wtorek, 29 lipca 2014

Rozdział V - Biblioteka, teoria i list.

Dzisiaj rozdział troszkę dłuższy. To już ostatnia taka chaotyczna i nudna notka, obiecuję! Wprowadziłam już wszystkie wątki, które chciałam i następnym razem przechodzę już do akcji. :) Nie spodziewajcie się mnie przed 17 sierpnia, ale na pewno wrócę z czymś o wiele ciekawszym, niż do tej pory!
_______________________________________________________________
Budzą mnie o Tobie sny.   

      Hermiona nie mogła spać tej nocy. Jej myśli błądziły po przepisach na eliksiry i stosie ksiąg, które zabrała ze sobą na ten wyjazd, a które spoczywały teraz w jej kufrze. Część z nich już przeczytała, ale jeszcze kilka zostało nieotwartych. Kierowana przeczuciem, że nie uda jej się już zasnąć, powoli wstała i na palcach podeszła do swoich rzeczy. Cichutko, aby nie obudzić Ginny, znalazła 101 eliksirów na każdą okazję oraz Bądź mistrzem zaklęć. Usiadła na parapecie i przy świetle różdżki zaczęła studiować książki. W większości przypadków okazało się to bez sensu, bo wiedziała na temat wyczytanych rzeczy wszystko co powinna. Jej stres trochę opadł, przecież zna to prawie na pamięć. Żałowała tylko, że nie wzięła więcej materiałów do nauki. Zaraz... Przecież mijałam dzisiaj bibliotekę... A gdyby tak... Jej wzrok padł na nierozpakowany podarunek. Zawahała się przez chwilę, ale wstała, rozerwała papier, założyła na siebie pelerynę-niewidkę i wyszła w pokoju. Przemierzała szybko ciemne korytarze i w pamięci odtwarzała drogę, jaką przebyła rano. Po kilku zakrętach w końcu trafiła do celu. Pomieszczenie nie było duże, ale regały z książkami stały bardzo blisko siebie. Przy ścianie naprzeciwko niej stał mały stół i kilka krzeseł. Za oknem szalała burza, co tylko nadawało wszystkiemu dość ponurego klimatu. Co chwilę niebo rozjaśniały błyskawice. Rozświetliła różdżką pomieszczenie i podeszła do półek. Minęła dosłownie chwila, zanim odnalazła kilka tytułów, które uznała za przydatne, wybrała interesującą ją lekturę i usiadła przy stoliku.

      Mijały godziny, a dziewczyna nadal próbowała powtarzać materiał, oczy same jej się zamykały i bolały od słabego światła, ale obiecywała sobie, że przeczyta chociaż jeszcze jedną stronę, jeden rozdział, przecież do konkursu zostało już tylko kilka godzin, nie mogła pozwolić sobie na słabość. Nawet nie zauważyła, kiedy głowa zaczęła opadać jej bezwładnie na książkę i po chwili smacznie już spała w tej niewygodnej pozycji.
- Granger, Granger obudź się, idiotko! - Usłyszała znajomy głos, ktoś zdecydowanie zbyt brutalnie potrząsnął ją za ramię.
Dziewczyna wyrwana nagle ze snu podskoczyła i gwałtownie uniosła głowę do góry. Uderzyła w coś mocno i usłyszała syk zaraz koło swojego ucha.
- Uważaj, szlamo, ratuję cię, a ty tak mi się odpłacasz!
Na dworze nadal panowała ciemność, a jej oczy zaczęły przyzwyczajać się do mroku. Dopiero teraz doszło do niej co się stało, przed nią stał Malfoy, a z jego nosa kapała krew.
- Czego chcesz? - zapytała gniewnie.
- Najpierw napraw mi nos, potem pogadamy – warknął.
Hermiona podniosła z podłogi różdżkę, która wypadła jej z reki podczas snu i po chwili blondyn wyglądał podobnie jak zawsze, tylko tym razem jego włosy były w nieładzie, a ubranie miał jak na niego dość niechlujne, z pewnością była po piżama.
- Mów teraz, co tu robisz – na wszelki wypadek nie schowała swojej różdżki.
- Niby jesteś taka inteligentna, a tak naprawdę jesteś kretynką, która zasypia w bibliotece, dałaby się przyłapać na nielegalnym włóczeniu się po zamku i tym samym została wydalona z konkursu. – Patrzył na nią z rozbawianiem - przez długą chwilę rozważałem zostawienie cię tutaj, byłoby bardzo wesoło, ale z drugiej strony, może cię to zdziwi, ale zależy mi na wygranej, nie chcę niepotrzebnych afer – świdrował ją szarymi oczami i miała wrażenie, że gdyby chciał, mógłby zobaczyć jej duszę.
- Dzięki – mruknęła niewyraźnie.
- Granger, po co ten chłód w twoim głosie? Czy temperatura na dworze już ci nie wystarcza? - zaśmiał się.
- Odpowiesz mi w końcu, co właściwie ty tutaj robisz? - spojrzała na niego niepewnie.
- Mówiłem, zależy mi na wygranej, nie tylko ty umiesz się wykradać z pokoju i nie tylko ty umiesz czytać książki. A teraz nie przeszkadzaj sobie, a mi tym bardziej.
- Nie przeszkadza ci siedzenie w jednym pomieszczeniu sam na sam ze szlamą? - zapytała z przekąsem.
- Przyzwyczaiłem się na szlabanach.
Malfoy usiadł na krzesełku naprzeciw niej, bez pozwolenia wziął jedną z książek leżących obok Hermiony i zaczął ją leniwie przeglądać. Gryfonka uznała, że to naprawdę osobliwy widok, ale powstrzymała się od komentarza na ten temat. Bolał ją zdrętwiały kark. Spojrzała na zegarek, spała godzinę, czas uciekał. Wróciła pospiesznie do wertowania księgi, przy której zasnęła. Z niechęcią musiała przyznać, że w pewien sposób była Ślizgonowi wdzięczna i cieszyła się, że ją tutaj znalazł, mogła przecież przez to stracić największą szansę, jaką do tej pory dostała. Aż do świtu nie odzywali się już do siebie ani słowem.

      Hermiona obudziła Ginny, podeszła w pośpiechu do szafy i wyjęła nową szatę. Jeszcze raz potrząsnęła swoją rudą przyjaciółką, żeby nie zaspała na konkurs.
- Wyglądasz okropnie, spałaś w ogóle? - zapytała nie do końca jeszcze rozbudzona.
- Ani trochę, wstawaj.
Ruszyła do łazienki, wzięła krótki, orzeźwiający prysznic. Otarła się ręcznikiem, ubrała i w pośpiechu wyszła, aby ustąpić pomieszczenie Ginny. Jej zdenerwowanie sięgało zenitu i przestępowała z nogi na nogę. Wreszcie drzwi otworzyły się i ruda istota stanęła obok Hermiony. Bez słowa ruszyły na śniadanie. Gryfonka nie była wstanie przełknąć niczego, ale w końcu zmusiła się do przeżucia połowy tosta z marmoladą. Patrzyła nerwowo po swoich przeciwnikach, szczególnie tych z Hogwartu, ale oni wydawali się być spokojni. Najwidoczniej ten konkurs nie wywierał na nich takiej presji, ale chorobliwa ambicja Hermiony nie pozwalała jej myśleć o niczym innym. Po wyjściu z jadalni stanęła razem z innymi uczestnikami i czekała. Po kilkunastu minutach znowu zaproszono ich do odpowiednika Wielkiej Sali, ale teraz stały tam pojedyncze ławki, każda opatrzona plakietką z nazwiskiem. W momencie kiedy usiadła, pojawiła się przed nią kartka i pióro, a mała klepsydra obok niej zaczęła odmierzać czas. W pośpiechu przeczytała kilka pierwszych zadań.
1. Wypisz podstawowe składniki eliksirów: Miłosnego, Felix Felicis i Wywaru Żywej Śmierci.
2. Wypisz wszystkie znane Ci efekty uboczne zażycia Eliksiru Odmładzającego i Wielosokowego.
3. Wyjaśnij, który składnik Eliksiru Słodkiego Snu jest odpowiedzialny za brak koszmarów.
4. Napisz składnik, który pojawia się we wszystkich wyżej wymienionych eliksirach.
5. Napisz przepis na dowolny eliksir.
Pytań w podobnym stylu było dwadzieścia pięć, a w ciągu godziny jaką Hermiona miała na napisanie wszystkich odpowiedzi, zdążyła ze wszystkim. Jeszcze raz w pamięci odtworzyła sposób uwarzenia gałek ocznych żuka i odłożyła kartkę na bok. Pergamin natychmiast zniknął, a piasek w klepsydrze zatrzymał się. Po chwili pojawiły się przed nią zadania z Zaklęć i czas znowu ruszył.
Ten test był zdecydowanie prostszy i Gryfonka skończyła sporo przed czasem. Kiedy tylko wszystko znikło z jej ławki, wyszła z sali jako pierwsza. Udała się do swojego pokoju, w kominku wesoło trzaskał już ogień. Dziewczyna wzięła jedną z książek lezących na jej łóżku, położyła się na podłodze, obok przyjemnego ciepła, które dawały płomienie i pogrążyła się w lekturze. Ginny wróciła po piętnastu minutach i zrezygnowana rzuciła się na łóżko.
- Zawaliłam wszystko – westchnęła – mam tylko nadzieję, że komuś poszło jeszcze gorzej.
Hermiona zachichotała, jej ruda przyjaciółka zawsze była pełna energii, którą zarażała i do wszystkich podchodziła z optymizmem i pozytywnym nastawieniem. Gdyby się uparła, to na pewno nawet w Malfoy'u znalazłaby jakieś zalety charakteru. Często powtarzała, że ludzie nie są z natury źli i każdy zasługuje na szansę, Hermiona miała trochę jej naiwności w stosunku do ludzi, ale jednak starała się podchodzić do nich z większym dystansem, bała się zostać zraniona lub ulokować uczucia czy zaufanie w nieodpowiedniej osobie. Bardzo starannie dobierała swoich przyjaciół, w przeciwieństwie do panny Weasley, która uważała, że warto mieć dobre relacje z każdym i nie ma osoby, którą mogłaby nienawidzić lub gardzić, była na to po prostu zbyt dobra.

      Wyniki pierwszego etapu zostały ogłoszone przy obiedzie. Ku niezmiernemu szczęściu Ginny, Hanna Abbott miała jeszcze mnie punktów od niej i rudej dziewczynie udało się przejść do kolejnej rundy. Z rozgrywki odpadł też Michael Corner, który nie wyglądał na przejętego tym faktem.
- Gratuluję wszystkim, którym udało się przejść do kolejnej rundy! Tym razem będzie trudniej, chociażby dlatego, że etap drugi rozpocznie się godzinę po zakończeniu obiadu! - Hermiona poczuła, że blednie – macie bardzo mało czasu na przypomnienie sobie materiału, a tym razem zmierzycie się z zielarstwem i historią magii!
Z każdym słowem wypowiedzianym przez dyrektora szkoły, w Gryfonce narastało przerażenie. Ma godzinę... Pisze test z historii magii i ma na przygotowanie się godzinę... Te myśli kołatały jej się w głowie przez całą drogę do jej pokoju. Wpadła do niego jak burza i w popłochu zaczęła grzebać w swoim kufrze. Pobieżnie przejrzała Historię magii w skrócie i Zielarstwo – moje hobby. Ginny weszła po kilku minutach i położyła się spokojnie na swoim łóżku. Rośliny były jej mocną stroną, a drugi przedmiot chyba po prostu sobie już odpuściła. Hermiona rzuciła w nią książką.
- Przepytaj mnie – powiedziała nerwowo.
- Miona, ty to wszystko przecież umiesz.
- Przy okazji sama coś powtórzysz. No proszę!
Nienawidziła robić czegokolwiek w stresie i pośpiechu, a minuty nieubłaganie leciały. Ze zdenerwowaniem odpowiadała na wszystkie pytania przyjaciółki dotyczące potężnych, średniowiecznych czarodziejów i ich dokonań. Na drugi etap konkursu zeszły punktualnie, Ginny oparła się o ścianę i w spokoju czekała, a panna Granger przestępowała z nogi na nogę.

       Draco Malfoy siedział w dużym pomieszczeniu, w którym podczas czasu wolnego spotykali się uczniowie. Rozmawiał ze swoim przyjacielem o konkursie. Oni oraz Granger i Weasley dostali się do etapów praktycznych, ich oficjalne rozpoczęcie miało odbyć się jutro po kolacji w jadalni. Nie mógł zaprzeczyć, był z siebie niezmiernie dumny, ale krył to w sobie, okazywanie jakichkolwiek uczuć było mu obce. Co chwilę spoglądał na czarnowłosą dziewczynę z Durmstrangu, która rozmawiała ze swoimi przyjaciółkami na kanapie po drugiej stronie pokoju. Wiedział tylko, że ma na imię Anastasiya i też dostała się do kolejnego etapu. Miała duże, czarne oczy i ostre rysy, ale w jej twarzy było coś niezmiernie interesującego. Bardziej zależało mu na jej ciele, niska, ale dobrze zbudowana, krągły biust i pośladki. Od jakiegoś czasu zastanawiał się kto będzie lepszą zdobyczą, ona, czy Camille, wysoko i smukła francuska, która brak zaokrągleń nadrabiała długimi nogami. Wreszcie zdecydował się na dziewczynę z Bułgarii, po dzisiejszym dniu należała mu się słodka nagroda.
- Przykro mi Zabini, mam robotę – rzucił i wstał.
Podszedł do dziewczyny szybko i pewnie. Jej towarzyszki umilkły, kiedy tylko się do nich zbliżył. Spojrzał prosto w oczy czarnowłosej Bułgarki.
- Chciałabyś może gdzieś porozmawiać? - uśmiechnął się najbardziej czarująco, jak tylko umiał.
Dziewczyna zarumieniła się nieznacznie.
- Chętnie – powiedziała melodyjnym głosem.
Podał jej rękę i poprowadził w kąt pokoju, do samotnie stojącej kanapy. W miarę czasu, jaki mijał im na rozmowie, dziewczyna otwierała się i stawała coraz bardziej śmiała. Draco czekał właśnie na ten moment. Przybliżył się do niej i pocałował ją, najpierw delikatnie, żeby zbadać grunt, ale potem coraz śmielej. Czuł już, że ją zdobył i może z nią wszystko.
- Chodźmy stąd, chciałbym cię poznać... Bliżej – wymruczał jej do ucha, a dziewczyna speszona spuściła wzrok – Tak bardzo mi się podobasz, ten wieczór może być jeszcze przyjemniejszy.
Uwielbiał manipulować dziewczynami, Anastasiya spojrzała na niego już śmielej i sama go pocałowała. Zaśmiał się w duchu, ta dziewczyna nie była żadnym wyzwaniem, a szkoda, chciałaby w końcu trochę się pomęczyć, adorować, starać się, lubił takie zabawy. Kiedy uznał, że dziewczyna jest już gotowa, wstał, objął ją w talii i poprowadził do swojego pokoju, puszczając jeszcze oczko Blaise'owi, w znaku, żeby na razie nie wracał do ich pokoju.

      Pierwsze co usłyszał po wejściu do swojego pokoju z Anastasiyą, to dźwięk uderzania dziobem o szybę. Za jego oknem stała wielka sowa i czekała, aż ktoś odbierze od niej przesyłkę.
- Możesz zacząć się rozbierać, wpuszczę tylko sowę – wymruczał prosto do jej ucha i pogładził po plecach.
Nie chcąc tracić czasu w pośpiechu otworzył okno i wpuścił ptaka. Do nóżki miała przywiązany list, delikatnie go wyciągnął i ujrzał na nim napis Draco Malfoy. Rozpoznał pismo swojego ojca, ale nie miał pojęcia, z jakiego powodu wysyłał do niego list. Z niepokojem zaczął czytać jego treść. Spojrzał na dziewczynę leżącą na jego łóżku.
- Musisz wyjść, natychmiast – rzucił chłodno w jej stronę.
- Ale...
- Nie rozumiesz co się do ciebie mówi? Wynoś się!
Anastasiya w pośpiechu zaczęła się zbierać, a chłopak jeszcze raz przeczytał treść listu.


Draco,
Czarny Pan kazał wysłać mi tę wiadomość. W nocy z soboty na niedzielę musisz udać się do siedziby naszego Lorda. Ma przygotowane dla Ciebie coś specjalnego, musisz wypełnić wszystkie jego polecenia. To bardzo ważne, pamiętaj, że od tego zależy życie Twoje i całej rodziny. Udacie się na miejsce razem, ty i Severus. Zgłoś się do niego w sobotę po południu, aby omówić szczegóły.
Twój ojciec, Lucjusz Malfoy.


Ślizgon z niechęcią czytał ten tekst któryś już raz z rzędu. Cały jego dobry humor zniknął od razu kiedy tylko zobaczył pierwsze zdanie. Sobota była już pojutrze, sowa przyleciała w sam raz. Nie wiedział tylko czego może chcieć od niego Czarny Pan, przecież nie miał od niego żadnej misji, nie był nawet jeszcze Śmierciożercą. Odruchowo spojrzał na swoje przedramię, prawie wyobrażał już sobie wypalony na nim znak.
Pamiętaj, że od tego zależy życie Twoje i całej rodziny... To zdanie huczało mu w uszach, odkąd przeczytał je po raz pierwszy.

      Hermiona siedziała z Ginny na ceremonii rozpoczęcia praktycznej części konkursu. Słuchała w skupieni przemowy dyrektora, przed którym stał złoty, rzeźbiony kociołek, z pewnością nie nadawał się do warzenia eliksirów.
- Gratuluję wszystkim, którzy przeszli do tego etapu! Teraz rozpocznie się losowanie partnerów, z którymi będziecie związani aż do końca konkursu. Pójdziecie też razem na bal oraz, jeżeli dopisze wam szczęście, wygracie! Pary będą damsko-męskie, w obrębie szkół, do których uczęszczacie, losować będzie uczennica, która uzyskała lepsze wyniki z wiedzy teoretycznej! Od niedzieli zaczynamy już właściwą, praktyczną część konkursu. Zapraszam do siebie pannę Brittę Einarsson z Halmstad, pannę Anastasiyę Dimitrow z Durmstrangu, pannę Amelie Bonnet z Beauxbatons i pannę Hermionę Granger z Hogwartu!
Gryfonka czuła jak uginają się pod nią nogi, kiedy podchodziła do kociołka, z którego miała wyjąć imię swojego partnera. Losowanie przebiegało w porządku alfabetycznym, Hogwart był na końcu i Hermiona czuła narastający strach przy każdym nazwisku, które wyciągnęła któraś z innych uczennic.
Tylko nie Malfoy, błagam, nie Malfoy...Z bijącym sercem włożyła rękę do kociołka...


środa, 23 lipca 2014

Rozdział IV - Szwecja.

Rozdział dodaję tak szybko, ponieważ niedługo wyjeżdżam, a teraz mam mało czasu wolnego, może uda mi się wstawić jeszcze jeden rozdział przed dwutygodniową przerwą. Dziękuję za wszystkie miłe komentarze pod ostatnią notką, jesteście kochani!
_________________________________________________________________
Wyborów dokonuje się w kilka sekund, a ich skutków doświadcza się przez resztę życia.

      Gryfonka jeszcze raz przejrzała zawartość swojego kufra. Sprawdziła czy na pewno spakowała wszystkie najcieplejsze swetry, czapkę, szalik i rękawiczki. Jej sukienka na bal, który miał się odbyć pod koniec konkursu, też leżała bezpieczna na dnie. Odkąd zapełniła kufer, przeszukiwała jego zawartość, w celu sprawdzenia czy niczego nie zapomniała, już trzy razy. Lubiła mieć pewność, że wszystko jest pod jej kontrolą, a do tego była zdenerwowana wyjazdem i musiała zająć czymś myśli i ręce. Prawie podskoczyła, kiedy przypomniała sobie, że nie włożyła ostatniej, leżącej na jej łóżku, pary ciepłych, wełnianych skarpetek. Nagle do jej dormitorium jak burza wpadła Ginny Weasley.
- Spakowałaś się już? Ja chyba tak, ale nie wiem, czy czegoś nie zapomniałam! Ach... Denerwuję się, mogę zobaczyć co zabrałaś? Może mi się przypomni czego nie wzięłam ja... - mówiła jak najęta.
- Jasne, nie krępuj się.
Ruda dziewczyna zaczęła przeglądać zawartość kufra swojej przyjaciółki.
- Same spodnie i swetry? A coś ładnego? Na wypadek ewentualnej randki? - zapytała i uśmiechnęła się do Hermiony łobuzersko.
- Ginny, proszę przestań, widziałaś z kim jedziemy? Z kim niby miałabym iść na tę randkę? - spojrzała na przyjaciółkę z powątpiewaniem.
- Justin cały czas na ciebie patrzy - rudowłosa puściła jej oczko. - Naprawdę nie chcesz spakować czegoś bardziej wyszukanego niż sweter?
Hermiona nie wytrzymała i zachichotała. Ginny bez pytanie podeszła do jej szafy i zaczęła przetrząsać jej zawartość. Po dłuższej chwili wyciągnęła z niej krótką, rozkloszowaną, wełnianą spódniczkę w czerwoną szkocką kratę i położyła na spakowanym kufrze. Popatrzyła na Hermionę nieznoszącym odmowy, zaborczym wzrokiem. Zrezygnowana brązowowłosa dziewczyna wyciągnęła jeszcze z szafy grube, czarne rajstopy i czarny top.
- Od razu lepiej – uśmiechnęła się ruda – Wyjazd zapowiada się świetnie! W sumie to jedziemy w miłym towarzystwie, tylko ten Slytherin...
- Czego innego można było się spodziewać? Od razu było wiadomo, że Malfoy i Zabini pojadą. Są równi i równiejsi.
Ginny skrzywiła się z niesmakiem i wyszła, zostawiając Hermionę samą ze swoimi myślami. Cieszyła się na ten wyjazd, ale trochę bała się, że obecność Ślizgonów go popsuje, szczególnie jednego z nich... Był zły do szpiku kości. Nie miała ochoty przez cały konkurs wysłuchiwać jego wyzwisk i kpin, rozpraszających jej uwagę. Będzie musiała być bardzo skupiona. Westchnęła ciężko, najwidoczniej nie miała najmniejszego wyboru. Zdecydowała, że pod żadnym pozorem nie pozwoli mu zepsuć tego wyjazdu, jest zbyt ważny, jeśli zdobędzie wysokie miejsce w rankingu, będzie to zapisane w jej podaniu o pracę na każdym magicznym stanowisku oraz zapewni 100% na każdym egzaminie w tym roku.

      Miała jeszcze piętnaście minut do zejścia na dziedziniec. Rozglądała się nerwowo po pokoju w obawie, że zapomniała czegoś ważnego. Kiedy upewniła się, że wszystko leży już bezpiecznie w jej kufrze, zaczęła uparcie wpatrywać się w zegarek, jakby od tego czas miał zacząć płynąć szybciej.
Osiem minut.... Pięć minut... Trzy minuty... Minuta... Dziewczyna zerwała się z miejsca, zabrała podręczną torbę z najpotrzebniejszymi rzeczami i wyszła. W pokoju wspólnym czekali na nią Harry i Ron. Byli trochę zaspani, musieli wstać wcześniej niż zwykle, aby móc pożegnać swoją przyjaciółkę. Uśmiechnęła się promiennie i przytuliła ich najmocniej jak potrafiła.
- Uważaj na siebie i nie pakuj się w żadne kłopoty, chociaż przez ten miesiąc – powiedziała do Harrego i pocałowała go w policzek na pożegnanie.
- A ty jakoś będziesz musiał sobie radzić z pracami domowymi sam – pocałowała też Rona, a uszy przyjaciela zrobiły się czerwone jak jego piżama.
Czarnowłosy chłopak odchrząknął.
- Pomyśleliśmy, że może ci się to przydać podczas konkursu, to peleryna-niewidka – wyciągnął w jej stronę rękę, w której trzymał mały pakunek.
- Nie będę oszukiwać! - odpowiedziała stanowczym tonem i jeszcze raz ich przytuliła.
- To może ci pomóc, po prostu ją weź, nie musisz przecież używać jej podczas konkursu.
Niechętnie przyjęła podarunek. Wiedziała, że będzie bardzo tęsknić, ale nie chciała teraz o tym myśleć. Wyszła szybko z pokoju i zbiegła po schodach w obawie, że będą na nią czekać. Przed szkołą zebrali się już wszyscy, oprócz wiecznie spóźniającej się Ginny. Chwilę to trwało zanim otworzyły się drzwi i wyszła ruda, zdyszana dziewczyna. Najwidoczniej biegła przez cały zamek. Była potargana, a oczy miała opuchnięte i podkrążone, musiała wstać dosłownie przed chwilą.
- Przepraszam, zaspałam – wydyszała.
- Już miałem nadzieję, że odjedziemy bez ciebie... To jednak nie jest mój szczęśliwy dzień - Draco Malfoy patrzył drwiąco w jej stronę, a dziewczyna zarumieniła się tylko zawstydzona swoim spóźnieniem i podeszła do przyjaciółki.
- W końcu wszyscy są – zimne oczy Snape'a lustrowały zebranych uczniów.
Na ich nieszczęście okazało się, że to właśnie on będzie ich opiekunem. Przyczyną tego była przyjaźń łącząca go z dyrektorem szkoły do której już za chwilę mieli się udać. Ku uciesze wszystkich uczniów, którzy zostali w zamku, przez te dwa tygodnie został przyjęty ktoś na zastępstwo, aby lekcje Eliksirów odbywały się bez zmian. Hermiona prawie im zazdrościła.
- Podróżujemy przy pomocy świstoklika – Snape wskazał na lampkę nocną leżącą u jego stóp. – Ustawcie się wokół niego i czekajcie na mój sygnał, tylko spokojnie i w ciszy. Wasze kufry są właśnie przetransportowywane na miejsce docelowe i powinny już na nas czekać. Wszyscy już gotowi? Wyśmienicie, dotknijcie świstoklika za trzy... dwa... jeden... teraz!
Hermiona wyciągnęła rękę i poczuła zimną, metalową nóżkę lampki. Świat zawirował, zrobiło jej się niedobrze. Chwilę później wszyscy leżeli na ziemi w dziwnych pozycjach. Ginny na przykład została przygnieciona przez Justina Finch-Fletchleya, a brązowowłosa Gryfonka czuła, że częściowo na kimś leży, usłyszała pod sobą głos Michaela Cornera.
- Hermiono, nie chciałbym być nieuprzejmy, ale wbijasz mi łokieć w żebra...
- Przepraszam – jęknęła i niezgrabnie próbowała się podnieść.
Draco Malfoy wylądował dość sprawnie na tle innych uczniów. Stał teraz i patrzyła na całą scenę wywracając oczami.
- Żałosne – mruknął.
Snape, który po podróż zakończył miękko na własnych nogach, patrzył na zbierających się z ziemi uczniów z mieszaniną irytacji i drwiny.
- Skoro wszyscy już się pozbierali, to za mną! - warknął.
Hermiona dopiero teraz spostrzegła, że znajdują się w odległości około kilometra od wielkiego, pięknego zamku z dużą ilością wież. Kiedy weszli na wzgórze, zobaczyła go w całej okazałości. Był trochę mniejszy od Hogwartu, ale wokół niego znajdowało się wiele otwartej przestrzeni. Z tego co wyczytała o tej szkole Hermiona, dowiedziała się, że są już za północnym kołem podbiegunowym, w jednym w najdalszych części kraju. Im bliżej zamku byli, tym piękniejszy się wydawał. W końcu weszli do środka.
- Severusie! - usłyszeli przyjazny głos – Witam cię w moim kraju!
Zbliżył się do nich mężczyzna, który trochę przypominał niedźwiedzia. Miał rozczochraną, gęstą, siwą brodę i długie włosy. Ubrany był w białe futro, spod którego wystawała szata czarodzieja. Mówił z wyraźnym akcentem, ale Hermiona nie miała problemu ze zrozumieniem go.
- Brage, dziękujemy za zaproszenie – głos Snape'a nie miał w sobie typowego dla niego lodu, ale nadal był opanowany.
- Var pokaże wam wasze pokoje, na pewno chcecie się już dowiedzieć, gdzie będziecie mieszkać! - uśmiechnął się ciepło.
Kobieta o której mówił, okazała się przysadzistą czarownicą o krótkich blond włosach i łagodnym spojrzeniu. Cała grupa ruszyła z nią podekscytowana. Schody w szkole były potężne, marmurowe, rzeźbione w piękne wzory. Cały zamek był masywny i sprawiał wrażenie jakby nic nie mogło go zburzyć. Pokonując niezliczoną liczbę schodów wreszcie dotarli do jednej z wież i ich oczom ukazał się rząd drzwi, które najprawdopodobniej prowadziły do ich pokoi.
- Malfoy i Zabini, zajmujecie pierwszy pokój po lewej, Finch-Fletchley i Corner pokój obok. Granger, Weasley, wasz pokój to ten pierwszy po mojej prawej. I na koniec Patil i Abbott zajmują ostatni wolny pokój. Wasze kufry już tam na was czekają, macie na razie czas wolny – powiedział Snape głosem zimnym, przywodzącym na myśl temperaturę panującą poza zamkiem i odszedł.
Gryfonki podekscytowane weszły do swojego pokoju. Nie był bardzo duży, ale za to niezwykle przytulny. Ginny zapiszczała widząc go, Hermionie serce też zabiło mocniej. W jednej ze ścian był mały kominek, a przed nim leżała owcza skóra, na której można było leżeć i wygrzewać się przy ciepłych płomieniach. Przy ścianie równoległej do tej z kominkiem stały dwa jednoosobowe łóżka. Zasłane i przykryte ciepłymi i wyjątkowo miękkimi w dotyku kocami. Koło każdego posłania stała ładnie rzeźbiona, drewniana szafeczka. W pokoju była też jedna, duża szafa na ubrania i półka z kilkoma książkami. Pod dużym oknem, wychodzącym na błonia, stało małe biurko. W pokoju znajdowały się też drzwi do skromnej toalety, oprócz podstawowego wyposażenia było tam też lustro sięgające praktycznie od podłogi do sufitu. Pokój był po prostu piękny, żadne inne określenie nie przychodziło w tym momencie Hermionie do głowy. Ginny natychmiast rzuciła się na miękkie łóżko i przeciągnęła leniwie. Nagle drzwi się otworzyły i do ich pokoju jak burza wpadła Padma Patil.
- Widzę, że wasz pokój też taki jest – jej głos zdradzał ekscytację – Snape kazał wszystkim przekazać, że macie się wypakować i za trzy godziny zejść do jadalni! Wiecie, że Ślizgoni mają pokój z tarasem? - zapytała jeszcze i wyszła.
- No tak, specjalne względy – ruda dziewczyna uśmiechnęła się krzywo.

      Draco leżał rozciągnięty na swoim łóżku. Przymknął powieki i rozkoszował się błogą ciszą. Zabini jak zwykle gdzieś polazł.
Niech idzie do diabła... - pomyślał blondyn. Cieszył się z tej możliwości spędzenia czasu samotnie, w spokoju. Wypakował się i teraz próbował zasnąć choć na chwilę, żeby zrekompensować sobie pobudkę o tak wczesnej porze. To było teraz jedyne czego potrzebował, ciepłe łóżko. Chociaż nie pogardziłby, gdyby leżał w nim z jakąś dziewczyną. Drzwi do pokoju otworzyły się gwałtownie uderzając o ścianę i zamknęły z hukiem. Blondyn nie otworzył oczu, ale nie musiał, znał tylko jedną osobę, która w tak brutalny sposób obchodziła się z nimi obchodziła.
- Cholera jasna, czy ty otwierasz te drzwi kopniakiem? Naucz się w końcu funkcjonować w ciszy, Zabini! - warknął.
- Po co? Mi to nie przeszkadza, ani trochę, a ty się lepiej rusz, musimy zejść na to oficjalne rozpoczęcie konkursu. Poznamy innych zawodników i inne takie.
Draco nie odpowiedział. To było tyle w temacie snu, niechętnie zwlókł się z łóżka, założył szatę i leniwie ruszył w stronę drzwi.

      Dziewczyny weszły w pośpiechu do jadalni. Tutaj były tylko trzy wielkie stoły i wyglądało na to, że każdy siadał wedle upodobania, a nie ścisłej przynależności, do któregoś z domów, których nawiasem mówiąc też tutaj nie było. Snape poprowadził ich przez całą salę, wskazał na czwartą, mniejszą ławę, po części zapełniony, a sam wszedł na podwyższenie i usiadł z resztą grona pedagogicznego. Hermiona wcisnęła się między Ginny, a jakąś bladą dziewczynę. Po chwili dyrektor, którego spotkali zaraz po przyjeździe, wstał, a cała sala natychmiast ucichła.
- Chciałbym bardzo serdecznie powitać naszych gości z Hogwartu, Durmstrangu i Beauxbatons, – wskazał w ich stronę – za dwa dni zaczyna się Konkurs Umiejętności Magicznych. W pierwszej fazie nasi uczestnicy zmierzą się z częścią pisemną, po której zostanie ich już tylko szesnaścioro! Oceniani będą w kategoriach swojej szkoły i płci, oznacza to, że z każdego kraju do kolejnego etapu przejdą po dwie uczennice i dwóch uczniów. Teoria składa się z dwóch etapów. Pierwszy z nich to kolejno Eliksiry i Zaklęcia, po ich napisaniu pożegnamy się z dwoma uczestnikami z każdej ze szkół. Bal organizowany z okazji konkursu odbędzie się tuż przed finałem. Z mojej strony to wszystko!
Na półmiskach przed nimi pojawiła się masa jedzenia, Hermiona nałożyła sobie na talerz trochę kurczaka i rozejrzała się po innych osobach siedzących przy jej stole. Wyraźnie rozpoznawała Szwedki, wszystkie miały blond, prawie białe włosy i jasne oczy. Były też bliźniaczki mówiące z francuskim akcentem, które na pewno miały w sobie coś z wili. Dwóch czarnowłosych chłopaków rozmawiało po Bułgarsku. Hermiona w głowie już układała sobie plan dotyczący tego, jaki materiał będzie musiała przypomnieć sobie do rozpoczęcie rywalizacji. Było go zdecydowanie zbyt dużo.

piątek, 18 lipca 2014

Rozdział III - Trochę szczęścia.

Rozdział jest.. Hmmm... Co najwyżej średni, ale wprowadza trochę wątków. Obiecuję poprawę :)
Zostaw po sobie komentarz, będzie mi miło!
_______________________________________________________

Nigdy nie pozbawiaj kogoś nadziei, może to wszystko, co mu zostało.

      Siedział zirytowany w Pokoju Wspólnym, nadal czuł się niespokojny po poprzednim szlabanie. Jak mógł dać się tak sprowokować? Przecież prawie się przy niej rozpłakał! Dlaczego jest taki słaby? Jest Malfoy'em, nie powinien mieć żadnych uczuć. Niedługo zostanie też Śmierciożercą. Spojrzał na swoje przedramię, jeszcze czyste, bez wypalonego Mrocznego Znaku. Głupia szlama... Rozejrzał się po ciemnym pomieszczeniu i zobaczył jak drzwi do dormitorium Blaise'a otwierają się gwałtownie. Czarnoskóry chłopak wyszedł szybko ze swojego pokoju, praktycznie wyrzucając z niego niską brunetkę. Próbowała go jeszcze pocałować na pożegnanie, ale odsunął się, dając do zrozumienia, że jej rola w jego życiu właśnie dobiegła końca. Uśmiechnął się szeroko do wysokiego blondyna i rozłożył na kanapie obok niego.
- Co ta za dziewczyna? - Draco rzucił za nią jeszcze szybkie spojrzenie.
- Nikt ważny, nawet dobra zbytnio nie była.
Ślizgon wydał z siebie parsknięcie podobne do śmiechu.
- Powiedz mi Smoku, jak ty to robisz... Zawsze wszystkie najlepsze kąski trafiają się tobie - Zabini patrzył znacząco na Katy, która puściła do niego oczko.
- Widzisz, sęk w tym, że mogę mieć każdą, ta, która nie poleci na wygląd, poleci na kasę i nazwisko – przechwalał się blondyn.
Blaise zaśmiał się donośnie, a Draco spojrzał na stojący w kącie zegar. Z niechęcią stwierdził, że za dwie godziny będzie musiał iść na szlaban z Granger. Nie pamiętał, żeby ktoś kiedykolwiek irytował go bardziej. Obiecał sobie, że tym razem nie da się wyprowadzić z równowagi. Będzie zimny i bezuczuciowy jak zawsze.
- Przykro mi, Zabini, ale muszę sobie jakoś osłodzić ten fakt, że tyle czasu spędzę z Granger – wstał i ruszył w stronę blondynki.
Katy nie potrzebowała wiele znaków, aby natychmiast zrozumieć, o co chodzi Draconowi, zerwała się w miejsca i pocałowała go w usta. Ta dziewczyna była głupia, ale miała wszystko, czego Malfoy szukał w swoich zdobyczach, akurat mózg nie był mu do niczego potrzebny. Objął ją w talii i poprowadził w stronę swojego dormitorium odwracając się jeszcze przez ramię i puszczając swojemu przyjacielowi krótki, znaczący uśmiech. Kiedy tylko zamknęły się za nimi drzwi, nie chciał tracić już więcej czasu. Rzucił Katy na ścianę i zaczął zachłannie całować. Po chwili ściągnął z niej bluzkę, a dziewczyna zacisnęła paznokcie na jego plecach i jęknęła prosto do jego ucha, kiedy zacisnął dłonie na jej pośladkach. Podniósł ją i pozwolił, żeby oplotła jego biodra swoimi długimi nogami, a potem zaniósł w stronę łóżka...

- Cholera! - Draco Malfoy wybiegł szybko ze swojego dormitorium, w pośpiechu zapinając koszulę i zawiązując krawat.
Do szlabanu została mu dosłownie chwila, a przy Katy zupełnie stracił poczucie czasu. Klnąc pod nosem ruszył szybko w stronę wyjścia, praktycznie wpadł na jakiegoś pierwszoklasistę, ale odepchnął go zdecydowanym ruchem. Chłopiec krzyknął cicho, ale nie miał odwagi, żeby w jakikolwiek sposób zaprotestować lub spróbować się bronić. Blondyn prawie biegł, żeby zdążyć na szlaban, nie chciał kolejnych kilku wieczorów spędzać w gabinecie u McGonagall dlatego, że się spóźnił. Wszedł do klasy najszybciej jak umiał i prawie wpadł na stojącą zaraz przy drzwiach Granger, zachwiał się i złapał ją w bezwarunkowym odruchu za ramię, żeby na nowo odzyskać równowagę. Natychmiast, kiedy stanął pewnie na nogach, puścił Gryfonkę i udał, że z obrzydzeniem wyciera ręce o szatę. Nauczycielka siedziała przy swoim biurku i patrzyła na niego surowo.
- W końcu pan jest, panie Malfoy, już myślałam, że przyda się panu jeszcze kilka takich wieczorów, żeby pamiętał pan o obowiązkach, – odezwała się się wyniosłym głosem. – Zasady są takie, jak poprzednio, macie do przepisania księgi, ja przyjdę skontrolować waszą pracę równo o północy.
Wstała i wyszła. Draco z westchnieniem usiadł na swoim miejscu, ale cały czas czuł na sobie wzrok Gryfonki. Zirytowany spojrzał prosto w jej oczy i uniósł jedną brew.
- Chcesz czegoś, Granger?
- Nie, nie – mruknęła szybko i zajęła się pracą.
Po dwóch godzinach przepisywania Malfoy miał dość, bolała go już dłoń i miał ochotę iść spać. Granger nie narzekała, w sumie to nie odzywała się wcale. Ślizgon gdzieś w głębi czuł, że po ostatniej sytuacji, dziewczyna patrzy na niego jakoś inaczej. Łagodniej, jakby mu współczuła, a przecież nie wiedziała o nim nic, jak mogła odczuwać coś takiego na podstawie kilku wypowiedzianych za dużo słów? Przeklął w myślach, nienawidził współczucia, a to dotyczące jego osoby było wprost niedopuszczalne. Nie wytrzymał w końcu tej przytłaczającej ciszy.
- Słuchaj, Granger, wczoraj... Miałem zły dzień, to wszystko co powiedziałem... Poniosło mnie. Jestem dumny z tego, że moja krew jest czysta i pochodzę z rodu Malfoy'ów. Rozumiemy się? - wysyczał.
- Jasne – nawet nie podniosła wzroku znad księgi.
- Spójrz na mnie, kiedy do ciebie mówię! - warknął.
- Wiesz co? - zaczęła zirytowana. – Współczuję ci, twoje życie jest puste, nie masz przyjaciół, wszyscy cię nienawidzą, a na dodatek nie kocha cię nawet twoja rodzina – nadal na niego nie patrzyła.
Uderzyła w samo sedno, jego rodzina... Nigdy nie mógł spełnić wymagań swojego ojca, a wszystko czego potrzebował od małego, to tylko odrobina akceptacji, zrozumienia i miłości. Chciał być sobą, miał dosyć twardych zasad panujących w jego domu. Najbardziej bolało go, że aprobatę w oczach ojca uzyskał dopiero wtedy, kiedy stał się mordercą, zrobił coś, co zostawiło trwały ślad na jego psychice i zaczęło go wyniszczać od środka. Cały aż wrzał, złapał dziewczynę mocno za podbródek i odwrócił brutalnie w swoją stronę.
- Patrz na mnie, kiedy do mnie mówisz – wysyczał.
- Puść, to boli – warknęła, a w jej oczach zobaczył coś na kształt strachu pomieszanego z zaskoczeniem.
Natychmiast spełnił jej żądanie i wrócił do przepisywania księgi. Nie wiedział co w niego wstąpiło, chciał wyładować całą swoją frustrację, a ona była najbliżej.
- Powiedz mi, Granger, dlaczego ty już kończysz, a ja jestem w połowie? Mogłabyś poczekać... Co ja będę robił tutaj sam? - próbował rozładować jakoś napiętą sytuację i uśmiechnął się do niej łobuzersko.
- Ja przepisuję, zamiast ciągle gadać. Jakbyś w końcu zabrał się do pracy i przychodził punktualnie, też miałbyś tyle co ja.
Zrezygnował z dalszego zagadywania jej.

     Kiedy wybiła północ, oboje w szybkim tempie opuścili klasę. Hermiona wyszła już zupełnie wolna, ale Draco nie skończył jeszcze zadania wyznaczonego na szlabanie, więc musiał wrócić ponownie w poniedziałek. Nie odzywali się do siebie ani słowem i również w milczeniu rozstali się na schodach. Hermiona z ulgą uwolniła się w końcu od Malfoy'a i zmęczona ruszyła do wieży Gryffindoru. Była trochę zdenerwowana brutalnością Ślizgona i dzisiejszym dniem. Wypowiedziała w pośpiechu hasło i weszła do pokoju wspólnego. Siedziały tam już tylko trzy osoby, czekający na nią Harry i Ron oraz jakiś trzecioklasista piszący pracę domową. Rozsiadła się koło swojego rudego przyjaciela i przeciągnęła jak kot. Chłopcy rozmawiali o quidditchu, a brązowooka dziewczyna przysypiała już na kanapie. Nie miała siły wstawać i iść do swojego dormitorium, kiedy prawie była już w objęciach Morfeusza, ktoś potrząsnął ją delikatnie za ramię.
- Hermiono, nie wolno mi wchodzić do dziewczęcego dormitorium, gdyby nie to, zaniósł bym cię tam – Ron pochylał się nad nią i próbował dobudzić.
Dziewczyna niemrawo coś powiedziała, po czym wstała i praktycznie nieprzytomna ruszyła do swojego pokoju.

      Wreszcie piątek, Hermionę obudziły promienie wschodzącego słońca padające jej na twarz. Światło oślepiło ją natychmiast, kiedy otworzyła oczy. Według jej mugolskiego zegarka miała jeszcze dwie godziny do śniadania, przekonana, że już nie zaśnie, niechętnie wstała, zabrała z szafy szatę i ruszyła do łazienki. Nalała wody do wanny i wzięła długą, gorącą kąpiel. Rozczesała splątane, mokre włosy, wysuszyła je zaklęciem, związała w kok i ubrała się. Kiedy wróciła do dormitorium, miała jeszcze ponad pół godziny, przejrzała więc swoje prace domowe na ten dzień i ruszyła powoli na śniadanie. W Wielkiej Sali była prawie sama, a przy stole Gryfonów jak na razie siedziało tylko trzech pierwszoklasistów. Wzięła sobie tosta z dżemem truskawkowym i zaczęła go mechanicznie rzuć. Po chwili wszedł na śniadanie też Malfoy z uwieszoną mu na ramieniu Katy oraz jego goryle, a zaraz za nimi Harry. Czarnowłosy chłopak usiadł koło swojej przyjaciółki i natychmiast nałożył sobie na talerz jajecznicę z warzywami.
- Co tu robisz tak wcześnie? - zapytała Hermiona.
- Nie mogłem spać, to była ciężka noc – ściszył głos. – Dostałem list od Lupina, ostatnio porwano wiele osób, sami absolwenci Hogwartu, jedynie mugolaki.
Gryfonka wstrzymała oddech. Osoby które znała, z którymi chodziła do jednej szkoły, mieszkała i pewnie nieraz rozmawiała, teraz nie żyły lub gniły w niewoli u Voldemorta. Dziewczyna nie była pewna, którzy z tych dwóch grup mieli gorzej. Ci, dla których nie było już nadziei, leżeli gdzieś martwi, czy ci, którzy byli teraz torturowani i umierali z bólu, ale część z nich miała szansę na przeżycie. Sala szybko się zapełniała, więc nie mieli już szansy na spokojną rozmowę.
Kiedy większość uczniów jadła już śniadanie, stało się coś, co zaskoczyło wszystkich. Profesor Dumbledore podszedł do swojej mównicy i odchrząknął znacząco. Wrzawa natychmiast ucichła.
- Z pewnością nie ma nas tutaj wszystkich, ale widzę tych, którzy powinni usłyszeć tę informację – uśmiechnął się ciepło.
Wszystkie osoby zgromadzone w Wielkiej Sali popatrzyły po sobie zaskoczone.
- W tym roku w Szkole Magii i Czarodziejstwa Halmstad znajdującej się w Szwecji, obędzie się konkurs magiczny. Weźmie w nim udział ośmioro uczniów z tej szkoły, Durmstrangu, Beauxbatons i Hogwartu, po cztery osoby z każdej płci. Nagrodą za zajęcie znaczących miejsc, będzie zwolnienie w pisania końcowych egzaminów – po sali przeszedł pomruk.
Teraz już wszyscy w najwyższym skupieniu wpatrywali się w dyrektora.
- Całość będzie trwała przez dwa tygodnie, a wyruszacie za cztery dni. Po analizie waszych wyników w nauce i rozmowie z opiekunami domów, mam właśnie listę zakwalifikowanych. Na początek może Ravenclaw! Panna Padma Patil i pan Michael Corner! - po sali rozniosły się wiwaty. - Hufflepuff, panna Hanna Abbott i pan Justin Finch-Fletchley! Czas na Slytherin, profesor Snape pomógł mi w wyborze i uznał, że najlepiej nadadzą się pan Draco Malfoy i pan Blaise Zabini.
Ty razem wiwaty rozległy się tylko przy stole Ślizgonów.
- Pomógł w wyborze... - prychnął Ron.
- I na koniec profesor McGonagall zasugerowała, pannę Ginewrę Weasley i pannę Hermionę Granger!
Gryfonka poczuła jak wypełnia ją przyjemne ciepło, jedzie ze swoją przyjaciółką na dwa tygodnie do Szwecji. Została wybrana spośród tylu uczniów uczęszczających do szkoły! Rozpierała ją duma i samozadowolenie. Spojrzała na Ginny, a ta uśmiechała się do niej promiennie.
- Gratuluję wszystkim wyczytanym! - ciągną swoją przemowę dyrektor – Spakujcie ze sobą wiele ciepłych ubrań, jak już powiedziałem, wyruszacie za cztery dni. Dziękuję, z mojej strony to wszystko, możecie udać się teraz na lekcje!
W Wielkiej Sali zrobiła się wrzawa, wszyscy prawie jednocześnie wstali i ruszyli do wyjścia. Hermiona dotarła do schodów uśmiechając się do siebie dyskretnie i ruszyła szybko na Eliksiry.
- Gratuluję – usłyszała za sobą głos Harrego.
Uśmiechał się do niej wyraźnie uradowany. Ron zaraz do nich podszedł i przytulił Hermionę w geście dumy, że jego przyjaciółka została tak wyróżniona.