niedziela, 7 września 2014

Rozdział XI - Przebudzenie.

Znów zmieniłam szablon, ale tym razem wykonałam go sama. Nie wiem czemu notka jest tak szybko, ale jakoś dzisiejszy dzień wydawał mi się odpowiedni.
~Mary
_______________________________________________

Najlepszą metodą, by nie dać złamać sobie serca, jest udawanie, że go nie masz.

      Draco Malfoy siedział przed wejściem do sekcji szpitalnej w szwedzkiej szkole magii. Właśnie tutaj kazano mu zostać, a on nie ośmielił się nawet wstać z krzesła. Czekał... Nie miał pojęcia, co dzieje się z Hermioną, polecone mu siedzieć, teraz byli u niej Ginny, Ron i Harry, dla niego nie było tam miejsca. Cisze przerwały kroki w dalszej części korytarza, po chwili podszedł do niego Dumbledore, deportował się tutaj z przyjaciółmi Gryfonki jakiś czas temu i teraz znikał gdzieś ciągle, załatwiając jakieś ważne sprawy.
- Uratowałeś ją – powiedział siadając obok chłopaka i uśmiechając się do niego przyjaźnie.
Draco nie odpowiedział, siedział tylko i wpatrywał się tępo w ścianę przed sobą. Może i ją uratowała, ale za jaką cenę...
- Co z nią jest? - jego pytanie przeszyło powietrze
- Ma głębokie rany szarpane na boku i złamane trzy żebra, nadal jest nieprzytomna, ale dochodzi do siebie, straciła wiele krwi – odpowiedział spokojnie patrząc w przestrzeń.
- Cielsko wilkołaka upadło na nią kiedy go... - nie mógł dokończyć tego zdania, nie był w stanie.
Dumbledore pokiwał tylko głową ze zrozumieniem.
- Może cię to pocieszy lub nie, ale bestia którą uśmierciłeś, to...
- Grayback, Śmierciożerca – przerwał mu.
Nie interesowało go w tym momencie, że oficjalnie nie powinien nawet znać tego nazwiska. Jakie to miało znaczenie, skoro skończy w Azkabanie za użycie Zaklęcia Niewybaczalnego? W najlepszym razie Czarny Pan zemści się na nim za zabójstwo swojego sługi. Starzec nie wyglądał na zaskoczonego jego wiedzą. Patrzył na niego z tym samym, łagodnym wyrazem twarzy. Najwidoczniej znał więcej szczegółów, niż zdawało się Lordowi Voldemortowi. Draco wzdrygnął się na tę myśl.
- Czy zamkną mnie w Azkabanie? - zadał w końcu nurtujące go pytanie, nie lubił żyć w niepewności.
Bał się, nie mógł zaprzeczyć. To było jedyne zaklęcie, które przyszło mu do głowy, kiedy próbował ją uratować. Był za to na siebie wściekły. Ojciec w końcu uczynił z niego mordercę, dla którego jedynym rozwiązaniem jest zbrodnia. Powinien lepiej wtedy przemyśleć sytuację. Starzec zaśmiał się tylko w odpowiedzi.
- Och nie, Draco. Zjawił się też tutaj minister i po rozpatrzeniu sprawy uznaliśmy to za obronę konieczną. To mogło skończyć się dla was śmiercią. Jesteś młodą osobą, całe życie przed tobą. Musisz tylko wybierać rozsądniej – spojrzał na niego świdrującymi oczami, a Dracona przeszył dreszcz - Z resztą... Nie muszę chyba ukrywać, że twój ojciec jest naprawdę wpływowym człowiekiem, szczególnie, jeśli chodzi o Ministerstwo Magii...
Dopiero teraz dotarło do niego, że wiadomość o całym zajściu na pewno otrzymali jego rodzice. Czy ojciec będzie z niego dumny? W końcu zamordował wilkołaka... W obronie szlamy. Znów zaczął się bać, może i go nie zamkną, ale z pewnością nie uniknie gniewu Czarnego Pana.
- Czy mógłby pan... - urwał – Czy mógłby pan nie mówić Granger o tym, co zrobiłem? - zapytał w końcu.
- Och, oczywiście, też nie wydaje mi się, żeby musiała o tym wiedzieć. W niektórych przypadkach niewiedza jest duo lepsza.
Odetchnął z ulgą. Nie chciał, żeby wiedziała, że jest mordercą. Już nigdy nie chciałaby widzieć go na oczy.
- Draco, ktoś na ciebie czeka, myślę, że powinieneś z nimi porozmawiać – starzec przerwał krępująco ciszę i kiwnął głową do kogoś znajdującego się za chłopakiem.
Młody Malfoy odwrócił się natychmiast i poczuł ukłucie strachu w sercu, zobaczył, że kilka metrów od nich siedzą dwie tak bliskie mu osoby. Wzdrygnął się, na sztywnych nogach wstał i podszedł do rodziców. Matka natychmiast rzuciła mu się na szyję i pocałowała w policzek.
- Nic ci nie jest? - spytała zatroskanym tonem.
Draco pokręcił przecząco głową. Jego ojciec siedział nieruchomo i wpatrywał się w niego z tradycyjnym chłodem w oczach.
- Ojcze, czy wiesz może, skąd Grayback się tam wziął? - zapytał bardzo spokojnie Draco, uparcie unikając spojrzenia swojej starszej wersji.
- Oczywiście, że wiem, sam wysłałem tu tego idiotę, żeby cię chronił. Nie rozumiem jak to stworzenie śmiało podnieść rękę na czarodzieja czystej krwi... - jego głos był lodowaty i czaiła się w nim pogarda.
- Tak właściwie to ja... - zaczął chłopak, ale urwał. Nie mógł przyznać się, że ratował życie szlamie.
- Tak właściwie to on mnie nie zaatakował. Wyskoczył na nas, to był odruch, myślałem, że będzie chciał nas pozabijać..
Był z siebie dumny, dobrze z tego wybrnął, niech jego ojciec myśli, że zrobił z niego mordercę... Spojrzał uważnie na rodziców, jego matka nadal wydawała się przerażona tym, co się stało. Patrzyła na męża wielkimi oczami.
- Jak mogłeś posłać za nim kogoś takiego? - jej głos przypominał syczenie węża, ale wystarczyło jedno spojrzenie stojącego obok mężczyzny, aby ucichła.
Nie było wątpliwości, kto rządził w rodzinie Malfoy'ów. Draco bardzo chciał wierzyć, że jego rodzice się kochają, ale nawet jeśli tak było, to jego ojciec skrzętnie ukrywał swoje uczucia. Zawsze był zimny i niedostępny. Zarówno wobec żony, jak i syna. Ślizgon nienawidził patrzeć na starania matki, których Lucjusz nie zauważał albo bardzo często kwitował jakąś zjadliwą uwagą. Był zbyt zimny aby okazać jakąkolwiek czułość lub wdzięczność i tak samo próbował wychować swojego syna. Narcyza często płakała, ale zawsze w samotności. Ona też była dumna, nie mogła pozwolić sobie na łzy w obecności innych ludzi. Siedzieli teraz razem na krzesłach stojących przy ścianie i wpatrywali się w swojego jedynego syna, który niedawno wyszedł cało ze spotkania z wilkołakiem. Draco nie miał ochoty dłużej przebywać w ich towarzystwie, a już szczególnie Lucjusza.
- Przepraszam, muszę już iść – mruknął i ruszył w stronę Dumbledora.
Odwrócił się jeszcze i zobaczył, że ojciec ścisnął dyskretnie dłoń jego matki. Uśmiechnął się mimowolnie.

      Hermiona lekko uchyliła powieki i natychmiast poraziło ją jaskrawe światło. W obronnej reakcji znowu zamknęła oczy. Ponowiła próbę, od nachalnej bieli poczuła pieczenie, obrazy były zamazane. Zobaczyła kontury trzech pochylających się nad nią postaci.
- Hermiono, słyszysz mnie? - usłyszała zaniepokojony głos Rona.
Jęknęła cicho, próbowała się ruszyć, ale jej żebra przeszył ból. Nie miała pojęcia gdzie się znajduje, jej ostatnim wspomnieniem był błysk żółtych ślepi.
- Wybudza się – tym razem odezwał się Harry.
Powoli odzyskiwała ostrość widzenia, przy łóżku siedzieli jej dwaj najlepsi przyjaciele i zapłakana Ginny. Spróbowała się podnieść, ale znów poczuła ból, syknęła cicho.
- Nie ruszaj się – znów Ron.
- Gdzie jestem? - prawie nie rozpoznała swojego głosu, był cichy i bardzo słaby.
- W sekcji szpitalnej.
Do dziewczyny dopiero teraz dotarło, że nadal jest w Szwecji i ani Rona, ani Harrego nie powinno tu być. Jej reakcje były bardzo spowolnione.
- Co wy tutaj robicie? - wydusiła.
- Dumbledore się tutaj deportował, pozwolił nam się zabrać razem z nim. Jak się czujesz? - Ron złapał ją za rękę.
Nie odpowiedziała, nie wiedziała co. Miała wrażenie, że boli ją całe ciało, nie mogła się ruszyć, a jej mózg nie pracował tak szybko jak zawsze. Wszystkie bodźce dochodziły do niej z opóźnieniem.
- Połamane żebra i rozcięcia aż do kości nie goją się tak szybko, nawet magicznymi sposobami – Harry uśmiechnął się kojąco.
- Pamiętasz co się stało? - zapytała Ginny, po twarzach wszystkich osób siedzących przy jej łóżku było widać, że każdy tylko czekał, kto zada to kłopotliwe pytanie.
Hermiona pamiętała, wydawało jej się, że aż za dobrze. Pamiętała strach, ból i okropny smród. Żółte ślepia zaraz koło niej. Nie chciała o tym mówić, nie w tym momencie.
- Przepraszam was na chwilę – ruda dziewczyna wstała i wyszła na korytarz.
- On nas gonił, - zaczęła powoli Hermiona, starannie dobierając słowa - ja nie miałam już siły... Rzucił się na mnie, a... - urwała, bo w końcu uświadomiła sobie powód swojego zmartwienia odkąd się obudziła.
- Gdzie jest Draco? - zapytała nagle.
-
Malfoy? A co cię on w ogóle obchodzi? - prychnął Ron gniewnym głosem.
- Nie widzieliśmy go od waszego wyjazdu z Hogwartu – mruknął niewyraźnie Harry.
Gryfonkę przeszedł dreszcz strachu. Zemdlała w momencie ataku. Nie dowiedziała się jeszcze jakim cudem przeżyła, ale podejrzewała, że wilkołak mógł rzucić się na Malfoya. Nagle w jej głowie zaświtała jeszcze jedna, bardzo przerażająca myśl.
- Nic o nim nie powiedzieli? A co jeśli... Przecież ta bestia... - w jej oczach zalśniły łzy.
Bała się o tego chłopaka. Mógł uciec, ale wrócił, żeby jej pomóc i stanął między nią, a wilkołakiem. Uświadomiła sobie, że ostatni raz widziała go w momencie, kiedy kazał jej uciekać, a sam został. Skoro bestia pobiegła za nią, to znaczy, że Malfoy najprawdopodobniej nie żył.
- Dziękuję za troskę, mam się dobrze. Jak to mówią? Złego licho nie bierze?
Usłyszała znajomy, drwiący głos i natychmiast odwróciła głowę w stronę drzwi. Wysoki blondyn stał tam i opierał się biodrem o futrynę. Włosy miał w nieładzie, a na ustach szeroki, ironiczny uśmiech.
- Czego chcesz, Malfoy? - zapytał Ron oburzonym głosem.
Ślizgon zupełnie go zignorował, podszedł do nich i zajął miejsce Ginny Weasley.
- Nikt cię tu nie chce – warknął rudy chłopak.
- Zamknij się, Wieprzlej, z tobą nie rozmawiam – powiedział opanowanym, lodowatym tonem – Wystraszyłaś mnie, Granger, już myślałem, że skończysz jako karma dla psów.
- Miło to słyszeć, Malfoy, jak zwykle jesteś bardzo sympatyczny.
- Już nie
Draco? - zapytał i uniósł brwi.
- Od jak dawna podsłuchiwałeś? - mruknął Ron obrażonym tonem.
- Odkąd się obudziła, czekałem tylko na odpowiedni moment, żeby się ujawnić. Wiewiór, nie musisz czasem poszukać siostry? Boję się, że jak jeszcze trochę czasu spędzę z tobą w jednym pomieszczeniu, to przejdą na mnie twoje pchły.
Ron poczerwieniał aż po cebulki rudych włosów i wstał. Rzuciłby się na Malfoya, gdyby Hermiona tego nie przerwała.
- Jakim cudem żyjemy? - zapytała cicho, a jej przyjaciel zrezygnował z ataku na blondyna.
- Widzisz, Granger, sam chciałbym to wiedzieć. Zemdlałem, a kiedy się ocknąłem... Byliśmy już tutaj.
- Zemdlałeś ze strachu? - prychnął Ron.
- Och, Draco, nie bądź taki skromny – usłyszeli w progu znajomy głos i natychmiast spojrzeli w tamto miejsce.
Dumbledore stał w drzwiach i uśmiechał się przyjaźnie. Patrzył na nich błyszczącymi oczami znad okularów połówek.
- Dlaczego nie powiesz pannie Granger co stało się naprawdę? - Hermiona zauważyła, że Malfoy posłał mu wściekłe spojrzenie – Och tak, wykazał się odwagą, oszołomił wilkołaka i wezwał pomoc. Powinnaś mu podziękować.
Oniemiała, nie wiedziała jakim cudem wilkołak oszczędził Ślizgona, kiedy ten został z nim sam na sam, ale to teraz nie było najważniejsze.
- Jasne – prychnął Ron.
- Masz jakieś wątpliwości? - warknął Draco.
Ron znów wstał.
- Harry, muszę z tobą porozmawiać, panie Weasley proszę również ze mną – starzec uśmiechnął się do Hermiony i wyszedł.
Potter wstał natychmiast i szarpnął lekko rudego chłopaka za ramię. Kiedy w końcu zostali sami, Draco przeciągnął się i z szerokim uśmiechem spojrzał na dziewczynę.
- Dlaczego nic nie powiedziałeś? - zapytała.
- Nie chciałem niepotrzebnie się przechwalać – mruknął niewyraźnie – Jak się czujesz?
- Nie jest źle – uśmiechnęła się słabo, ale ciało ją zdradziło. Próbowała lekko podciągnąć się do góry, ale tylko jęknęła z bólu.
Malfoy zaśmiał się widząc jej reakcję na ruch.
- Właśnie widzę, Granger.
- Dziękuję – mruknęła po chwili ciszy.
- Spokojnie z tą wdzięcznością, gdybym go nie powstrzymał, rzuciłby się na mnie.
- Nie za to, znaczy... - zacięła się – Za to też, ale... Dziękuję, że po mnie wróciłeś i stanąłeś między mną a nim – wbiła wzrok w swoje dłonie.
- Czy ktoś powiedział ci, kim był ten wilkołak?
Pokręciła przecząco głową.
- Nie będę psuł ci niespodzianki, na pewno jutro o tym usłyszysz.
- To moja wina – powiedziała słabo – Wiem, jak bardzo zależało ci na wygranej, przepraszam.
Zaśmiał się i spojrzał na nią zaskoczony.
- Na twoim miejscu cieszyłbym się, że żyję, a nie martwił się konkursem, a już tym bardziej uczuciami kogoś takiego jak Draco Malfoy.
- Wyjazd dobiegł końca, czyli to już koniec sojuszu? - zapytała i ziewnęła.
- Tak, Granger, to już koniec.
Uśmiechnęła się do niego, a on to odwzajemnił.

      Odkąd wszedł do pomieszczenia wpatrywał się w nią bardzo uważnie. Krzywiła się przy każdym, najmniejszym ruchu, ale nie uskarżała się. Bardzo miał ochotę powiedzieć jej, że bał się o nią, błagał wszystkie magiczne siły, żeby to przeżyła. Jak przerażony był, kiedy widział moment, w którym atakowała ją ta bestia. Miał ochotę ją przytulić i powiedzieć, że cieszy się, że może z nią rozmawiać, bo kiedy straciła przytomność myślał, że już po niej. Nie chciał oglądać jej śmierci, nie darzył jej szczególną sympatią i była tylko szlamą, ale nie wybaczyłby sobie gdyby umarła przez niego. Wilkołak był tam tylko z jego powodu. Powiedziałby jej to wszystko, gdyby nie duma. Nie mógł pozwolić sobie na okazanie jakiegokolwiek uczucia.
Teraz dziewczyna spała. Wpatrywał się w jej wątłe ciało, które podnosiło się miarowo wskutek oddechu. Wiedział, że powinien już iść. Okrył ją dokładnie kocem i ruszył w stronę wyjścia, odwrócił się przy drzwiach, żeby spojrzeć na nią ostatni raz. W jakiś bardzo dziwny i niewytłumaczalny dla niego sposób poczuł się odpowiedzialny za tę kruchą istotę.

8 komentarzy:

  1. Jej, dodaj szybko następny rozdział :D Nie mogę się już doczekać,a tak w ogóle ciekawa jestem, czy Draco powie Dumbledor'owi, że jest śmierciożercą... Może wtedy będzie jak Snape? Hmm... Nieważne, czekam na NN ;D

    the-black-legions-in-america.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Przeczytałam wszystko w jakieś dwie godziny! Pięknie piszesz,zachwycająco! Czekam na kolejny rozdział,mam nadzieje że będzie za chwilkę,niestety nie lubię czytać blogów gdzie opowiadanie nie jest dokończone,ale twój chyba będzie pierwszym!:)
    Piękne! Gratuluję i czekam na kolejny rozdział!:)

    A.

    OdpowiedzUsuń
  3. kruszynka ehh oby szybko przeszedł na dobra strone

    OdpowiedzUsuń
  4. Jestem w końcu! Rozdział super, momentami bardzo zabawny np zloszczacy się Ron :D ale również bardzo słodki, końcówka mega, idealnie odpisałaś uczucia Dracona i jeszcze użyłaś takiego pięknego słownictwa, naprawdę fajnie to wyszło, czekam na więcej i przepraszam, że nie weszłam wcześniej, ale,szkoła...
    U mnie nowy rozdział również zapraszam dramione-sila-przeznaczenia.blogspot.com
    Vanillia :*

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetny cytat, który strasznie do mnie pasuje.
    Bardzo fajny szablon, choć to co ma Draco na głowie… :D
    Wszystko rozwija się w bardzo ciekawym kierunku. Sojusz się skończył, ale czy na pewno?

    OdpowiedzUsuń
  6. Jeeja, świetne, genialny turniej, na razie tyle doczytałam później będę kontynuować, ale jest świetnie, i bardzo dobrze się czyta.
    Pozdrawiam,
    Tsuki <3

    OdpowiedzUsuń