tak trapiło i nie mogła przestać się nad tym zastanawiać, to wiedziała, że zapytanie go oto byłoby co najmniej nietaktowne. Skarciła się w myślach, jutro miała zacząć się cześć praktyczna, musiała być skupiona.

      Nie mogła spać, budziła się prawie co godzinę. Po którymś razie postanowiła wstać i zająć się czymś pożytecznym. Słońce dopiero wschodziło i na krajobraz padały ciepłe, pomarańczowe promienie. Wpatrywała się chwilę w błonia z zachwytem. Ten dzień nie zapowiadał się na szczęście na deszczowy, na niebie nie było ani jednej chmury. Hermiona uśmiechnęła się do siebie, wzięła jedną z ksiąg leżących w jej kufrze, usiadła na parapecie i pogrążyła się w lekturze. Póki Ginny spała, Hermiona postanowiła wziąć prysznic, w ten sposób mogły uniknąć kolejki. Odświeżona weszła do pokoju i obudziła swoją przyjaciółkę. Zeszły razem na śniadanie, z Hogwartu na razie siedział przy nim tylko Zabini. Ruda dziewczyna zmierzyła go długim, zimnym spojrzeniem.
- Wspominałam, że go nienawidzę? - zapytała mściwym tonem.
- Myślę, że kiedyś o tym coś mruknęłaś, ale nie jestem pewna – odpowiedziała Hermiona ironicznie.
Gryfonka natychmiast nałożyła sobie na talerz jajecznicę i zaczęła ją ze smakiem przeżuwać, musiała mieć wiele energii tego dnia.

      Pierwsze zadanie rozpoczęło się o godzinie szesnastej przy zamarzniętym stawie. Osiem par stało w rzędzie, a z nimi ustawili się inni uczniowie, aby móc oglądać to wydarzenie. Dyrektor szkoły bardzo wolno ruszył w ich stronę i stanął z twarzą skierowaną w ich kierunku.
- Witam was bardzo serdecznie! – zaczął- Pierwsze zadanie będzie polegało na przebiegnięciu swoistego toru przeszkód. Będziecie musieli wykazać się umiejętnościami magicznymi. Przy każdym etapie czekać na was będzie kartka z poleceniem. Liczy się czas! Tradycyjnie rywalizujecie w kategoriach swoich szkół. Jako pierwsza startuje para, której zsumowane wyniki były najwyższe. Panna Hermiona Granger i pan Draco Malfoy z Hogwartu! Zapraszam do mnie.
Serce Gryfonki przeszedł skurcz. Niekoniecznie chciała iść tam jako pierwsza, ale ucieszyła się z ich dobrych wyników.
- Powodzenia – usłyszała za sobą cichy głos Ginny.
Na miękkich nogach podeszła do wysokiego mężczyzny i stanęła koło swojego partnera.
- Zostajecie związani zaklęciem, nie możecie oddalać się od siebie na więcej niż pięć metrów. Oto mapa, która zaprowadzi was do pierwszego punktu – wręczył im pergamin, przejrzeli go pobieżnie i ustawili się w kierunku tasy - Trzy... Dwa... Jeden.. Start!
Pobiegli w stronę lasu, kiedy znaleźli się już między drzewami, zaczęli zwalniać. Zauważyli ze zdziwieniem, że tutaj ziemi nie pokrywał śnieg, najwidoczniej został w magiczny sposób usunięty. Hermiona przyjrzała się mapie. Musieli kierować się w stronę wielkiego głazu. Nie mógł być daleko, musieli go widzieć z tego miejsca lub przypadkiem minąć. Nerwowo rozglądnęła się wokół siebie. Malfoy zrobił to samo.
- Tam! - krzyknęła i wskazała na miejsce, gdzie między konarami można było dostrzec szary kształt. Natychmiast rzucili się pędem.
- Szukaj kartki – rzucił krótkie polecenie.
To nie było trudne, w głazie była niewielka dziura, Hermiona włożyła tam rękę i wyjęła mały zwitek pergaminu.
- Dowiesz się, gdzie pójść dalej, jeśli dostaniesz się do mego serca – przeczytała na głos – Co teraz?
Blondyn nie miał ochoty bawić się w podchody. Wycelował różdżkę w stronę kamienia.
- Bombarda! - krzyknął, a skała jakby wybuchła.
Hermiona pisnęła. W szybkim tempie osłonili twarze, ale ostre krawędzie poraniły ich ręce do krwi i poprzecinały materiał ubrań.
- Brawo – mruknęła zła i otrzepała się z resztek kamienia – chyba nie dokładnie o to chodziło.
Malfoy nie zamierzał dyskutować, wziął pergamin, który leżał w miejscu, gdzie jeszcze przed chwilą znajdował się głaz.
- Musimy iść tam – powiedział władczym tonem i wskazał prosto przed siebie.
Zrezygnowana Gryfonka ruszyła za nim biegiem. Po kilku minutach i krzyku panny Granger, że na pewno się zgubili, dotarli do stanowiska na którym znajdował się kociołek i kilka składników do przyrządzania eliksirów. Na stole leżała też kartka z poleceniem i mapą kolejnego zadania.
- Miłość to cudowny dar, pomóż mi kochać! Zbierz ze sobą fiolkę Twego dzieła jako dowód.
-
To oczywiste! Eliksir miłosny! - Hermiona zaczęła szybko przeglądać składniki leżące na stole – brakuje lubczyku. Idź w głąb lasu i znajdź go, a ja zacznę robić miksturę.
- Jesteśmy związani zaklęciem, jakim cudem mam iść sam? - zapytał zirytowanym tonem.
Ruszyli na poszukiwanie razem. Rozglądali się nerwowo po ziemi w poszukiwaniu pożądanej rośliny. Kiedy w końcu znaleźli to, czego potrzebowali, biegiem wrócili na swoje stanowisko.
- Nie możemy pozwolić, żeby ktoś nas wyprzedził – mruknęła Hermiona krojąc korzeń piołunu.

      Jej zdaniem eliksir gotował się o wiele za długo, siedzieli pod drzewem i wyczekiwali końca.
- Wracając do wczorajszego spotkania w bibliotece... - zaczęła dokładnie ważąc słowa.
- Nie ma o czym rozmawiać – warknął wyraźnie zdenerwowany – zawiązaliśmy sojusz, nie psuj tego i mnie nie irytuj.
- Uważam, że jest, ja zrozumiałam o co chodziło... Co cię tak trapi... Nie chcę, żeby to zabrzmiało jak... – zauważyła, że blondyn wzdrygnął się na jej słowa.
- Eliksir gotowy – przerwał jej i wstał bardzo szybko.
Z gotową miksturą ruszyli z powrotem między drzewa. Gryfonka miała już dość biegu w tych niesprzyjających warunkach, nogi powoli odmawiały już jej posłuszeństwa. W pewnym momencie zahaczyła o wystający korzeń i runęła z piskiem na ziemię. Malfoy odwrócił się i z całej siły starał się powstrzymać śmiech.
- Wstawaj, nie mamy czasu – powiedział tylko rozbawionym głosem.
Dziewczyna podniosła się, rozmasowała obolałe kolano, posłała chłopakowi nienawistne spojrzenie i zauważyła coś. Na gałęzi wisiał zwitek pergaminu, Hermiona zdjęła go i przeczytała na głos zapisane na nim słowa.
Choć mieszkam w domu, jestem puszysty i miły,
złe czary przemieniły mnie w kogoś z mej odległej rodziny.
Rozejrzeli się zdezorientowani po polanie, była pusta.
- Jak myślisz, Granger, o co chodzi? - zapytał zdziwiony Malfoy.
- Nie mam pojęcia.
Nagle za ich plecami rozległ się trzask łamanej gałęzi, oboje, jak na komendę, odwrócili się przestraszeni.
- Co do... - zaczął blondyn, ale nie dokończył bo spoza drzew wyłaniał się...
- Tygrys! - krzyknął nagle.
Wielkie łapy z każdym krokiem zbliżały do nich bestię, a żółte, błyszczące oczy patrzyły prosto w ich stronę. Obnażył długie kły. Malfoy w przypływie heroizmu pociągnął za siebie dziewczynę i osłonił swoim ciałem. Uniósł różdżkę.
- I niby co teraz? Mam go zabić? - zapytał drżącym głosem.
- Nie, na pewno nie! To musi być coś prostego, zaraz wymyślę co! - krzyknęła
- Lepiej się pospiesz! - wielkie zwierzę było coraz bliżej, pokazało pazury i szykowało się do skoku.
Nagle dziewczyna zrozumiała sens tych wszystkich zadań i uśmiechnęła się triumfalnie.
- Trzeba go odtransmutować! - krzyknęła i machnęła różdżką w ostatnim momencie. Bestia wykonała skok i wielkie cielsko było coraz bliżej sparaliżowanego strachem Ślizgona. Na jego ręce spadł puszysty kotek.
On i Gryfonka odetchnęli z ulgą.
- Brawo, Granger. - wydyszał, łapiąc oddech.
- Załapałam już o co chodzi, były zaklęcia, eliksiry, teraz transmutacja, po kolei sprawdzają nasze umiejętności z różnych dziedzin!
Odwiązali mapę przywiązaną do kociego ogona i pobiegli dalej. Tym razem droga zajęła im stanowczo zbyt długo.
- Zgubiliśmy się – jęknął Hermiona.
Malfoy jednak dzielnie brnął przez las, w końcu znaleźli to, czego szukali. Przed nimi rosła mucho żerna roślina, z małą różnicą, że ta była wielkości piętrowego domku jednorodzinnego. Na małym pniu leżał kawał mięsa i karteczka z napisem Nakarm mnie!.
- To Rosiczka Olbrzymia, żywi się mięsem! Spójrz, koło jej korzenia jest mapa! - krzyknęła dziewczyna.
- I co? Mamy jej tylko rzucić ten kawałek leżący na pniu? - zapytał uradowany.
- Naprawdę jesteś taki głupi? - zapytała z niedowierzaniem – On się tym nie naje. Skończymy jako jej kolacja.
Gryfonka w swoim umyśle wertowała ogromną księgę dotyczącą zielarstwa. Im bardziej starała się coś sobie przypomnieć, tym więcej wiedzy gdzieś jej uciekało. Rozwiązanie nie mogło być przecież trudne. Wystarczyło tylko sobie przypomnieć...
- Mlecze! - krzyknęła w końcu – Mlecze działają na nią usypiająco.
Rzuciła się natychmiast w stronę lasu, Malfoy nie zdążył zareagować i... Zaklęcie przyciągnęło ich do siebie gwałtownie. Hermiona pisnęła i wylądowała na Ślizgonie zwalając go z nóg. Doleciał do niej zapach perfum chłopaka.
- Zapominałam, przepraszam – jęknęła zrezygnowana.
- Widzę, Granger, że wolisz być na górze – uniósł znacząco brew i wyszczerzył zęby.
- Idiota – warknęła, po czym wstała, otrzepała się i poczekała, aż blondyn też się pozbiera.
Mlecze znaleźli stosunkowo szybko, leżały na polanie, związane czerwoną wstążką. Zawinęli je w kawał mięsa i Draco rzucił nim w stronę rośliny. Pożywienie natychmiast zostało połknięte, teraz wystarczyło już tylko czekać. Po kilku minutach Rosiczka zaczęła wyglądać jakby więdła, aż w końcu opadła cała i nie wykonywała już żadnego ruchu. Hermiona ruszyła w jej stronę, ale blondyn złapał ją brutalnie za ramię i przytrzymał. Poczuła irytację, że chłopak tak często robi użytek ze swojej siły, czasem wystarczyłyby słowa..
- Stój, ja pójdę – mruknął i z uniesioną różdżką ruszył ostrożnie po mapę. Kiedy zdobył już pergamin, rzucił się biegiem w stronę dziewczyny. Odetchnął z ulgą, w momencie znalezienia się już poza zasięgiem rośliny.
Kolejnym przystankiem była polana na której siedział ogromny wilk, Malfoy odruchowo zatrzymał się z uniesioną różdżką, ale zwierz zamerdał tylko ogonem i ruszył w ich stronę z pergaminem w zębach. Hermiona wzięła od niego kartkę, pogłaskała zwierzę i przeczytała na głos jej treść.
- Wilki to naprawdę inteligentne zwierzęta. Ten na przykład bardzo lubi opowieści.
- Zajmę się tym, co jak co, ale w wymyślaniu jestem dobry – powiedział Draco pewnym tonem i wyszczerzył zęby w szerokim uśmiechu.
Zwierz zajął swoje miejsce po drugiej stronie polanki i przyglądał się teraz chłopakowi.
- Kiedyś, w bardzo starym lesie, żył sobie wilk – zaczął chłopak spokojnym tonem, ale zwierzę wstało, najeżyło się, obnażyło żeby i ruszyło w stronę Malfoya.
- Wilk bardzo lubił swoje życie, każdej nocy miał inną sucz... - urwał w połowie słowa, bo bestia zaczęła wściekle ujadać – Coś jest nie tak, Granger.
Zwierze stało tylko pół metra od niego. Blondyn był jeszcze bledszy niż zwykle, a Hermiona gorączkowo jeszcze raz przeczytała treść zadania, odwróciła kartkę na drugą stronę i zobaczyła mały napis w rogu strony: Uwaga! Lepiej trzymajcie się faktów! W tym momencie zrozumiała o co chodziło w zadaniu.
- Malfoy, przestań, – krzyknęła i stanęła między nim, a ogromnym wilkiem. Zwierzę natychmiast się uspokoiło – chodzi o historię magii! Czy znasz historię o stworzeniu Hogwartu? - zapytała bestię, a ta w odpowiedzi zamerdała ogonem, szczeknęła przyjacielsko i położyła się u stóp dziewczyny.
Hermiona usiadła naprzeciw niego.
- Siadaj Malfoy.
- Nie ma mowy, nie zbliżę się do tego monstrum – wilk podniósł łeb i warknął ostrzegawczo w jego stronę.
- Nie marudź, nie mamy czasu, – ponagliła Gryfonka i zwróciła się do zwierzęcia – żyło kiedyś czterech potężnych czarodziejów. Nazywali się Rovena Ravenclaw, Helga Hufflepuff, Godryk Gryffindor i Salazar Slytherin...
Kiedy dziewczyna skończyła swoją opowieść, zwierz wstał, pobiegł do lasu i wrócił z mapą w zębach. Kiedy biegli już przez las szukając kolejnego zadania, Malfoy zapytał:
- Myślisz, że to był animag?
- I to taki, który dobrze zna historię... - odparła zasapana w skutek biegu.
Kiedy Hermiona zobaczyła jakie jest ostatnie zadanie, zaśmiała się z ulgą. Przed nią stał hipogryf, a w ręce trzymała kartkę z poleceniem powrotu na tym zwierzęciu na start.
- Lepiej być nie mogło – powiedziała rozpromieniona.
- O nie, ja tego nie dotknę, mam złe wspomnienia – warknął Ślizgon.
- Musisz, to nie jest wcale trudne, wystarczy się tylko pokłonić.
- Jestem Malfoy'em, nie będę kłaniał się zwierzęciu! - prawie krzyknął.
- Daj spokój, chcesz to zakończyć, czy nie? - warknęła.
- Kobieto, jedna taka bestia omal mnie nie zabiła...
Dziewczyna prychnęła zirytowana i zaczęła jednak zbliżać się bardzo powoli do zwierzęcia. Malfoy też nie miał wyboru. Podeszli do stworzenia zgięci w pół. Po kilku chwilach pełnych napięcia bestia też ugięła kark. Hermiona odetchnęła z ulgą. Draco podsadził ją, aby mogła wejść na hipogryfa, a potem złapał ją za rękę i z tą małą pomocą usiadł przed nią. Zwierzę wstało, a dziewczyna miała tylko dwie opcje. Mogła złapać się piór, ryzykują ich wyrwaniem i zsunięciem się z grzbietu lub objęcie Malfoya w pasie. Z niechęcią i ociąganiem wybrała to drugie. Kiedy stworzenie wystartowało, panna Granger poczuła wiatr we włosach i na jej twarz mimowolnie wypłynął uśmiech. Lecieli nad lasem i Hermiona podziwiała teraz wszystko z góry. Wydawało jej się nawet, że dostrzegła rudą czuprynę Ginny, ale równie dobrze mogło jej się tylko tak wydawać...

     Kiedy wylądowali, widownia powitała ich brawami. Zsiedli ze zwierzęcia i oddali fiolkę z Eliksirem Miłosnym, a dyrektor uścisnął im dłonie.
- Wyniki poznacie dopiero podczas balu, ale już mogę powiedzieć wam, że macie naprawdę niezły czas – powiedział rozpromieniony – udajcie się teraz do swojego opiekuna.
Stanęli zadowoleni z siebie koło Snape'a, który nie zaszczycił ich nawet spojrzeniem.
- Brawo, panie Malfoy – wycedził w końcu przez zęby.

piątek, 1 sierpnia 2014

Rozdział VI - Miło być w domu.

NIESPODZIENKA! Termin wyjazdu przesunął mi się o kilka dni, a mnie naszła wielka ochota na pisanie, więc... Może kogoś to ucieszy :) Teraz to już na pewno do 'zobaczenia' po 17 sierpnia! :)
____________________________________________________________________

Potem nienawidzimy siebie tak bardzo, że mdli nas podczas przedstawiania się. Rzygamy od wymawiania swojego imienia i nazwiska.

      Obudził się o wschodzie słońca i po prostu wiedział, że już nie zaśnie. Leżał w bezruchu na plecach i słuchał cichego pochrapywania Zabiniego. Miał ochotę wstać i zrobić coś konstruktywnego, żeby zająć czymś natrętne, irytujące myśli, ale nie ruszył się z miejsca. Zostały mu jeszcze trzy godziny do śniadania i jakieś dwanaście do wyruszenie wraz ze Snape'm do Malfoy Manor. Bał się spotkania z Czarnym Panem, nie miał pojęcia, co go czeka i co dla niego przygotowano. Miał już dość samotnego leżenia bez perspektyw na sen, złapał leżącą koło niego poduszkę i z całej siły cisnął nią w Blaise'a.
- Obudź się – krzyknął.
W odpowiedzi usłyszał tylko serię najmniej wyszukanych przekleństw. Czarnoskóry chłopak usiadł zdezorientowany na swoim łóżku i wodził po pomieszczeniu zaspanym wzrokiem.
- Czy ty jesteś normalny? Wiesz, która godzina? O tej porze ludzie jeszcze śpią, uszanuj to, kretynie - warknął, położył się, zakrył kołdrą i na nowo zasnął.
Zirytowany blondyn został w łóżku jeszcze chwilę, ale zaraz nie wytrzymał, wstał leniwie, ubrał się w ciepłe ubrania i wyszedł z pokoju. Chwilę zastanawiał się gdzie mógłby iść i w końcu zdecydował, że pójdzie na błonia, ostatnio widział tam duże, stare drzewo przy którym można by było wygodnie usiąść i w spokoju przemyśleć całą sytuację. Idąc przez zamek nie spotkał na szczęście nikogo, jeszcze tyko tego by teraz brakowało... Chciał być sam, najlepiej aż do końca tego dnia. Kiedy tylko otworzył wielkie, drewniane drzwi doleciał do niego powiew zimnego, rześkiego powietrza. Wyszedł szybko na biały puch leżący na ziemi, płatki śniegu spadały niespiesznie na jego szatę i platynowe włosy. Ruszył w stronę drzewa, ale ze zrezygnowaniem zobaczył, że ktoś już przy nim siedzi. Drobna, ciemnowłosa osoba pisała coś na skrawku pergaminu i nawet nie zauważyła, że Draco podszedł do niej od tyłu, podskoczyła przestraszona kiedy chłopak stanął za nią i jednym, szybkim ruchem wyrwał jej z ręki kartkę.
- Drogi Harry, - zaczął czytać na głos oficjalnym tonem – dostałam się do drugiego etapu konkursu, jestem taka szczęśliwa! Niezmiernie dziękuję za twój prezent, bardzo się przydał, peleryna-niewid...
- Oddawaj to – krzyknęła Gryfonka i rzuciła się w jego stronę.
Chłopak podniósł rękę wysoko do góry, niska dziewczyna, cała czerwona z wściekłości, bezskutecznie próbowała do niej doskoczyć. Po którejś próbie pośliznęła się na zamarzniętej ziemi, pisnęła i ratując się od upadku, w bezwarunkowym odruchu oparła się rękami o tors Malfoya i uczepiła się jego szaty. Zawstydzona cofnęła ręce kiedy tylko stanęła już pewnie na nogach.
- Mógłbyś mi to oddać? Proszę... - zmieniła taktykę.
- Co będę z tego miał? - zapytał unosząc zawadiacko jedną brew – Peleryna-niewidka... Nie wiem czy mam w to wierzyć, ale z drugiej strony... Te wszystkie razy, kiedy jakoś udawało się wam wszystkim uciec niezauważonym...
- Naprawdę wierzysz w istnienie takiego przedmiotu? - zaśmiała się wymuszenie, sprawa była naprawdę poważna.
- Nie umiesz kłamać, nigdy nie patrzysz ludziom w oczy i przygryzasz wargi. Nie wiem, czy wierzę, ale Snape'a na pewno to zainteresuje.
- Proszę, nie rób tego – powiedziała bardziej w stronę swoich butów, niż blondyna.
- Co będę z tego miał? - ponowił pytanie.
- A co chcesz? - spojrzała mu wojowniczo oczy, ale widział, że czai się w nich niepewność.
- Widzisz, szantażowanie cie może być naprawdę przyjemną rzeczą... Na początek masz do końca konkursu odłożyć swoją niechęć do mnie na bok i skupić się na pracy. Mamy to wygrać, Granger, więc lepiej się postaraj. A potem... Hmmm... nad tym się jeszcze zastanowię.
Uśmiechnął się jeszcze szelmowsko, puścił do niej oczko i z kartką papieru, jako dowód winy Pottera, ruszył z powrotem w stronę zamku. Nic nie mogło poprawić mu humoru bardziej, niż tyle władzy nad trójką znienawidzonych osób w jego rękach. Zaśmiał się jeszcze w duchu, ale potem znowu pomyślał o Voldemorcie i cały dobry nastrój prysł jak bańka mydlana.

      Stawił się u Snape'a punktualnie po kolacji. Zapukał nerwowo w żelazne drzwi. Nie otrzymał żadnej odpowiedzi, więc tym razem włożył w tę czynność więcej siły.
- Wejść! - usłyszał w końcu zimny głos dochodzący z pomieszczenia, do którego próbował się dostać.
Ostrożnie otworzył drzwi i zajrzał do pokoju. Był mały, okrągły i bardzo ciemny. W wysokim, miękkim fotelu siedział odwrócony do niego plecami Severus Snape i wpatrywał się w ogień.
- Już myślałem, że nie przyjdziesz – powiedział zimnym tonem – Poczekaj na mnie przed zamkiem, muszę jeszcze coś zrobić...
Draco nie chciał dyskutować, jak w transie ruszył w dół schodów i wyszedł na podwórze, gdzie szalała burza, jakby chcąc odzwierciedlić to, co działo się w jego wnętrzu. Na swojego nauczyciela nie musiał czekać długo. Severus wyszedł po chwili, a na wietrze trzepotała jego czarna peleryna. Teraz jeszcze bardziej niż zawsze przypominał nietoperza. Ruszyli pospiesznie za bramę szkoły.
- Chwyć mnie za ramię, Draco, teleportujemy się.
Chłopak natychmiast spełnił polecenie i świat zaczął nieprzyjemnie wirować. Po chwili stali już przed siedzibą Czarnego Pana. Dwór Malfoy'ów kiedyś był jego ukochanym domem, ale teraz budził w nim nieopisany lęk. Kiedy weszli do środka, wszyscy Śmierciożercy witali ich skinieniem głowy, a ci mniej znaczący lekkim pokłonem. Ojciec Draco miał wysoką pozycję, cała jego rodzina się nią cieszyła, właśnie dlatego wszyscy kładli taki nacisk, aby i on poszedł w ich ślady. Wzdrygał się na samą tę myśl. Znany mu korytarz teraz wydawał się taki obcy i ciemny. W domu, w którym się urodził było teraz wiele osób, których bardzo nie chciałby widzieć. Weszli w końcu do wielkiego salonu, była tam teraz tylko jedna osoba, kobieta stała odwrócona do niego tyłem i wpatrywała się w okno. Draco odwrócił się i zobaczyła, że Snape zostawił ich samych.
- Matko... - wyszeptał.
Kobieta odwróciła się szybko na dźwięk jego głosu. Była niezaprzeczalnie piękna, nawet czas nie mógł tego zniszczyć. Blada cera, duże, niebieskie oczy i platynowe włosy opadające do połowy pleców. Tak bardzo cieszył się, że ją widzi. Natychmiast rzuciła mu się na szyję i przytuliła go, jakby już nigdy nie chciała go puścić. Objął ją w wąskiej talii i wtulił twarz w jej włosy. Pocałowała go w oba policzki, a w jej oczach zalśniły łzy.
- Co się stało, matko? - zapytał zaniepokojony.
- Robiłam co mogłam, przysięgam, ale Twój ojciec się uparł, wszyscy się uparli, nic nie mogłam... Musisz to uczynić, to jedyne wyjście z tej sytuacji. Tylko tak możesz jej pomóc, ukrócić jej cierpienia, nie ma innej opcji... Tak bardzo mi przykro... Starałam się, naprawdę – mówiła szybko, w jej głosie brzmiało zdenerwowanie.
W tym momencie zrozumiał już co dla niego przygotowano. Przeszył go dreszcz strachu, wiedział, że odbił się na jego twarzy, ale nie dbał o to, nie w tym momencie. On nie da rady tego zrobić, nie znowu...
- Nie, ja nie mogę... Nie umiem... Proszę, nie... To mnie niszczy – ostatnie zdanie po raz pierwszy powiedział na głos, ale od miesiąca krążyło już uparcie po jego głowie. Skarcił się w duchu za własną słabość.
Położyła rękę na jego policzku, a w jej oczach znów zalśniły łzy. Jego matka miała dobre serce, chociaż ukrywała to jak mogła, nauczyła się żyć z jego ojcem i zachowywać jak na jego żonę przystało. On był miłością jej życia, nie miała innego wyboru.
- Dasz radę, ja i Lucjusz wierzymy w ciebie. Musisz być dzielny, tylko tak możesz jej pomóc, po prostu ukróć jej cierpienia, – powtarzała, jakby sama próbowała w to uwierzyć – to wszystko niedługo się skończy, obiecuję, a wtedy będzie już normalnie, jak zawsze, tylko proszę, nie zapominaj kim jesteś, nie daj im się zmienić.
Przytuliła go jeszcze raz i w tym momencie drzwi otworzyły się agresywnie. Do pomieszczenia weszła ona, Bellatrix Lestrange. Czarne, zmierzwione włosy sięgały jej do talii. Patrzyła na nich spod ciężkich powiek i zasłony gęstych rzęs. Kiedyś z pewnością była piękną kobietą, ale te czasy bezpowrotnie minęły. Szaleństwo odcisnęło na jej twarzy swoje piętno.
- Chodź już, Draco, Cyziu, idziesz z nami? – zaszczebiotała.
Jego matka pokręciła przecząco głową. Otępiały Ślizgon ruszył bardzo wolno w stronę swojej ciotki. Schodzili w pośpiechu krętym korytarzem prowadzącym do lochów pod jego domem. Stanęli w końcu przed drzwiami do celi i blondyn wstrzymał oddech. Wyciągnął różdżkę. Kiedy wszedł do pomieszczenia, zalała je fala światła wydobywająca się z zewnątrz. Oczy dziewczyny siedzącej pod ścianą nie były do niego przyzwyczajone, więc przez jej twarz przebiegł grymas. Poznał ją, poznał ją od razu. Mimo zszarzałej skóry i ran wiedział dokładnie kim jest ta osoba. Miała rozciętą wargę, a pod jednym z zielonych oczu był siniak. Była to Penelopa Clearwater, narzeczona Percy'ego Weasleya. Serce przystanęło mu na chwilę. Poprzednio nie znał dziewczyny, którą pozbawił życia, nie zastanawiał się nad tym kim była, o czym marzyła i czy miała rodzinę, ale teraz... Tyle razy widział ją z szkole, czasem nawet drwił z jej mugolskiego pochodzenia. Ktoś na nią czekał, martwił się, a on musiał pozbawić tego kogoś nadziei, że osoba, którą kocha odnajdzie się cała i zdrowa. Nie potrafił z premedytacją pozbawić kogoś córki albo miłości życia. Był na to za słaby i przeklinał w myślach swoje uczucia. Powinien być bardziej jak jego ojciec, zimny i wyrachowany, byłby mu łatwiej. Niestety, za dużo był w nim cech jego matki, umiał ukrywać uczucia, ale nie umiał się ich pozbyć, niestety. Jeszcze raz spojrzał na dziewczynę i zebrał się na odwagę.
- Zostaw nas, skoro i tak mam ją zabić, to najpierw chciałbym się z nią zabawić, a nie lubię robić tego przy świadkach. – powiedział lodowato w stronę ciotki i kątem oka zobaczył, że Penelopa zadrżała.
- Jak chcesz, Draco – w jej głosie usłyszał nutkę dumy, położyła mu rękę na ramieniu w geście aprobaty i wyszła zatrzaskując za sobą drzwi, a po korytarzu poniósł się jej śmiech.
Młody Malfoy wyciągnął rękę w stronę dziewczyny, a kiedy ona jeszcze bardziej skuliła się w sobie, natychmiast ją cofnął. To nie był najlepszy ruch, po tym co powiedział przed chwilą. Tak bardzo nie chciał robić jej krzywdy.
- Nie bój się – starał się, żeby jego głos nie drżał i był łagodny.
- Zostaw mnie, proszę – wyjęczała.
- Spokojnie, nie zgwałcę cię. Wiesz, że nie wyjdziesz stąd żywa, prawda? - to pytanie na pewno nie podniosło jej na duchu, ale musiał je zadać, chociażby po to, żeby samemu poczuć się lepiej.
Po jej policzkach popłynęły łzy.
- Wiem.
- Zacznij krzyczeć, żeby nic nie podejrzewali. - Wydał krótkie polecenie - Wolisz szybką, bezbolesną śmierć, czy umieranie wskutek tortur? - to pytanie było retoryczne.
To co wydało się z jej gardła nie można było nazwać wrzaskiem, dźwięk był słaby, wyczerpała na niego chyba ostatki swojej siły.
- Jeżeli tylko taki mam wybór, to proszę zabij mnie – łkała.
- Nie mam wyjścia, on wymorduje całą moją rodzinę, jeśli tego nie robię, po prostu nie mam najmniejszego wyboru. Nie chcę robić ci krzywdy – nie rozumiał czemu jej to mówi, może po protu chciał żeby wiedziała, że nie jest potworem?
- Rozumiem – nie płakała już, próbowała chyba pokazać, że jest silna i odważna.
- Czy mam komuś coś przekazać? - to pytanie przyszło mu do głowy nagle, pomyślał, że dziewczyna poczuje się choć trochę lepiej.
Spojrzała na niego dużymi, zielonymi oczami i zobaczył w nich coś na kształt wdzięczności.
- Powiedz Percy'emu, że... Że... - załamał jej się głos i znowu załkała – Że był najlepszą rzeczą, jaka mnie spotkała i że był ostatnim o czym myślałam zanim... Zanim... - najwidoczniej słowo
umarłam nie mogło przejść jej przez gardło – Jesteś lepszym człowiekiem, niż myślałam.
Miał ochotę krzyknąć, że jest potworem, że brzydzi się sobą i nie może patrzeć w lustro.
- Powiem, obiecuję... - podniósł różdżkę, a dziewczyna zacisnęła powieki i odwróciła twarz w stronę ściany. Zebrał w sobie całą siłę.
Przecież jej pomagam, skracam jej cierpienia... Powtarzał sobie jak mantrę, próbował wmówić sobie, że śmierć to najlepsze co może ją teraz spotkać, jednak nadal nie mógł zdobyć się na odebranie jej życia.
- Zrób to w końcu, niech oboje mamy już to za sobą, proszę – jęknęła przez łzy.
Wycelował w nią różdżką i zamknął oczy.
- Avada Kedavra – starał się powstrzymać drżenie głosu, ale nie dał rady.
Przed wyjściem spojrzał jeszcze na jej ciało, blond włosy opadły jej na twarz, przynajmniej tym razem nie będą prześladować go martwe oczy jego ofiary.

      Od razu po powrocie do zamku ruszył do swojego pokoju, bez słowa usiadł przy małym biurku i wyjął kawałek pergaminu.
- Co robisz? - zapytał Zabini wylegujący się na łóżku.
- Nie twój zasrany interes – warknął tylko Draco.
Ręka trzęsła mu się ze zdenerwowania kiedy pisał anonimowy list do Percy'ego Weasleya. Oprócz słów, która kazała przekazać mu Penelopa, dopisał jeszcze, że umarła szybko i bezboleśnie. W pewnym sensie była to prawda, była torturowana, ale wcześniej, Draco nie zadał jej żadnego bólu. Bez słowa i w pośpiechu ruszył do sowiarni. Wybrał najbardziej niepozornego ptaka i przywiżał mu do nóżki list. Wykorzystał to, że w końcu został sam i wyładował swoją nienawiść uderzając pięścią w ścianę i krzycząc w przestrzeń. Sowy natychmiast poderwały się przestraszone. Całą siłą woli powstrzymał łzy napływające mu do oczu, nie mógł płakać, nie on... Wybiegł z pomieszczenia. Potrzebował pocieszenia, czegoś co zabije jego sumienie i wręcz odruchowo zaczął rozglądać się za jakąś dziewczyną. Kiedy minął jakąś grupkę uczennic i próbował wybrać potencjalną zdobycz, zrozumiał, że nie każdy ból można ukoić przyjemnościami cielesnymi, to czasem było po prostu zbyt mało. Potrzebował w ty momencie dziewczyny, ale w innym celu. Potrzebował rozmowy z kimś kto nie był wiecznie niepoważnym Blaise'm, Katy, której IQ wystarczało akurat na tyle, żeby bezbłędnie spisywać czyjeś prace domowe lub co gorsza jego gorylami. Chciał pomówić z kimś dobrym, delikatnym, kimś zupełnie innym niż osoby, którymi się otacza, niewinnym. W tym momencie do głowy przyszła mu pewna osoba.
Czy ja zwariowałem? To nie jest dobry pomysł...Mimo swoich myśli ruszył w miejsce, gdzie miał nadzieję ją zastać. Możesz się jeszcze cofnąć, nie bądź idiotą... Z bijącym sercem wpadł do biblioteki. Emocje Cię zaślepiają, cofnij się do swojego pokoju! Natychmiast! Była tam. Możesz się jeszcze wycofać... Siedziała odwrócona do niego placami, długie loki związała w kucyk. I tak nie będzie chciała z Tobą rozmawiać, kretynie... Znajdź sobie jakąś ładną dziewczynę i weź ją do łóżka, odejdź stąd natychmiast. Zdusił swoje natrętne myśli i postąpił jeszcze kilka kroków w stronę Gryfonki.
-
Witaj Granger – rzucił niby niedbale i usiadł na krześle naprzeciw niej.
Podniosła się znad książki i spojrzała na niego zaskoczonym wzrokiem...