czwartek, 4 grudnia 2014

Rozdział XXVII - Wszystko, co złe.

      Nie chciała się poddawać, ale nie miała innego wyboru. Nie była pewna, czy Śmierciożerca może ją zabić, ale nie chciała ryzykować. Zbyt wiele miała do stracenia. W dodatku ból przyćmiewał jej umysł, a krótka walka wyczerpała osłabione ciało. Starała się teraz po prostu wyłączyć i już nic nie czuć. Być myślami gdzieś daleko i nie rejestrować dotyku jego rąk na swoim ciele. Patrzyła na nieprzytomnego Rona i ten widok dawał jej choć trochę nadziei. Bała się momentu w którym mężczyzna posunie się dalej. Próbowała krzyczeć, ale gardła miała zdarte i nie miała już siły. Policzek nadal piekł ją od ostatniego, niedawnego uderzenia. Krzyknęła i próbowała się wyrwać, kiedy mężczyzna zaczął przesuwać swoje dłonie po jej brzuchu, coraz wyżej. Złapał ją za nadgarstki i unieruchomił je jedna ręką za jej głową. Teraz nie miała już szans na jakąkolwiek walkę. Ewentualnie mogła próbować gryźć. Nagle coś usłyszała, ktoś w szybkim tempie schodził po schodach, a potem drzwi otworzyły się gwałtownie. Usłyszała głos, od którego jej serce na chwilę przystanęło, żeby potem zacząć bić jak szalone.
- Kurwa mać! Czy człowiek w tym domu nie może się już normalnie zdrzemnąć? - warknął wściekle.
Śmierciożerca natychmiast puścił dziewczynę. Natychmiast z trudem zaczęła czołgać się jak najdalej od niego.
- Ale... Ja tylko... Zaklęcie wyciszające... - jąkał się mężczyzna wyraźnie zmieszany.
- Posłuchaj. Jestem zmęczony, a przez wrzaski tej szlamy nie mogę spać. Nie wiem, czemu zaklęcie wyciszające nie działa i mam to w dupie! Potrzebuję spokoju.
- Zaraz rzucę znów zaklęcie i...
Hermiona zamarła. Wpatrywała się uparcie w Dracona, mając nadzieję, że jednak okaże chociaż odrobinę człowieczeństwa. Nie mógł tak po prostu, bez mrugnięcia okiem, oddać ją w ręce tego człowieka.
- Może i mógłbyś to zrobić, ale mnie wkurwiłeś. Nie zasłużyłeś nawet na tę szlamę, więc, z łaski swojej, wypierdalaj.
- Ale...
- Zamknij się. Nie muszę chyba przypominać ci, czyj to dom.
Dom Dracona... Przetrzymywali ich w domu Malfoy'a. Tylko jak teraz przekazać tę informację dalej? Co zrobić, żeby trafiła do odpowiednich osób? Śmierciożerca nie miał wyboru, Draco ewidentnie miał nad nim władzę. Wyszedł niechętnie, przepuszczony w drzwiach przez chłopaka. Przez odejściem Ślizgon odwrócił się jeszcze i Hermiona mogła przysiąc, że spojrzał prosto na nią. Zrobiło jej się gorąco. To była jej szansa. Mogła teraz coś powiedzieć, poprosić, nawet błagać. Ale co by to dało? Najprawdopodobniej nie przejąłby się nią. Jednak ją uratował. Z własnych pobudek lub nie, ale pomógł jej. Zawdzięczała mu wiele. Westchnęła głośno i zamknęła oczy.

      Tak mało brakowało. Cholernie mało. Prawie nie zdążył. Wyszedł razem ze wszystkimi do ogrodu i dom został pusty. Wrócił na chwilę i wtedy ją usłyszał. Tak strasznie się bał, że jest już za późno. Oddałby wszystko, żeby zapewnić jej bezpieczeństwo. Więcej nie wyjdzie z domu, będzie pilnował lochów. Musi ją też wyciągnąć z tego miejsca jak najszybciej. Obmyślić plan, a czasu miał mało. Podsłuchał, jakie plany mają względem nich i wcale mu się to nie podobało.

      Ktoś obudził ją kopniakiem w brzuch. Jęknęła z bólu i zwinęła się w kłębek. Nie zdążyła zareagować, kiedy ktoś złapał ją mocno za ramię i postawił do pionu. Obok słyszała przekleństwa Rona i podniesione głosy Śmierciożerców. Zdezorientowana nawet nie próbowała się wyrywać. Silne ręce próbowały zaprowadzić ją w stronę schodów, ale ranna noga odmówiła jej posłuszeństwa. Usłyszała za sobą przekleństwo.
- Ej, rudy! Pomóż jej jakoś iść – warknął Śmierciożerca.
Ron złapał ją w pasie i próbował zaprowadzić w stronę wyjścia. Czuła, jak jego ciało naprężało się z każdym ruchem, kiedy ze zdwojoną siłą odczuwał ból popękanych żeber. Mimo wszystko próbował jej pomóc, jak tylko umiał.
- Nie martw się, będzie dobrze – szepnął i złapał ją jeszcze mocniej.
Wspólnymi siłami doszli do schodów. Czuli różdżki czarodziejów na swoich plecach. Powoli i z trudem zaczęli wspinać się na górę.
- Szybciej! – krzyknął jeden ze Śmierciożerców i popchnął chłopaka.
Z trudem odzyskali równowagę, ale udało im się nie runąć na ziemię. Poraziło ich światło, kiedy tylko weszli na parter. Po raz pierwszy od tygodnia mieli styczność z promieniami słonecznymi. W salonie było wiele osób. Z wyższością patrzyli na nich między innymi Narcyza i Lucjusz Malfoy'owie, Bellatrix oraz Śmierciożerca, przed którym ostatnio uratował Hemrionę Draco. Ten ostatni stał lekko z tyłu i z leniwą miną opierał się o kominek. Ogółem wpatrywało się w nich około dziesięciu osób, a oni nie rozumieli co się dzieje. Mężczyźni za nimi popchnęli ich na ziemię. Gryfoni upadli, a Hermiona zacisnęła zęby, żeby nie jęknąć z bólu.
- Kto pierwszy? - zaśmiała się Bellatrix. - Niech będzie szlama.
Na dźwięk tych słów Ron poruszył się, ale mężczyzna, stojący za nim, unieruchomił go. Bellatrix postąpiła kilka kroków w ich stronę i wyjęła różdżkę.
- Posiedzieliście w celi, trochę zmiękliście. Teraz z pewnością łatwiej będzie wydobyć z was pewne informacje – z zamyśleniem spojrzała na Hermionę.
Draco stał niewzruszony, ale dyskretnie szukał jakiejś szansy na pomoc. Teraz była wręcz idealna okazja, żeby ich uratować. Musiał tylko znaleźć jakiś sposób, póki nie jest za późno... Nagle jego spojrzenie padło na różdżkę, która wystawała z kieszeni Śmierciożercy trzymającego Rona. Była wręcz na wyciągnięcie ręki, ale nie miał szans, żeby zrobić to niespostrzeżenie. Podniósł wzrok i spojrzał na na swoją matkę. Też przez chwilę wpatrywała się w różdżkę, a potem spojrzała prosto w oczy Dracona. Prawie niezauważalnie kiwnęła głową. Zrobiła to samo na znak, że zrozumiał. Wystarczyła tylko chwila. Narcyza zaczęła z trudem oddychać, a potem łapczywie łapać oddech. Otwierała usta, jakby chciała coś powiedzieć. Próbowała złapać się kurczowo szaty swojego męża, ale osunęła się na ziemię. Lucjusz próbował ją podtrzymać. Kobieta klęczała skulona, dusząc się. Powstało zamieszanie, wszyscy rzucili się, aby jej pomóc. Okrążyli ją ciasnym kręgiem i właśnie wtedy nadążyła się idealne okazja. Rozejrzał się szybko, czy nikt go nie widzi, i zwinnym ruchem wyciągnął różdżkę z kieszeni Śmierciożercy. Schował ją w spodniach i natychmiast ruszył w stronę matki. Lucjusz już zdążył ją podnieść i ostrożnie wyprowadzić z pokoju. Wszyscy jeszcze przez chwilę wpatrywali się w drzwi za którymi znikli, ale za chwilę wrócili do przerwanej czynności. Bellatrix odwróciła się w stronę przerażonej dziewczyny.
- Mam do ciebie kilka pytań – powiedziała spokojnie. - Zaczniemy od czegoś prostego. Co wiesz o Zakonie Feniksa?
W głowie Hermiony była zupełna pustka. Skąd Bellatrix o nim wie? Ktoś na nich doniósł, czy uznali za oczywiste, że się odrodził?
- Nic – odpowiedziała mechanicznie.
- Kłamiesz! - krzyknęła kobieta.
- Nie! Przysięgam – wrzasnęła Hermiona rozpaczliwie. - Nawet jeśli istnieje, to jestem zbyt młoda, nic mi o nim nie mówili!
- Jesteś przyjaciółką Potter'a! Musisz coś wiedzieć!
Hermiona gorączkowo szukała odpowiedzi, która usatysfakcjonuje kobietę. Wiedziała o zakonie kilka ważnych informacji, ale przecież nie mogła ich wydać. Rozejrzała się po twarzach zgromadzonych, szukając pomocy. Jej wzrok padł na Dracona.
- Crucio!
Razem z krzykiem, który rozbrzmiał w jej uszach, pojawił się też niewyobrażalny ból. Wpatrywała się uparcie w Malfoy'a, żeby pokazać mu, że się nie podda. Krzyczała, ale nie zamykała oczu. Niech widzi... Nagle ból ustał tak szybko, jak się pojawił.
- Mów! - znów głos Bellatrix.
- Nic nie wiem, przysięgam!
Znów ból, niewyobrażalny. Myślała, że jej gardło jest tak zdarte, że nie wyda z siebie żadnego głośniejszego dźwięku, ale myliła się. Umierała z bólu, a jej wycieńczone ciało odmówiło jej posłuszeństwa. Skuliła się na podłodze z trudem oddychając. Pomyślała przez chwilę, że to już koniec. Późnij była tylko ciemność...

      Szedł w stronę pokoju swojej matki. Prawie odczuwał na swojej skórze ból Hermiony. Wciąż widział jej utkwione w nim spojrzenia. Nie odwrócił wzroku, żeby choć trochę dodać jej otuchy. Nawet jeśli nie to było jej celem, to i tak chciał jakoś pomóc. Na szczęście zemdlała szybko, z Ronem wcale nie było inaczej. Na razie zawlekli ich z powrotem do lochu, aby z niedługi czas wznowić przesłuchania. Zapukał krótko i wszedł do małego pomieszczenia. Zasłony były zaciągnięte i panował w nim przyjemny półmrok. Usiadł na krześle obok matki.
- Udało się? - usłyszał jej słaby głos.
- Tak – odpowiedział cicho. - Aż dziwne. Nie spodziewałem się, że tak zareagują na twoje udawane omdlenie – zaśmiał się cicho.
Odpowiedziała mu cisza. Narcyza odwróciła wzrok i wbiła go w zasłonięte okno. Draco intuicyjnie wyczuł, że coś jest nie tak.
- Co się dzieje? - zapytał niespokojnie.
- Och, Draco... - zaczęła powoli. Usłyszał, jak łamie się jej głos. - Ojciec nie życzy sobie, abym ci mówiła.
Przez przytłumione światło zobaczył, że jej oczy wypełniły się łzami.
- Nie obchodzi mnie, co myśli ojciec – warknął Ślizgon.
Narcyza wstrzymała oddech. Bardzo spokojnym i delikatnym ruchem dotknęła policzka chłopaka.
- Nie dziwię się, że rzucili się tak w moją stronę. Widzisz... - urwała na chwilę. - Jakiś czas temu... Ja... Nie jest dobrze Draco.
- Co masz na myśli? - przełknął głośno ślinę.
Widział, że nie jest jej łatwo. Każde słowo przynosiło jej cierpienie.
- Nie zostało mi już wiele – uśmiechnęła się gorzko.
- Co masz na myśli? Są przecież eliksiry, które... - zaczął mówić ze zdenerwowaniem.
- Które utrzymują mnie przy życiu od miesięcy – przerwała mu.
- Dlaczego nic o tym nie wiem? - zapytał ostro.
- Ojciec nie chce, żebyś się rozpraszał...
Był wściekły do granic możliwości. Wstał szybko i zacisnął dłonie w pięści. Bez słowa skierował się w stronę drzwi, ignorując nawoływania matki. Straci ją bezpowrotnie. Wiedział, oczywiście, że kiedyś umrze, ale nie był gotów na to teraz. Nie ona, nie jedyna osoba na świecie, która go kocha! Skręcił w stronę drzwi do gabinetu ojca i otworzył je gwałtownie. Lucjusz zmierzył go zniecierpliwionym spojrzeniem.
- Jak mogłeś mi o niej nie powiedzieć? - prawie krzyknął chłopak.
Mężczyzna był opanowany. Spojrzał na syna pytająco, z nutką zainteresowania.
- Wyjaśnisz to jakoś? - zapytał.
- Jak mogłeś nie powiedzieć mi o jej stanie?! – wrzasnął.
- Ach... No tak... - Lucjusz wstał. - Nie powinna ci mówić, masz wiele innych rzeczy na głowie. Ważniejszych – zaakcentował ostatni wyraz, co dla Dracona było jak uderzenie.
Co mogło być ważniejsze od jego umierającej matki? Jakaś misja, do której został zmuszony? Nie wierzył w to, co przed chwilą usłyszał. Postąpił kilka szybkich kroków w stronę ojca.
- Nie miałeś prawa – krzyknął mu prosto w twarz.
- Miałem! Jestem twoim ojcem! To ona nie miała prawa mówić ci o tym bez mojej zgody, ale najwidoczniej nawet na to jest zbyt głupia! - teraz i on podniósł głos.
Na dźwięk tych słów w Draconie co pękło. Czuł teraz tylko pogardę do człowieka, którego nazywał ojcem. W odruchu złapał go za szatę w okolicach szyi.
-Nigdy więcej nie waż się tak o niej mówić – wycedził. - Kazałeś jej tłumić to w sobie! To było po prostu podłe!
- Źle zrobiła, że w ogóle ci powiedziała!
Stali na przeciwko siebie i mierzyli spojrzeniami. Draco nienawidził teraz każdej jego części jeszcze bardziej niż zwykle. Zaczynając od długich, nienagannych włosów, kończąc na lasce, którą zawsze miał przy sobie.
- Nie zasługujesz na nią – wysyczał bardzo cicho, ale wyraźnie. - Jest dla ciebie zbyt dobra. A dla ciebie ważniejsza jest jakaś kurewska misja! Rzygać mi się chce, gdy na ciebie patrzę. Nie zasługujesz, żeby być jej mężem, ani moim ojcem. Jesteś zwykłym sukinsynem!
Uderzenie, którym obdarował go Lucjusz było szybkie i celne. Draco usłyszał chrzęst pękającej kości i poczuł krew, wypływającą z jego złamanego nosa. Zachwiał się lekko, ale natychmiast odzyskał równowagę. Lucjusz był czerwony z wściekłości, ale natychmiast przygładził swoje włosy i poprawił szatę. Wrócił do swojego biurka nawet nie patrząc na syna.
- Wynoś się, natychmiast – warknął tylko w jego stronę.
Chłopak bez wahania spełnił jego polecenie. Ruszył natychmiast do swojego pokoju, żeby dokończyć obmyślanie planu ucieczki Gryfonów.

      Upewnił się, że dom jest pusty i ruszył w stronę lochów. Wszyscy zasnęli nawet wcześniej, niż pierwotnie przypuszczał. Tym lepiej dla niego i całego planu. Dla pewności sprawdził jeszcze, czy kradziona różdżka spoczywa w jego kieszeni. Na szczęście nie mylił się. Wiedział dokładnie, gdzie schowane są klucze do celi. Magiczny klucz dawał efekt kilku rzuconych zaklęć jednocześnie. Wystarczyło zamknąć pomieszczenie, żeby stało się niemożliwe do ucieczki. Ostrożnie i w absolutnej ciszy otworzył drzwi. Ujrzał tylko dwie, skulone śpiące postacie. Przyjrzał się Hermionie. Była taka blada i mizerna. Nie marzył teraz o niczym innym, niż wziąć ją w ramiona. Nie było teraz jednak czasu na sentymenty. Potrząsnął ją za ramię i zakrył dłonią usta, żeby przepadkiem nie krzyknęła. Przyłożył palec do ust, pokazując, że ma zachować ciszę. To samo zrobił z Ronem.
- Co ty tutaj robisz, Malfoy? - zapytał rudzielec z wrogością.
- Wyciągam was stąd – odpowiedział Draco ze zniecierpliwieniem.
- Jasne – prychnął chłopak. - Już ci uwierzę... Jesteś jednym z nich!
- Może i tak, Weasley, ale nie jestem mordercą. Zapamiętaj to dobrze. To jak? Chcecie uciec?
- Jaką mamy gwarancję, że to nie pułapka? - zapytała Hermiona cicho.
- Co macie do stracenia, Granger? I tak tu umrzecie. Z wycieńczenia lub na skutek tortur. Skoro czeka was śmierć, to dlaczego nie chcecie mi zaufać.
- Bo to ty, Malfoy! Tobie nie można ufać! - warknął Ron.
- Nie bądźcie głupi. Bierz swoją szlamę i zmiatajcie stąd! - syknął.
- Nie nazyw...
- Zamknij się! Wchodzicie w to?
Ron zrobił niezadowoloną minę i próbował się odezwać, ale Hermiona była od niego szybsza.
- Wchodzimy. Jaki jest plan? - zapytała.
- Prosty. Posłuchajcie tylko oficjalnej wersji. Kiedy zemdlała moja matka, Weasley wyciągnął z kieszeni Śmierciożercy, który go trzymał, różdżkę – mówiąc to, podał chłopakowi magiczny przedmiot. - Przyszedłem tu w nocy, niegotowy na wasz atak, byłeś szybszy. Oszołomiłeś mnie, rzuciliście na siebie zaklęcia kameleona i uciekliście. Umiesz wysłać patronusa z wiadomością? - zwrócił się w stronę dziewczyny.
Kiwnęła delikatnie głową.
- Idealnie, wyślecie wiadomość do zamku, że jesteście w okolicy Malfoy Manor. Wszystko jasne? - zapytał ostro. Nie wydajcie, że wam pomogłem, czekałaby mnie za to śmierć. Życie, za życie, Gryfoni. Mogę tego od was wymagać? - zapytał cynicznym tonem.
- Możesz – odpowiedziała Hermiona natychmiast.
- Rzućcie na mnie zaklęcie i uciekajcie. Musicie wejść po schodach i korytarzem w lewo, cały czas prosto. Nie ma zabezpieczeń, które nie pozwoliłyby wyjść wam na zewnątrz.
Czekał, aż rzucą na niego zaklęcie. Popatrzył na Rona, który z niepewną miną poklepał go po ramieniu na znak wdzięczności. A potem jego wzrok padł na Hermionę. Jeżeli będzie trzeba, odda życie, żeby ją stąd wyciągnąć. Żeby tylko była bezpieczna. Był gotowy na tortury, jakie go czekają. Wszystko dla niej.
- Dacie radę dojść? - zapytał jeszcze.
Kiwnęli głowami.

____________________________________________
Przyznaję, rozdział taki sobie, wybaczcie!
Powoli zbliżamy się już do końca, moi kochani...
Zachęcam do zagłosowania w ankiecie! :)

17 komentarzy:

  1. Taki sobie? Cudowny! Draco taki bohaterski :3
    Mam nadzieję, że już uda im się uciec bez większych komplikacji...
    Jak to zbliżamy się do końca? Nie, nie, nie, nie! To niemożliwe ;-;
    Black, oddychaj. Wdech, wydech, wdech...
    Teraz będę czekać na każdy rozdział z jeszcze większą niecierpliwością i z każdym będzie w moim mózgu rosła świadomość, że koniec jest coraz bliżej ;-;
    No, ale mimo to, czekam na następny rozdział i życzę weny ;*
    Mrs Black

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, hahha! :*
      Wszystko musi się kiedyś skończyć! :)

      Usuń
  2. Zawiodlam sie... Nie a tak na powaznie to zarabisty ! Powaga ! Draco kocham cie ! Ron wkurzyles mnie sw wrogoscia ale zrehabilitowales sie tym gestem wdziecznosci. Hermiona szacun Ahh i co do tego ratunku na poczatku... Nie tego oczkiwalam :/ tzn bardzi mu sie podobal ale wiesz marzenua itp ze pozniej jakbtamten wyjdzie to on jej wstac pomoze i wgl ;) ale to nie tutaj chcialam ci zwrocic uwage... Chodzi o tego bialego rumaka gdzue on jest ja sie pytam ?! XD :p No ale po raz kolejny wybitny... Wybaczam ci brak konika :* ale jakbys kiedys napisala cos o bohaterze na koniu to blagam na czarnym ! Czarne sa lepsze jest w nichvtaki mrok tajemnica w polaczeniu z jezdzcem :) Ehh jak zeykle zboczylam z tematu... Moj chl chyba ma racjevtwierdzac ze czasem pieprze farmazony bez ladu i skladu a na dodatek mowie je w srofku jakoejs zupelniebinnej wypowiedzi xD okej tak wiec podobal mi sie strasznie i czekam na wdziecznosc hermiony rpna i. Mozr harry'ego jak mu powoedza i na pozegnalne romantyczne ostatnie spojrzenie na siebie herm i draco przed rzucpnym na niego zakleciem :3 ouc zapomnialam ze mialam jeszcze napisac cis o Lucjuszu... Pofoba mi sie cala ta scena z nim ale mam nadzieje ze kn wbrew pozorom kocha Narcyze w tw opowiadaniu i moze doszukuje sie dzoury w calym ale wydaje mi sie ze on naprawde martwil sie o zone iuderzyl Draco nie tylko z powodu obrazy ale rowniez twierdzenia ze jej nievkocha no ale to tylko znowu marzenia ;)
    Czekam i pozdrawiam
    Olivie Tenebris, dawna Olivia Malfoy :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuuuuję! <3
      Wątek Lucjusza i Narcyzy postaram się jeszcze odrobinkę rozwinąć, ale to za jakiś czas :)

      Usuń
  3. Rozdział jest jednym z najlepszych.
    A co do sondy - nie działa (przynajmniej u mnie).

    Pozdrawiam,
    Ronnie

    PS wybacz, że tak krótko, ale czas nagli.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo za komentarz!
      Dobra, nie umiałam naprawić ankiety więc usunęłam, ale dziękuje za informację :3

      Usuń
  4. Jejku to jest takieee... ach! Rozdział o wiele lepszy od poprzedniego :) Na prawdę mi się podobał, z resztą moment z reakcją Draco o chorobie matki jest niezastąpiona i wręcz poruszająca.
    No coż... chyba zostaje mi tylko czekać do kolejnego rozdziału :)
    Pozdrawiam LORA <3
    PS. Wybacz, że nie komentowałam poprzednich rozdziałów ale cóż.... Od dzisiaj będę robić to pod każdą notką <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie akceptuje słowa koniec w Twoim opowiadaniu, rozumiesz? :D rozdział jest świetny, zawarłaś w nim wszystko, gesty uczucia, słowa, naprawdę lepiej się nie da. Czy ty musisz tak zawsze, od czasu do czasu mógłbyś zrobić jakiś błąd, żebym miała się do czego przyczepić, ale oczywiście perfekcjonizm górą! Jesteś niesamowita i Twoje opowiadanie też. Tworzysz coś z klimatem i z duszą, na pewno to jedno z tych dramione, do których się wraca. Możesz być dumna. Ale się sentymentalnie zrobiło, może czas na ocenę treści?
    Postać Narcyzy jak w każdym opowiadaniu idealna. Nie zabrakło Lucjusza, co mnie cieszy, bo kręcą mnie te czarne charakterki. Akcja przemyślana w 100%, ale boję się, że coś pójdzie nie tak... Nie trzymaj nas długo w niepewności. Chcę żeby znowu było słodko, bo będzie prawda?
    Dobra na dzisiaj tyle, ale odliczam dni do następnego!
    Życzę weny,
    Vanillia :*

    OdpowiedzUsuń
  6. Ouuu... Draco taki bohaterski :3
    Cudowny rozdział. Podobają mi się przemyślenia Dracona. W ogóle wszystko mi się podoba.
    Komentarz taki króciutki, gdyż z jakiegoś powodu teraz nie myślę, i z trudem udaje mi się sklecić zdanie.
    Może później wydam pełną opinię ;)
    Jestem jednak na tyle przytomna, żeby stwierdzić, że Narcyza nie jest taka zła. Oraz, że młody Malfoy jest geniuszem
    Pozdrawiam
    Laxus

    OdpowiedzUsuń
  7. Boskie! Draco taki gentelmen!
    i biedna Narcyza, mam nadzieję, że będzie z nią dobrze...
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  8. Sprytna bestia z tego Dracona :)

    OdpowiedzUsuń